
Uruchomienie szpitala tymczasowego w MSWiA w Rzeszowie zapowiedziane było na 26 listopada, na jakim etapie przygotowań jesteście Państwo na dzień dzisiejszy? Ilu lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych czy innego personelu zgłosiło chęć pracy w nim? Czy będą tam kierowani ratownicy medyczni zatrudnieni w Państwowej Straży Pożarnej?- zapytaliśmy w urzędzie wojewódzkim.
– Przygotowania do uruchomienia szpitala tymczasowego przebiegają zgodnie z planem. Na początku przyszłego tygodnia spodziewamy się dostaw sprzętu z Agencji Rezerw Materiałowych. Chodzi w głównej mierze o respiratory, kardiomonitory oraz kolejne dostawy środków ochrony osobistej dla medyków. Trwają także prace związane z rozbudową zbiornika na tlen – pisze w e-mailu Michał Mielniczuk, rzecznik prasowy wojewody. Dodaje też, że na dziś do pracy w szpitalu tymczasowym zgłosiło się 65 osób. Są to przedstawiciele wszystkich grup personelu medycznego: lekarze (w tym anestezjolodzy), pielęgniarki, ratownicy medyczni, ale są także osoby bez wykształcenia medycznego. Mówi też, że wojewoda nie wyklucza zaangażowania ratowników z PSP, jeśli wyrażą chęć do pracy w tej placówce.
W szpitalu tymczasowym w Rzeszowie ma się znaleźć 160 łóżek, w tym 40 respiratorowych. Łóżka i respiratory to pewnie najmniejszy problem. Czy wystarczy w nim personelu? Przy generalnym braku lekarzy w Polsce (2,4 na tysiąc mieszkańców – najgorszy wynik w Unii Europejskiej) źródło może być tylko jedno. Trzeba ich skądś zabrać. Jak twierdzi prof. Andrzej Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Przekupstwem. – Jeśli pracę anestezjologa ministerstwo wyceniło na 200 zł za godzinę, to jak to inaczej nazwać niż przekupstwem. demolującym kadrę w szpitalach walczących już od dawna z koronawirusem? 200 godzin takiej pracy daje w miesiącu 40 tys. zł zarobku. Żaden dyrektor szpitala nie jest w stanie sprostać tej „konkurencji”, żaden też nie może nic zrobić, jeśli jego pracownik zgłosi się do pracy do szpitala tymczasowego – mówi. I dodaje, że te płace zarezerwowane są tylko dla lekarzy wysyłanych do pracy przez wojewodę. A co z tymi, którzy ledwie widząc na oczy harują w szpitalach od marca? Ich praca jest mniej ważna? Przecież tak nie jest, zwłaszcza że do szpitali tymczasowych trafiać mają lżejsze przypadki niż te, które karetki przywożą do stałych szpitali specjalistycznych.
Profesor Matyja uważa, że nieprzemyślane i nieprzejrzyste działania rządu oraz resortu zdrowia tworzą podziały w środowisku lekarzy i przyczyniają się do jeszcze większej frustracji. Nikogo nie obchodzi to, że zabieranie lekarzy ze stałych szpitali do placówek tymczasowych sprawia, że personel tych pierwszych jest coraz bardziej zmęczony, bo natychmiast ma więcej dyżurów do obsadzenia. Do tego dochodzą zakażenia covidem pośród lekarzy oraz pielęgniarek i idące za tym coraz liczniejsze zwolnienia lekarskie. Nie dotyczy to zresztą tylko oddziałów walczących z pandemią, ale wszystkich. Pracuje na nich coraz mniej ludzi, którzy – siłą rzeczy – mają na głowie przytłaczającą masę obowiązków. To musi się odbić na pacjentach.
Anna Moraniec



2 Responses to "Szpital tymczasowy dopiero w grudniu"