Tablica smoleńska kością niezgody

Kościół w Miechocinie to jeden z najcenniejszych zabytków na terenie miasta. Pieczę nad nim sprawuje nie tylko proboszcz, ale i konserwator zabytków, który ma głos w kwestii umieszczania na nim ewentualnych tablic. Fot. Bogdan Myśliwiec
Kościół w Miechocinie to jeden z najcenniejszych zabytków na terenie miasta. Pieczę nad nim sprawuje nie tylko proboszcz, ale i konserwator zabytków, który ma głos w kwestii umieszczania na nim ewentualnych tablic. Fot. Bogdan Myśliwiec

TARNOBRZEG. Ktoś rzucił pomysł upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej i zaczęły się problemy.

Pełne emocji dyskusje toczą się na tarnobrzeskim osiedlu Miechocin od chwili, gdy prezes miejscowego Klubu „Gazety Polskiej” rzucił pomysł powieszenia w tutejszej świątyni tablicy upamiętniającej ofiary katastrofy smoleńskiej. Jedni są za, inni przeciw, a w konflikt dał się wciągnąć nawet miejscowy proboszcz.

Nie ma chyba w naszej najnowszej historii sprawy, która tak bardzo dzieliłaby nas na poziomie rodzinnym, przyjacielskim, sąsiedzkim, nie mówiąc już o ogólnonarodowym. Na słowo „Smoleńsk” czerwona lampka zapala się zarówno tym, którzy uważają, że 7 lat temu nad rosyjskim lotniskiem doszło do zamachu, jak i ci, którzy są przekonani o tym, że była to katastrofa.

Smoleńsk co miesiąc dzieli mieszkańców stolicy, ale i tych, którzy do Warszawy mają ponad 220 km.

Na pomysł powieszenia tablicy poświęconej zmarłym w wyniku katastrofy z 2010 r. w najstarszym tarnobrzeskim kościele znajdującym się na osiedlu Miechocin wpadł Tadeusz Wojteczko prezes tarnobrzeskiego Klubu „Gazety Polskiej”.

Mieszkańcom Miechocina pomysł się nie podoba, bo jak twierdzą wśród miejscowych trudno znaleźć osoby, które by go popierały.

– Żadna z ofiar katastrofy nie była w żaden sposób związana z naszym osiedlem, ani się tu niczym nie zasłużyła. Co więcej tu po sąsiedzki w Machowie, nad Jeziorem Tarnobrzeskim znajduje się już obelisk poświęcony ofiarom katastrofy, po co kopiować takie miejsce pamięci w XIV- wiecznym kościele. To zabytek na skalę europejską i my, którzy teraz z niego korzystamy powinniśmy się 10 razy zastanowić nad każdym gwoździem, który miałby do niego zostać przybity. Nas już nie będzie a ta świątynia będzie tu nadal stać dla przyszłych pokoleń – mówi nam jeden z mieszkańców Miechocina, który nie popiera wieszania tablicy smoleńskiej.

Pomysłodawca wieszania tablicy przyznaje, że u źródła ulokowania jej w Miechocinie stoi fakt, że członkowie Klubu „Gazety Polskiej”, którzy dotychczas regularnie spotykali się na modlitwie za ofiary katastrofy w kościele na Serbinowie nie mogą od pewnego czasu znaleźć nici porozumienia z tamtejszym proboszczem. Chęć współpracy wykazał natomiast proboszcz miechociński, a za nią poszedł pomysł powieszenia tablicy.

Zdecydowanie „nie” pomysłowi mówi jednak przewodniczący osiedla i konserwator zabytków. Odpisał on Tadeuszowi Wojteczce, że umieszczenie piątej tablicy na kościele doprowadzi do znacznego zagęszczenia. Te, które już wiszą, upamiętniają 600-leciae diecezji przemyskiej, miejscowego działacza, posła i senatora Wojciecha Wiącka, pochodzących z parafii miechocińskiej żołnierzy AK poległych w czasie II wojny światowej oraz mieszkańców wsi Kajmów i Machów, których wysiedlono pod powstający tu kombinat siarkowy. Dominik Komada zasugerował, aby głaz upamiętniający ofiary katastrofy ulokować na miechocińskim cmentarzu. Ten pomysł inicjatorowi powieszenia tablicy nie przypadł jednak do gustu. Będziemy się przyglądać jak zakończy się ta sprawa i czy przy jej okazji uda się może przenieść istniejący już głaz pamięci, który ulokowano kilka lat temu w odległym miejscu nad Jeziorem Tarnobrzeskim bliżej miasta. Jest bowiem taka propozycja.

mrok

Leave a Reply

Your email address will not be published.