Tajemnicza śmierć z aferą bankową w tle

W widocznym na zdjęciu budynku Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie pracujący tam śledczy twierdzą, że wciąż wnikliwie badają sprawę. Do chwili obecnej żadnej osobie nie przedstawiono zarzutów. Fot. Paweł Dubiel
W widocznym na zdjęciu budynku Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie pracujący tam śledczy twierdzą, że wciąż wnikliwie badają sprawę. Do chwili obecnej żadnej osobie nie przedstawiono zarzutów. Fot. Paweł Dubiel

HUSÓW, GM. MARKOWA. Kasjerka powiesiła się w stodole. Co ciekawe, drzwi do budynku były zamknięte od… zewnątrz.

Aferą bankową w Husowie, która wybuchła ponad 2,5 roku temu interesowała się cała Polska. Z kont mieszkańców wyparowało około 1,5 mln zł, a kasjerka, która pracowała w banku popełniła samobójstwo. Okazuje się, że wydawać by się mogło prosta sprawa – bo wszyscy uznali za winną kasjerkę – może mieć drugie dno. Dotarliśmy do informacji, które rzucają nowe światło na sprawę rzekomego samobójstwa kasjerki. W sprawę zaangażował się nawet Prokurator Generalny.

Do śmierci doszło 2 lutego 2015 r. Według zapewnień syna, nic nie wskazywało na to, że kobieta może targnąć się na własne życie. – Zaczęliśmy się szykować do kościoła. Mama powiedziała, że kręci jej się w głowie – relacjonuje Witold Rak, syn zmarłej. Jak mówi, nie było to nic nadzwyczajnego, bo leczyła się na nadciśnienie. – Myślę, że to nie była tylko wymówka – zauważa. – Tym bardziej, że później skończyła przygotowywać wszystko, co żona zostawiła na kuchni – dodaje.

Zagadkowa śmierć
Zastanawia jednak kilka rzeczy. Po pierwsze, w poniedziałek rano pani Stanisława miała odbierać telefony. – Telefon jest stacjonarny z przenośną słuchawką, którą odebrał wnuczek i zaniósł babci do pokoju – mówi Rak. – Nie wiadomo z kim i jak długo rozmawiała – oświadcza.

Istotne jest również to, że podczas gdy kobieta była sama w domu, miał ją ktoś odwiedzić. – Według zeznań najbliższej sąsiadki, w czasie naszej nieobecności przed domem był samochód, który stał tam ok. 20 – 25 min. Niestety, kobieta nie pamięta numeru rejestracyjnego ani marki. Wie jedynie, że był srebrny. – Myślę, że to nie był ekskluzywny samochód, bo ta pani by to zapamiętała – zauważa mecenas Przemysław Nawojski, prawnik rodziny. Sąsiadka jest jednak pewna, że nie było to auto nikogo z krewnych.

Kiedy rodzina wróciła do domu i nie zastała pani Stanisławy, zaczęła jej szukać. Syn znalazł ciało kobiety w oddzielnym budynku gospodarczym. Kobieta powiesiła się w stodole, na górze – na tzw. sąsieku (gdzie dawniej składowano słomę). Co ciekawe, drzwi do stodoły były zamknięte od… zewnątrz. – Do budynku są trzy wejścia, ale nie było możliwości wejść innymi – informuje pan Witold. – Główne wejście zamknięto na tzw. skobel – duży, przesuwny. Drugie – tylne drzwi były zamknięte od wewnątrz, a trzecie wejście jest zagracone i nie było możliwości się tamtędy przecisnąć – opowiada mężczyzna. Co ważne, pod tymi, które były zamknięte od środka, leżał śnieg, więc gdyby ktoś nimi wchodził, z pewnością znajdowałyby się tam ślady. A tych nie było.

Śledztwo w sprawie śmierci pod nadzorem Prokuratora Generalnego
Okazuje się, że to nie koniec, bo śledczy nie zlecili wykonania… sekcji zwłok kobiety. Jak poinformował nas Marek Jękot, Prokurator Rejonowy Prokuratury w Łańcucie, biegły lekarz sądowy dokonał tylko oględzin zewnętrznych zwłok. Według jego opinii, nie ujawniono jakichkolwiek obrażeń ciała mogących świadczyć o udziale osób trzecich. Tyle, że 100 proc. pewność można mieć po wykonaniu sekcji zwłok. Co więcej nie wiadomo czy kobieta np. nie przyjęła od kogoś jakiś środków farmakologicznych lub odurzających, które mogły wpłynąć na jej świadomość i decyzję o samobójstwie.

Co ważne, na miejscu nie zebrano żadnych odcisków. – Tam były drzwi, drabina i słup, którego trzeba się chwycić, żeby wejść na górę – opisuje Rak. – Jeśli ktoś tam wchodził, mieli skąd wziąć odciski palców – dodaje. Zdaniem mecenasa, takie ślady są stratne bezpowrotnie. Technicy policyjni pojawili się ponownie na miejscu zdarzenia, aby zebrać bardziej szczegółowe ślady, dopiero po około 18 miesiącach. – Odbyło się to po naszym zażaleniu, po uchyleniu postanowienia przez sąd i ponownym rozpatrywaniu przez prokuraturę – zauważa adwokat.

Rodzinie pani Stanisławy zależy na rozwiązaniu zagadki jej śmierci. – Chcielibyśmy, żeby w postępowaniu zostało wyjaśnione nie tyle fizyczne, co ewentualne psychiczne przyczynienie się do śmierci – informuje adwokat. –  Chodzi o kwestię, czy ona się czegoś nie bała, z jakiego powodu mogłaby targnąć się na własne życie – tłumaczy.

Sprawa w przedmiocie śmierci była bardzo szybko umorzona. Wskutek zażalenia sąd wrócił ją do ponownego rozpoznania, po czym prokuratura ponownie umorzyła sprawę. – Klient zwrócił się o pomoc do Prokuratora Generalnego i wiemy, że to śledztwo zostało objęte jego nadzorem – informuje mec. Nawojski. – Z tego co się orientuję, ta zależy teraz od tej drugiej sprawy, czyli o sprzeniewierzenie pieniędzy. Zakładam, że jeśli tam uda się coś  ustalić, to tutaj też będą próbować coś robić – kontynuuje. W jego opinii te dwie sprawy mogą się wiązać.

Kasjerka bez nadzoru?
Czy kasjerka mogła sama wyprowadzić z banku 1,5 mln zł? – Pani Stanisława była osobą ponad sześćdziesięcioletnią. Wydaje mi się, że jedna osoba nie mogłaby przez tyle lat prowadzić takiego procederu – mówi mec. Nawojski. – Wszystko zostało na nią zrzucone. Tak jest najłatwiej, bo zmarły się nie obroni – ocenia. Syn zapewnia, że jak na warunki podkarpackie, dobrze zarabiała, dlatego w jej przypadku motyw finansowy nie wchodzi w grę.

Kasjerka była zwykłym pracownikiem, więc powinna podlegać nadzorowi. – Nie wiem kto przeprowadza kontrolę, ale musiał być ktoś taki– mówi pan Witold. Zwraca uwagę na jeszcze jedną kwestię. – Mama wspominała czasem, że musi podać dokumenty do księgowania do Markowej. To tak jakby tej księgowości w tym punkcie nie prowadziła – zauważa.

Według jego relacji, w punkcie kasowym miał się pojawiać inny pracownik. Oprócz tego była zastępowana podczas urlopów. Co ciekawe, do pana Witolda dotarły informacje, że  osoby, które pracowały z jego mamą przeszły już na emeryturę. – To dla mnie dziwne – zauważa.

Ksiądz jest zamieszany?
Nieoficjalnie wiele osób z Husowa mówi, że w sprawę mógł być zamieszany jeden z księży i chodziło m.in. o długi hazardowe. To, że sprawa może być z nim powiązana świadczyć mają m.in. liczne przekazy na jego nazwisko oraz parafię – znalezione podczas przeszukania. – W wykazie są ogólnie zabezpieczone rzeczy. Absolutnie nie wszystko zostało zatrzymane u nas w domu – oświadcza syn pani Stanisławy. – Na spisie dowodów rzeczowych są te dokumenty, ale gdzie co było nie wiemy. Być może w banku, być może w domu, a może gdzieś indziej – informuje adwokat. Zastanawia jednak informacja, którą uzyskaliśmy nieoficjalnie – jedna z klientek miała znaleźć na odwrocie dowodu wpłaty pieczątkę parafii.

Pan Witold twierdzi, że nie posiada informacji, aby jego mama miała bliskie relacje z księdzem. – Nigdy nie przyjeżdżał do domu, żeby się spotkać czy coś załatwić – mówi syn. Tyle, że jak sam przyznaje informacji na temat tego czy kontaktował się z jego matką w punkcie kasowym nie posiada.

– O tym kto za tym wszystkim stoi wielu ludzi doskonale wie, ale to jest małe środowisko i nikt nie chce oficjalnie wielu rzeczy powiedzieć – mówi nam jeden z  policjantów znających sprawę.

„Afera bankowa” nadal niewyjaśniona
Według pokrzywdzonych do których dotarliśmy, ta sprawa do końca nigdy się nie wyjaśni. Twierdzą, że śledztwo toczy się opieszale i z błędami. Jedna z osób opowiada nam, że złożyła podpis jako wzór do porównania dla grafologa. Po roku okazało się, że zaginął i musiała robić to kolejny raz. Ile było takich przypadków, nie wiemy, bo w rzeszowskiej prokuraturze nie chcą praktycznie nic mówić na temat postępowania.

Prokurator Ewa Romankiewicz informuje, że w sprawie dopuszczono dowód z uzupełniającej opinii biegłego z badania pisma ręcznego, w oparciu o poszerzony materiał porównawczy. Zgodnie z deklaracją biegłych opinia powinna zostać wydana na przełomie listopada i grudnia 2017 r. – Dalsze czynności procesowe zostaną podjęte w oparciu o wnioski biegłego.– oświadcza. Nadal brane są pod uwagę pierwotne wersje śledcze tzn. dopuszczenia się przestępstwa przez nieżyjącą pracownicę banku, jak i inne osoby.

Wioletta Kruk

8 Responses to "Tajemnicza śmierć z aferą bankową w tle"

Leave a Reply

Your email address will not be published.