
MIELEC. Zmiany dotkną głównie uczniów i dorosłych dojeżdżających do pracy.
Klamka zapadła. Nie będzie długo i szumnie zapowiadanej miejsko-powiatowej spółki, która miała zapewnić zbiorową komunikację na Mielecczyźnie. – Temat ten jest ostatecznie zamknięty – zdradza nam starosta Zbigniew Tymuła. To jednak nie znaczy, że uczniowie i pracownicy mieleckich fabryk pozostaną sami sobie. Przygotowywane jest porozumienie z gminami, które ma zapewnić transport publiczny na terenie powiatu.
W utworzeniu miejsko-powiatowej spółki transportowej przeszkodą nie do przejścia okazał się brak porozumienia między urzędami. Były wzajemne oskarżenia, wyczekiwania i w końcu pat. Starosta Zbigniew Tymuła nie kryje, że nie na taki scenariusz liczył.
– Trudno, dziś ten temat jest już zamknięty – konstatuje Tymuła. – Jako starostwo mamy jednak obowiązek zorganizować transport publiczny w powiecie. Dlatego zamiast planowanej spółki, przygotowujemy porozumienie z gminami. Stosowną dokumentację już rozesłałem do burmistrzów i wójtów. Myślę, że na początku października zorganizuję z nimi spotkanie w tej sprawie. Mamy w powiecie na tyle przewoźników, że powinniśmy dać radę.
Powiatowo-gminny transport publiczny ma zostać uruchomiony 1 września 2017 r. Przewoźnicy, najprawdopodobniej dwaj, mają zostać wyłonieni drogą przetargu. – Teren powiatu zamierzamy podzielić na dwie strefy, każdą z nich obsługiwać będzie jeden operator – zdradza starosta. – Jako były transportowiec z 25-letnim stażem, zapewniam, że te kursy będą opłacalne dla przewoźników. Zwłaszcza, że nasza oferta będzie konkurencyjna wobec innych. Będziemy mieli zniżki dla uczniów, które zrefunduje nam Urząd Marszałkowski.
– My jako starostwo nie będziemy na tym zarabiać. Chcemy wyjść na zero – dodaje Tymuła. – Zatrudnimy może dwie osoby, które będą to obsługiwać. Jednak „do tanga trzeba dwojga”. Samorządy będą musiały wykupić bilety u operatorów, którzy wygrają przetarg. Jeśli któraś z gmin tego nie zrobi, to jej teren nie będzie objęta tym projektem, na czym na pewno ucierpią uczniowie i dojeżdżający do pracy dorośli.
Paweł Galek


