Bocian połamał skrzydła

Oględziny na miejscu wypadku szybowca na lotnisku w Turbi. Samolot rozbił się w sobotę wieczorem tuż po starcie przy pomocy wyciągarki. Fot. PAP
Oględziny na miejscu wypadku szybowca na lotnisku w Turbi. Samolot rozbił się w sobotę wieczorem tuż po starcie przy pomocy wyciągarki. Fot. PAP

STALOWA WOLA. Śmierć pilota szybowca z piorunami w tle.

To było w sobotę, kilkanaście minut przed godz. 19. Na lotnisku Aeroklubu Stalowowolskiego w Turbi odbywały się ostatnie loty szybowców. Nadciągała pierwsza wiosenna burza z piorunami. Jako ostatni pod ołowiane chmury wzbijał się szybowiec SZD-9 Bocian D. To sprawdzona konstrukcja, a za sterami siedział bardzo doświadczony pilot. Z naszych informacji wynika, że po wypięciu liny holowniczej, szybowiec zaczął opadać w dół. Statek powietrzny rozbił się na płycie lotniska. Pilot zginął na miejscu. Po chwili nad lotniskiem przeszła nawałnica.

Kilka minut po wypadku na miejscu byli już ratownicy z pogotowia, policjanci i strażacy. Wkrótce przyjechała też prokurator. Wezwana została Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Teraz jej członkowie będą wyjaśniać okoliczności katastrofy. Ostatnie słowo będzie należało do prokuratora.

Pilot mógł zasłabnąć
Aeroklub, gospodarze lotniska i Komisja ds. Wypadków milczą. To rutyna przy takich wypadkach. Rzecznik stalowowolskiej policji potwierdził tylko, że zginął w nim 59-letni szybownik z woj. mazowieckiego. Na razie nikt oficjalnie nie ujawnia jego danych. Wiemy tylko, że był to bardzo doświadczony szybownik i pilot sportowy. Z niejednej opresji wychodził cało, a w tej nawet nie próbował walczyć. Pochodził z naszego regionu. Na co dzień mieszkał w Piasecznie pod Warszawą. Był kapitanem LOT-u, pilotował najcięższe maszyny pasażerskie. Szybowiec Bocian był jego prywatną własnością. Zostały z niego tylko drzazgi. Ciało pilota było w podobnym stanie.

Nie wiadomo, jakie zadanie do wykonania miał pilot. Dla niego i szybowca były ekstremalne warunki. W powietrze Bocian wzbijał się ciągnięty przez linę wyciągarki. Z opisów świadków można wnioskować, że maszyna wypięła się z wyciągarki na wysokości ok. 150 m. To wystarczający poziom dla wykonania niektórych zadań szybowcowych. Musiało się jednak stać coś bardzo nietypowego. Piloci mówią, że ta dwumiejscowa konstrukcja idealnie nadaje się do szkoleń, ponieważ jest bezpieczna nawet przy tak niebezpiecznych zdarzeniach jak korkociąg. W tym przypadku korkociągu raczej nie było. Wiele wskazuje na to, że pilot zasłabł.

– Z relacji świadków wynika, że pilot nie podjął czynności sterujących – mówi Barbara Bandyga, prokurator rejonowa w Stalowej Woli. Na lotnisku jest monitoring, jego zapis da pierwszą odpowiedź. Przyczyn wypadku może być wiele i za kilka miesięcy poznamy konkretną. Życia doświadczonemu pilotowi ona nie przywróci, ale jej analiza wzbogaci doświadczenie innych szybowników. Loty szkoleniowe na lotnisku w Turbi zostały wstrzymane.

Historia ostatnich wypadków
Ostatni śmiertelny wypadek lotnicy w Turbi wydarzył się w listopadzie 2013 r. Doświadczony, 55-letni pilot oblatywacz z Mielca testował wtedy nietypową konstrukcję Bekas. Na wysokości 10 m skrzydła szybowca… złożyły się. Bekas spadł, pilot zmarł w szpitalu. Niesamowite szczęście przed rokiem miał szybownik z Włoch. Przed Mistrzostwami Polski wykonywał lot treningowy w swoim Jonkerze JS-1 Revelation. To rolls royce wśród szybowców. Szybowiec wypiął się z liny holowniczej i po kilku „nerwowych” manewrach spadł na ziemię. Wcześniej jednak zahaczył skrzydłem o drzewo, które stonowało siłę uderzenia o grunt. Szybownik sam wyszedł z wraku, z niewielkimi tylko urazami.

Jerzy Mielniczuk

9 Responses to "Bocian połamał skrzydła"

Leave a Reply

Your email address will not be published.