
3 stycznia 2005 roku kawalkada samochodów wyrusza z Kairu do Doliny Królów. W pierwszym dżipie siedzi znany jako współczesny Indiana Jones dr Zahi Hawass – szef Najwyższej Rady Starożytności. Cieszący się sławą jednego z najwybitniejszych archeologów na świecie naukowiec przez ostatnie 2 lata zaangażowany jest w projekt, który staje się przełomem w światowej archeologii. Zakłada on zbadanie przy pomocy tomografu komputerowego kilkunastu mumii egipskich faraonów, w tym tej najważniejszej – mumii Tutenchamona. Choć cały świat z zapartym tchem śledzi postępy prac zespołu Hawassa, u wielu Egipcjan projekt budzi kontrowersje, a zdaniem niektórych wręcz ociera się o świętokradztwo. Farouk Hosni – minister Kultury Egiptu mówi wtedy dosłownie wprost do mojej kamery: „Jeśli chodzi o skanowanie mumii Tutenchamona, uważam, że jest to sprawa o aspekcie czysto naukowym. Od strony duchowej ja się na to nie zgadzam. Doktor Hawass sam o tym zdecydował.” A przecież cały świat czekał na informację, czy Tutenchamon został zamordowany, czy umarł śmiercią naturalną. Skąd ta reakcja ministra? Czyżby wiara w klątwę Tutenchamona wkroczyła w 21. wiek?
Dzieje Tutenchamona to mroczna opowieść pełna krwi, zdrady i morderczej walki o władzę. Wstępuje na tron jako dziewięciolatek latek będąc tak naprawdę marionetką w rękach dostojników, którzy faktycznie sprawują rządy w kraju. Według niegdyś stawianych hipotez, faraon zostaje zamordowany w wieku 19 lat, a jego zabójcy zasiadają na tronie i wymazują imię Tutenchamon z wszelkich dokumentów, budowli i pomników. Faraon znika z kart historii na ponad 3 tysiące lat, aż do momentu, gdy 26 listopada 1922 roku Howard Carter po trwających 6 lat poszukiwaniach w Dolinie Królów, miejscu pochówku egipskich władców, odnajduje grobowiec zapomnianego faraona, o którym nikt nie wiedział, czy naprawdę istniał.
Fragmenty wspomnień Howarda Cartera: Po raz ostatni ktoś postawił tu nogę 3 lub 4 tysiące lat przed nami, a mimo to leżą wokół przedmioty jakby porzucone wczoraj, misa do połowy wypełniona zaprawą, którą tynkowano drzwi, okopcona lampka oliwna, leżący na progu żałobny wieniec, na ścianie odciśnięte czyjeś palce. Tym samym powietrzem oddychali tu ludzie, którzy przynieśli i złożyli tu mumie. Potęga tych drobnych przedmiotów, w których zawarte są ludzkie uczucia pokonuje czas. Każdy czuje się wtedy intruzem.
Jak wyjaśnia jeden z najwybitniejszych polskich archeologów profesor Michał Gawlikowski: „Nie chodzi o to, żeby znajdować przedmioty. Oczywiście znajdujemy, ale nie one są najważniejsze. My szukamy człowieka. A tu nagle poznaliśmy króla Egiptu, o którym było wiadomo nic albo prawie nic, którego grób jest jedynym tak świetnie zachowanym i tak bajecznie bogatym.”
Grobowiec był bowiem wypełniony tysiącami przedmiotów – kosztownościami i złotem. Złota trumna zewnętrzna, a były ich trzy, ważyła 110 kilogramów, a wykonana była z czystego złota maska, która przykrywała twarz – około 15 kilogramów. Ilość znalezionych skarbów była niewyobrażalna. Dość powiedzieć, że inwentaryzacja i opróżnienie grobowca zajęło Carterowi 10 lat. Wybudowano nawet wąskotorową kolejkę z Doliny Królów aż po Nil. Skrzynie były nią przewożone, ładowane na statek i Nilem dostarczane do Muzeum Kairskiego. Znalezisko Cartera do dziś nie ma sobie równych w historii światowych badań archeologicznych, a było tym cenniejsze, że grobowiec Tutenchamona był jedynym niesplądrowanym spośród wszystkich grobowców egipskich faraonów. Jeżeli zatem w przypadku młodego człowieka, który jeszcze nie zdążył przygotować sobie życia pozagrobowego zawartość grobu była tak niewyobrażalnie bogata, to jak musiały wyglądać groby władców, którzy na tronie siedzieli przez lat 20 albo 30.
KLĄTWA
Arthur Weigall, inspektor starożytności górnego Egiptu, który z racji pełnionego stanowiska był obecny podczas otwarcia grobowca Tutenchamona, tak oto opisuje ten moment: Było coś podniosłego, rzekłbym nawet tragicznego w tym przebudzeniu potężnego ongiś władcy, którego imperium legło w gruzach i sława przeminęła. Wiatr zerwał się nagle gdy towarzystwo zeszło po schodach wzniecając tumany gorącego, białego kurzu, który wściekle zawirował w powietrzu. Lord Carnavorn uczynił żartobliwy gest, jakby chciał pokazać, że będą oto dawać koncert wewnątrz grobowca. Pamiętam, że odwróciłem się do mojego sąsiada z tyłu i powiedziałem – „Jeśli nadal będzie się zachowywał w tym stylu daję mu sześć tygodni życia.” Nie wiem dlaczego to powiedziałem, było to jedno z tych dziwnych przeczuć, które wypowiada się bezwiednie.
Pięć miesięcy po otwarciu grobu 5 kwietnia 1923 roku w Kairze umiera lord Georg Herbert Carnarvon. Tuż przed śmiercią ma rzekomo powtarzać, majacząc w gorączce „jakiś ptak atakuje moją twarz”. Jak potem ustalono, zaciął się w czasie golenia brzytwą i wdało się zakażeni krwi. Mimo to właśnie wtedy wszyscy zaczęli mówić o klątwie faraona, a niewytłumaczalne lub nagłe śmierci osób, które kiedyś odwiedziły grobowiec faraona zaczęto łączyć właśnie z tą klątwą, choć przecież w ciągu 10 lat od otwarcia grobu Tutenchamona z 26 uczestników tej wyprawy zmarło 6 osób. W sumie z tak zwaną klątwą faraona łączona jest śmierć kilkunastu osób, a sama klątwa wywodzi się z przekazów o napisie nad wejściem do grobowca: „Śmierć na rączych skrzydłach dosięgnie każdego kto naruszy spokój zmarłego faraona’’.Jak wyjaśnia profesor Gawlikowski we wszystkich grobowcach staroegipskich – nie tylko królewskich – umieszczano napisy, które miały na celu zapewnienie wiecznego życia i wiecznego szczęścia zmarłego. Te napisy miały zniechęcać rabusiów przed otwarciem grobu i kradzieżą, a przede wszystkim naruszeniem zwłok. Dziś nikt już nie pamięta czy napis widniał nad wejściem do grobowca, czy pochodził z którejś z egipskich ksiąg, czy może był wymysłem żądnych sensacji dziennikarzy. Pewne jest, że przez lata funkcjonował jako symbol klątwy Tutenchamona. Tymczasem Howard Carter dożył przecież 65 lat i zmarł w 1939 roku, a córka lorda Carnavorna Evelin Herbert – trzecia osoba która weszła do grobowca – zmarła dopiero w 1980 roku dożywszy 79 lat. A jednak legenda o klątwie wciąż czerpała swoją pożywkę. 3 listopada 1962 roku biolog z uniwersytetu kairskiego Ezedin Taha zwołuje konferencję prasową podczas której ogłasza, że na terenie odnajdowanych egipskich grobowców znajdują się trujące grzyby, których aktywność ocenia na kilka tysięcy lat. Są one w stanie wywołać infekcje groźne dla systemu immunologicznego człowieka.
Oczywiście należy brać pod uwagę, że inną odporność ma człowiek, który się styka z mikroorganizmami w swoim środowisku w XX czy XXI wieku, a zupełnie inaczej to może wyglądać przy zetknięciu się z formami, które mają tysiące lat. Podkreśla to sam dr Hawass: „Gdybyśmy zamknęli to pomieszczenie na trzy tysiące lat i tłumnie na nich rozwijałyby się mikroorganizmy, które mogą zaatakować ludzi. Dlatego kiedy odkrywam jakiś grób, zostawiam go otwartym na kilka godzin, nigdy też się nie golę. Po goleniu na skórze zostają niewielkie ranki, przez które bakterie mogą wniknąć do organizmu.”
Następnego dnia po ogłoszeniu swojego odkrycia 4 listopada 1962 roku, dokładnie w 40. rocznicę odnalezienia grobowca Tutenchamona doktor Taha jedzie ze swoimi współpracownikami do Suezu i zderza się czołowo z nadjeżdżającym z naprzeciwka samochodem. Wszyscy giną na miejscu. Sekcja zwłok wykazuje, że Taha zmarł tuż przed wypadkiem na niewydolność krążenia. To był kolejny znak dla wszystkich miłośników sensacji o klątwie Tutenchamona.
SKANOWANIE
Naukowcy, którzy pod wodzą dra Hawassa postanowili zeskanować mumię Tutenchamona zgodnie powtarzają, że nie wierzą w żadną klątwę, zatem 3 stycznia 2005 roku kawalkada samochodów wyrusza z Kairu do Doliny Królów. Droga do Luxoru nie jest najlepszej jakości, więc w obawie o delikatny sprzęt kawalkada porusza się bardzo wolno. Podróż zabiera 2 dni.
Dr Hani Abdel Rahman, nadzorujący projekt skanowania mumii w Dolinie Królów, tak wspomina tamte chwile: „Gdy przyjechaliśmy wszystko było przygotowane, maszyna gotowa do pracy. Czekaliśmy jakieś 2 godziny, podczas których z terenu Doliny Królów ewakuowano wszystkich turystów, zamknięto do niej wejście, a całość otoczyła policja. Panowała całkowita cisza i wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że bierzemy udział w wyjątkowym wydarzeniu. Zeszliśmy do grobowca, wyproszono stamtąd wszystkich ludzi. Zaczęliśmy otwierać sarkofag. Kiedy uniesiono drewnianą pokrywę trumny ważącą jakieś 100 kg, zobaczyliśmy faraona. Leżał przykryty kawałkami płótna. Kiedy wyciągnęli go z sarkofagu i usunęli to płótno zobaczyliśmy, że król leży na piasku w małej drewnianej trumnie. Było bardzo cicho, całkowite milczenie. Wtedy właśnie zapytano mnie, czy będziemy skanować mumię króla Tutenchamona, czy nie. To było najtrudniejsze pytanie, jakie mi kiedykolwiek zadano. Jeśli powiem: „nie”, to wszystko się skończy, a my wrócimy do Kairu. Jeśli powiem: „tak”, biorę na siebie odpowiedzialność za wszystko. Powiedziałem tak – możemy skanować. Wyprosiliśmy osoby trzecie – dziennikarzy, ekipy telewizyjne. Potem położyliśmy króla w tomografie i rozpoczęliśmy skanowanie od głowy, przesuwając się w stronę stóp. Po minucie przerwałem, coś było nie tak z jakością obrazu, pojawiły się takie czarne linie. To było bardzo dziwne, pracuję na tych maszynach od 10 lat i nigdy nie widziałem, żeby działo się z nimi coś takiego. Trwało to ponad godzinę i w końcu odkryliśmy, że jest jakiś problem z klimatyzacją. Procesor komputera się przegrzewał. Jak mieliśmy to naprawić, będąc w środku pustyni? W końcu przynieśliśmy zwykły domowy wiatrak i skierowaliśmy go na komputer. Powtórzyliśmy badanie i jakość obrazu była bardzo dobra. Badanie się udało. Niesamowite było to, że gdy zakończyliśmy skanowanie klimatyzacja zaczęła działać normalnie.”
Badanie zajęło ponad 15 minut, podczas których skaner wykonał 1700 zdjęć. Doktor Rahman nie mógł się oprzeć wrażeniu, że stworzenie trójwymiarowej rekonstrukcji, pozwoliło czuć się naukowcom tak, jakby stanęli oko w oko z obiektem ich badań. Jakby spojrzeli w twarz Tutenchamona. Potwierdzał to zresztą tuż po przeprowadzonych badaniach dr Zahi Hawass: „Kiedy sarkofag został otwarty i po raz pierwszy spojrzałem na jego twarz poczułem magię i tajemnicę Tutenchamona. Dziś zespół archeologów i techników egipskich po raz pierwszy przebadał mumię za pomocą tomografu komputerowego. Celem tego badania jest określenie stanu zdrowia Tutenchamona, sprawdzenie, na co chorował, czy przeszedł jakieś wypadki, określenie wieku, w jakim umarł i wreszcie odkrycie prawdziwej przyczyny jego śmierci.”
Rezultaty badań wykazały, że król Tutenchamon faktycznie zmarł w wieku 19 lat, a to, co sprawiło, że wielu ludzi uważało, iż Tutenchamon został zamordowany, to rzekomy ślad po uderzeniu w tył głowy. Uważano że król został uderzony toporem.
Dr Ashraf Selim, radiolog z Uniwersytetu w Kairze, który analizował skany wykonane w Dolinie Królów dementuje tę hipotezę: „Kości są w czaszce zupełnie luźno, jeśli nią poruszyć słychać by było jak się przemieszczają . Jeśli by założyć, że te kości dostały się do wewnątrz czaszki wskutek uderzenia w tył głowy, które nastąpiło przed śmiercią króla oczekiwalibyśmy, że będą one zatopione w materiale użytym do balsamowania króla a tak nie jest. A zatem kości te dostały się do czaszki po śmierci króla i po zakończeniu procesu balsamowania. Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest, że ślad ten powstał, gdy Carter i jego zespół próbowali zdjąć z mumii króla złotą maskę.” Zahi Hawass podejrzewa, że Carter musiał użyć jakichś narzędzi, być może rozżarzonych noży, gdyż głowa była odcięta, a kończyny połamane. Dr Ashraf Selim twierdzi, że było tylko jedno złamanie, które wyglądało inaczej niż pozostałe, a było to złamanie dolnej części kości udowej. Wyglądało ono jak złamanie naturalne, a dodatkowo powierzchnia kości w miejscu złamania pokryta była substancją balsamującą. Egipscy naukowcy doszli do wniosku, że to złamanie powstało bardzo krótko przed śmiercią króla, ponieważ nie znaleźli żadnych śladów procesów gojenia. Biorąc pod uwagę fakt, że działo się to 3 tysiące lat temu i było to otwarte złamanie, a więc obejmujące nie tylko kość, ale również tkanki miękkie, rana mogła ulec zainfekowaniu i to teoretycznie mogło spowodować śmierć faraona, ale nikt nigdy nie będzie w stanie potwierdzić, że tak właśnie się stało.
Dr Zahi Hawass stwierdził w oświadczeniu podsumowującym prace, że sprawa jest zakończona, a jednak wprost do mojej kamery powiedział, że tajemnica Tutenchamona będzie żyła wiecznie: „Stanięcie twarzą w twarz z Tutenchamonem, spojrzenie mu prosto w oczy było dla mnie niezmiernie ważne. Patrząc na jego twarz poczułem magię i tajemnicę i kiedy mówię ludziom o niezwykłych momentach w moim życiu, to jest to na pewno jeden z najważniejszych.”
Współczesny Indiana Jones nie ustawał w swych badaniach nad mumią Tutenchamona. W końcu udało mu się zbadać DNA faraona i światło dzienne ujrzały kolejne tajemnice króla – jego rodzice byli rodzeństwem, a chorobą, która go zabiła po zadaniu nogi była malaria, ale to już zupełnie inna opowieść i warto pamiętać słowa profesora Michała Gawlikowskiego z Polskiej Misji Archeologicznej w Kairze: „Naprawdę wartościowe odkrycia polegają nie na tym, że znaleźliśmy przedmiot, rzecz jakąś, ale na tym, że rozumiemy to, co znajdujemy i zbliża nas to do rozumienia przeszłości.”
Nie dalej jak przedwczoraj odbyła się w Kairze złota parada faraonów, podczas której mumie władców przeniesiono ze starego Muzeum Egipskiego do Narodowego Muzeum Cywilizacji Egipskiej. Wystawna uroczystość ponownie naruszyła spokój królów…
W artykule wykorzystano fragmenty książki „Odkrycie grobowca Tutanchamona” autorstwa Howarda Cartera i Artura C.Mace’a w przekładzie Bogdana Żurawskiego wydanej przez wydawnictwo Amber.
Jakub Karyś
Link do części pierwszej: http://supernowosci24.pl/tajemnice-tutenchamona/


