Szybka kariera i wielkie kłopoty Bartłomieja M.

31-letni Bartłomiej M., którego nazwisko stało się symbolem PiS-owskiej kariery bez kompetencji, wkrótce stanie przed dwoma sądami. Grozi mu nawet 10 lat za kratami. Fot. Bogdan Myśliwiec

Dokładnie dwa lata temu, po pięciu miesiącach aresztu były rzecznik MON Bartłomiej M. wyszedł na wolność. Był wówczas lżejszy o 25 kilogramów. Wdzięczny za poręczenie o. Tadeuszowi Rydzykowi. I… pewny swojej niewinności. Za pośrednictwem swojego Twittera pisał wówczas: „Nazywam się Misiewicz, Bartłomiej Misiewicz. A nie Bartłomiej M.”
Dwa dni temu, po wielomiesięcznym śledztwie, Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu przekazała akt oskarżenia przeciwko 31-latkowi do Sądu Okręgowego w Warszawie. Słynnemu „Miśkowi” za działanie na szkodę Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. grozi 10 lat pozbawienia wolności. Na spokojny sen pupila Antoniego Macierewicza nie wpływa zapewne również fakt, że 21 maja br. do Sądu Rejonowego dla m. St. Warszawy trafił także akt oskarżenia dotyczący reklamowania przez niego i sprzedaży bez wymaganego zezwolenia wódki o nazwie „Misiewiczówka”. Dochodzenie w tej sprawie prowadziła policja, a akt oskarżenia sformułowała Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota.

Od „Polityki” po „Pudelka”

Bartłomiej M. to jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiej sceny politycznej ostatnich lat. Jego życie prywatne, ekscesy bulwarowe i zawodowe poczynania z równym zainteresowaniem śledziły zarówno opiniotwórcze dzienniki, jak i plotkarskie portale. Samo nazwisko stało się synonimem karierowicza bez kwalifikacji i przykładem patologii władzy firmowanej przez PiS. W ciągu kilku lat od prawej ręki Antoniego Macierewicza, wpływowego członka partii Jarosława Kaczyńskiego i rzecznika Ministerstwa Obrony Narodowej, stał się oskarżonym w jednej z największych afer dotyczących Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Jego nazwisko skrócone do jednej litery, czarny pasek zasłaniający oczy i pięć miesięcy tymczasowego aresztu zakończyły błyskotliwą karierę polityczną. „Misiek” po wyjściu z aresztu przeszedł jednak spektakularną metamorfozę. Schudł 25 kg, zmienił tryb życia na zdrowszy. Zajął się innowacyjnym biznesem w branży 3D i następnie wypuścił na rynek sygnowaną swoim nazwiskiem luksusową wódkę. Po miesiącach brylowania na salonach, znów o 31-latku piszą i mówią wszystkie media. Mężczyzna może trafić za kratki nawet na 10 lat.

Naraził na szkody i zyskiwał na wpływach

Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu właśnie zakończyła śledztwo prowadzone przeciwko byłemu rzecznikowi Ministerstwa Obrony Narodowej Bartłomiejowi M. i pięciorgu innym podejrzanym o działanie na szkodę Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. Zarzuty są bardzo poważne, a konsekwencje związane z nimi jeszcze większe. Co ustaliła Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu?
– Aktem oskarżenia dotyczącym zdarzeń z lat 2016 – 2018 objętych zostało sześć osób. Dwoje byłych pracowników Ministerstwa Obrony Narodowej – Agnieszka M. oraz Bartłomiej M., trzech byłych pracowników Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. i były poseł – informuje prok. Andrzej Dubiel, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu. – Agnieszka M. oraz Bartłomiej M. w toku śledztwa usłyszeli zarzuty przekroczenia swoich uprawnień jako funkcjonariuszy publicznych i działania na szkodę Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A., czym doprowadzili do wyrządzenia spółce szkody w wysokości odpowiednio 491 964,33 zł oraz 1 188 435,96 zł. – informuje prok. Andrzej Dubiel.
Prokuratura informuje również, że Bartłomieja M. oraz byłego posła Mariusza K. oskarżono także o wywoływanie przekonania o istnieniu wpływów w Ministerstwie Obrony Narodowej i podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu określonych spraw i uzyskania w związku z tym korzyści majątkowej odpowiednio w kwotach 56 887,50 zł i 35 362,50 zł.
Przesłuchani w charakterze podejrzanych Radosław O., Robert Sz., Agnieszka M., Bartłomiej M. oraz Mariusz K. nie przyznali się do przedstawionych im zarzutów i złożyli wyjaśnienia, które nie zgadzają się ze zgromadzonym materiałem dowodowym.
Przestępstwo niegospodarności zarzucone: Bartłomiejowi M., Radosławowi O., Robertowi Sz. oraz Robertowi K. zagrożone jest karą pozbawienia wolności do 10 lat.

Dziękował Rydzykowi, zbliżył się do Boga

Dwa lata temu, po wyjściu na wolność po pięciu miesiącach aresztowania, Bartłomiej M. pisał na Twitterze, że jest niewinny. Nie chciał, by skracano jego nazwisko do jednej litery. Nie krył także, komu zawdzięcza przetrwania za więziennym murem.
– Ogromne wyrazy podziękowania należą się ojcu dyrektorowi Tadeuszowi Rydzykowi, że za mnie poręczył w prokuraturze, że mnie wspierał, łączyłem się z nim duchowo. To niesamowicie odważny człowiek, który nie boi się mówić prawdy i za to jest tak atakowany – wyznał wówczas „Super Expressowi” były rzecznik MON. Zdradził także, że pierwsze co zrobił po wyjściu na wolność, to skusił się na jajecznicę, której bardzo mu w areszcie brakowało.
– Bez ogromnego wsparcia bliskich i ludzi dobrej woli (przetrwanie w areszcie – przyp. red.) nie byłoby możliwe. Nie zgrywam twardziela, miałem swoje kryzysy, ale mówiłem sobie, że nie dam nikomu satysfakcji i się nie poddam. Ćwiczyłem dwa razy dziennie, rano i wieczorem, ale nie były to treningi z prawdziwego zdarzenia. Schudłem 25 kilogramów. Był to głównie efekt stresu – opowiadał w czerwcu 2019 r. cytowany przez „Super Express” Bartłomiej M.
31-letniemu obecnie mężczyźnie w areszcie najbardziej doskwierać miała samotność i brak najbliższych. Znany z zamiłowania do imprezowania były polityk miał w czasie izolacji zbliżyć się do Boga. Uczestniczył w mszach św. i pracował w bibliotece. Sklejał książki i dużo czytał.
Po wyjściu z więzienia Bartłomiej M. zaczął nowy rozdział w swoim życiu. Zmienił się jego wygląd, zaczął o siebie dbać, przeszedł dietę pudełkową i zajął się biznesem. Konkretnie handlem filamentami do drukarek 3D, czyli tworzywem, z którego powstają drukowane modele projektowane w trójwymiarze. Młody biznesmen mówił wówczas, że zawsze było mu z nowymi technologiami po drodze. Niedługo później były rzecznik MON wszedł jednak w branżę bardziej tradycyjną, a mianowicie produkcję monopolową.

Sprzedawał wódkę bez zezwolenia

Założona przez niego spółka wypuściła na rynek wódkę „Misiewiczówkę”. Bartłomiej M. chętnie reklamował ją na swoim koncie na Twitterze i zachwalał jako alkohol, który „dobrze smakuje nawet na ciepło”. Produkt klasy premium zdążył zaistnieć na rynku monopolowym i zdobyć dobre opinie konsumentów. Hossę przerwało jednak dochodzenie stołecznej policji, która przyjrzała się, czy Bartłomiej M. nie łamie ustawy antyalkoholowej, reklamując i sprzedając produkt wysokoprocentowy bez wymaganych pozwoleń.
Efektem tego dochodzenia było skierowanie do Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w maju br. aktu oskarżenia przeciwko Bartłomiejowi M. „Sprawa została zarejestrowana, obecnie akta sprawy znajdują się u sędziego referenta celem wyznaczenia terminu rozprawy lub posiedzenia” – podała Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie.
Bartłomiejowi M. postawiono zarzuty z ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Według oskarżyciela, M. „w okresie od 31 stycznia 2020 roku do 17 września 2020 roku na ogólnodostępnym profilu na portalu twitter.com i stronie internetowej www.misiewiczówka.pl publicznie reklamował wódkę „Misiewiczówkę” poprzez zamieszczenie grafiki oraz opisu, w których rozpowszechniał nazwę producenta, znaki towarowe oraz symbole graficzne, służące popularyzowaniu znaków towarowych napoju alkoholowego”. Policja ustaliła także, że M. sprzedawał „Misiewiczówkę” bez wymaganego zezwolenia na napoje alkoholowe.
Przed odchudzonym z kilogramów i marzeń o karierze polityka kolejne kłody. Biznesman wkrótce będzie musiał udowodnić przed dwoma sądami swoją niewinność i wydaje się, że nie będzie to tak łatwe, jak zmiana wizerunku i uzyskanie wsparcia od wpływowych polskiego życia publicznego. Pewne jest jedno o Bartłomieju M. czy to ze skróconym, czy pełnym nazwiskiem na pewno jeszcze usłyszymy.

Małgorzata Rokoszewska

2 Responses to "Szybka kariera i wielkie kłopoty Bartłomieja M."

Leave a Reply

Your email address will not be published.