Tajemnicza śmierć w Bieszczadach

Wszystkie przedmioty i ślady, jakie udało się zabezpieczyć w miejscu znalezieniu szczątków posłużą policji i prokuraturze do ustalenia okoliczności zdarzenia. Fot. Posterunek Policji w Baligrodzie

Biegli badający szczątki znalezione w Bieszczadzkim Parku Narodowym potwierdzili, że należą do mężczyzny. Udało im się także zabezpieczyć fragmenty kości, które posłużą do badań identyfikacyjnych. Czy potwierdzą się nasze ustalenia i zmarłym okaże się były opozycjonista i działacz Solidarności? 

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Lesku. Szczątki, na które przy szlaku zrywkowym natknęli się pracownicy remontujący schronisko Chatka Puchatka na szczycie Połoniny Wetlińskiej, były w stanie daleko posuniętego rozkładu. Na tyle, że na pierwszy rzut oka nie udało się rozpoznać płci zmarłej osoby. Na miejscu śledczym udało się zabezpieczyć fragmenty szkieletu, w tym czaszkę, fragment kręgosłupa i kości podudzia ze stopą. Szczątki zostały przekazane do specjalistycznych badań lekarskich, antropologicznych i genetycznych.

– Szczątki, a w szczególności kości czaszki, nie noszą zmian urazowych mechanicznych wskazujących na działalność człowieka – powiedziała Super Nowościom Maria Chrzanowska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Lesku. Na razie wszystko wskazuje więc na to, że do tej w dalszym ciągu tajemniczej śmierci, nie przyczyniły się osoby trzecie. Nadal jednak nie wiemy, czy mężczyzna zmarł w wyniku wypadku, choroby, czy sam odebrał sobie życie. I jak zaznaczają śledczy, odpowiedzi na to pytanie możemy nie poznać nigdy. 

Biegli patomorfolodzy potwierdzili, że kości należą do mężczyzny. Udało się zabezpieczyć fragmenty kostne, które posłużą do badań identyfikacyjnych DNA. – Wystąpiliśmy do zakładu medycyny sądowej o sporządzenie profilu genetycznego z zabezpieczonych podczas sekcji próbek biologicznych – uzupełnia prokurator Chrzanowska.  

Na podstawie prawa jazdy znalezionego w pobliżu szczątków śledczym udało się dotrzeć do krewnych mężczyzny z dokumentu. Dokument został wydany w Australii i należał do 79-letniego mieszkańca Śląska. 

Super Nowości jako pierwsze podały, że szczątki mogą należeć do byłego opozycjonisty i działacza Solidarności, który w latach 80.- tych miał być internowany w Nowym Łupkowie. Po uwolnieniu wyemigrował do Australii. Tam też prowadzi główny trop, jakim podąża leska prokuratura. – Udało nam się ustalić hipotetyczną rodzinę zmarłego. We współpracy z australijskimi instytucjami prowadzimy procedurę poboru materiału genetycznego od tych ludzi w celu potwierdzenia tożsamości szczątków znalezionych w Bieszczadzkim Parku Narodowym – mówi Super Nowościom prokurator Maria Chrzanowska. 

Śledczym udało się też dotrzeć do żony właściciela prawa jazdy. Kobieta twierdzi, od lat 90.-tych nie miała z mężczyzną kontaktu.

Prokuratura ustaliła też świadków, którzy mieli widzieć mężczyznę jesienią ubiegłego roku w Bieszczadach, ale z uwagi na dobro śledztwa nie udziela żadnych informacji w tej sprawie.

Na szlaku w pobliżu szczątków policjanci znaleźli fragmenty odzieży i nakręcany zegarek. Widniejąca na nim data i dzień tygodnia wskazują, że zatrzymał się w listopadzie ubiegłego roku. Natrafili też na ślady obozowiska i miejsce po wypalonym ognisku. Wszystkie ślady i znalezione przedmioty zostały zabezpieczone przez policję i posłużą do próby ustalenia i wyjaśnienia przyczyn oraz okoliczności tego zagadkowego zdarzenia. 

Martyna Sokołowska

One Response to "Tajemnicza śmierć w Bieszczadach"

Leave a Reply

Your email address will not be published.