
POLACY ZA GRANICĄ – NIEMCY. Nasi zachodni sąsiedzi mają duże zaufanie do rządu, zwłaszcza że codziennie otrzymują informacje na temat tego, co się dzieje – bez upiększania.
Początkowo reakcja Niemiec na pandemię koronawirusa nie była radykalna, a restrykcje łagodniejsze niż te, jakie wprowadzano we Włoszech, Hiszpanii czy Francji. Mimo to liczba ofiar śmiertelnych COVID-19 nie jest tak szokująca jak tam. Dlaczego? Niemiecka służba zdrowia jest zdecydowanie lepiej przygotowana niż inne europejskie kraje. Medycy wykonują testy codziennie, obywatele, gdy tylko pojawia się podejrzenie zakażenia. Choć szczyt zachorowań jeszcze nie nadszedł, już przygotowuje się szpitale polowe.
Jak dziś wygląda Berlin? W ubiegłym tygodniu władze Niemiec zdecydowały się pójść w ślady innych europejskich krajów i zaostrzyć strategię w walce z wirusem. Zamknięto m.in. bary, kluby, dyskoteki, teatry, muzea, obiekty sportowe, zawieszono nabożeństwa w świątyniach. – Ulice są puste. Otwarte pozostały jedynie sklepy z żywnością, apteki i drogerie. Wszystkie inne instytucje są zamknięte. Można wychodzić tylko na zakupy czy spacer, ale wyłącznie w dwójkę. Wyjątek stanowią rodziny. Policja to bardzo kontroluje – relacjonuje mieszkająca na stałe w Berlinie Katarzyna Maisel. – Niemcy są bardzo zdyscyplinowani. Ludzie podchodzą do tego ze zrozumieniem, ale też obawą, bo słyszeliśmy, że w ogóle nie będziemy mogli wychodzić do pracy. Wszyscy spodziewają się tego kroku. Cudzoziemcy też stosują się do wszystkich obostrzeń. Sama uczę obcokrajowców i widzę u nich szacunek do działań rządu – dodaje.
Prewencja przede wszystkim
Niemcy są zdecydowanie lepiej przygotowane do walki z pandemią niż większość europejskich krajów. Mimo, że kraj nad Renem jest w czołówce, jeśli chodzi o przypadki zakażenia, wskaźnik śmiertelności na COVID-19 jest jest o wiele niższy niż we Włoszech czy Hiszpanii. – Przeprowadzono bardzo dużo testów, dlatego odnotowano tak wiele przypadków. Z kolei śmiertelność jest niska ponieważ lekarze wcześniej wiedzieli, ilu ludzi jest chorych, i mogli ich odizolować – tłumaczy Katarzyna. Laboratoria przeprowadzają badania na ogromną skalę – tygodniowo wykonują ok. 300 tys. testów na koronawirusa. W ciągu miesiąca chcą zwiększyć tę liczbę nawet pięciokrotnie.
Inne przykłady zapobiegliwości? – W szpitalach nadal są miejsca, ale służby już przygotowują się na największą falę zarażeń, która nastąpi w kwietniu. Już teraz w różnych punktach Berlina trwa także przygotowanie szpitali polowych. Na takie miejsce przerabiany jest m.in. wielki hangar, w którym odbywają się targi – opowiada nasza rozmówczyni. Niemcy starają się też, aby tak jak w innych krajach, nie dopuścić do tego, że zabraknie personelu, dlatego medycy są testowani codziennie. – Pierwszy test wykonują tuż po przyjściu do pracy i drugi – na koniec dnia. Jeżeli ktoś ma pozytywny wynik, nie może pracować, a dzięki temu nie zaraża pacjentów – chwali system Katarzyna.
Rzeszowianka przekonuje, że póki co, w niemieckich szpitalach wszystko jest dostępne. – Liczba maseczek też jest wystarczająca, choć mówi się, że niedługo będzie ich brakować, więc zabrano się za ich produkcję. Apelowano do obywateli, aby szyli je dla siebie, ale nie używali specjalistycznych maseczek, bo tych będą potrzebować szpitale – zauważa nasza rozmówczyni.
W tej trudnej sytuacji Niemcy mają do rządzących duże zaufanie, zwłaszcza, że codziennie otrzymują informacje na temat tego, co się dzieje – bez ich upiększania. – Rząd bardzo dobrze się przygotował. Jedynym problemem jest to, że to państwo federalne. Każda ustawa musi być ustanowiona w danym landzie. Stąd wzięły się opóźnienia związane np. z zamknięciem szkół. Kiedy jednak zostało to mocno skrytykowane, wszystkie zarządzenia są przeprowadzane znacznie szybciej – zaznacza rzeszowianka.
Mimo że w Niemczech przyrost zachorowań jest znacznie wyższy niż w Polsce, obywatele są spokojni. – Mam wrażenie, że w Polsce jest więcej paniki. Może to wynika z małego zaufania do służby zdrowia? – zastanawia się Katarzyna. – Niemcy myślą: „jest trudna sytuacja, ale mamy służbę zdrowia, na którą można liczyć”. Tutaj byłoby nie do pomyślenia, żeby szpitale, tak jak w Polsce, prosiły o pomoc ludzi.
Wioletta Kruk




3 Responses to "Szpitale proszą o pomoc? Nie tutaj!"