
– W mundurze, kamizelce kuloodpornej i potarganych włosach przemawia do Ukraińców. Wychodzi na ulice, choć dobrze wie, że wagnerowscy snajperzy tylko czekają na okazję, by go zlikwidować. To jest obraz przywódcy! – podkreśla dr Maciej Milczanowski. Dziś oczy całego świata skierowane są na prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. A jeszcze 3 lata temu wielu zastanawiało się,jak to możliwe, że aktor, bez doświadczania politycznego, został głową państwa.
– Mamy skłonność do szukania kogoś spoza układu
– establishmentu, który rządził wcześniej. Takie osoby często odnoszą sukces w Stanach Zjednoczonych. Są przykłady udowadniające, że to może być dobry wybór. Arnold Schwarzenegger sprawdził się jako gubernator Kalifornii. Wszyscy pamiętamy Ronalda Reagana – jednego z najlepszych prezydentów USA, który też zaczynał od kariery filmowej – przypomina dr Maciej Milczanowski, ekspert ds. bezpieczeństwa z Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Komik
A jakie były początki Wołodymyra Zełenskiego? Urodził się w mieście Krzywy Róg (środkowa Ukraina) w rodzinie ukraińskich Żydów. Jego ojciec jest profesorem cybernetyki. Matka inżynierem.
On sam skończył studia prawnicze na Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Ekonomicznym, ale nigdy nie pracował w zawodzie.
Już w szkole występował w przedstawieniach teatralnych amatorskich grup. Szybko zainteresował się też kabaretem. Jako kilkunastolatek dołączył do lokalnej grupy kabaretowej, a mając niespełna 20-lat, stworzył wraz z kolegami grupę „95-j kwartał”, której później został liderem. Nigdy nie myślał o karierze polityka. Zamiast tego, drwił z rządzących w swoich programach.
W 2006 roku komik wziął udział w pierwszej edycji ukraińskiej wersji „Tańca z gwiazdami”. Program pobił rekordy popularności. A po zwycięstwie w tanecznym show Zełenski stał się jedną z najbardziej popularnych sław nad Dnieprem. Zaczął grać w rosyjskojęzycznych produkcjach filmowych. Ale to rola w satyrycznym serialu telewizyjnym „Sługa narodu” przyniosła mu sławę. Wcielał się tam w nauczyciela historii, który w wyniku różnych zbiegów okoliczności staje się głową państwa.
Polityk
Jak fikcja stała się rzeczywistością? Pod koniec 2017 r. współpracownicy Zełenskiego zarejestrowali partię polityczną o takiej samej nazwie jak serial. O dziwo, na rok przed wyborami aktor zaczął pojawiać się w sondażach prezydenckich, notując przy tym rosnące poparcie. Ale z oficjalną zapowiedzią startu w wyborach zaczekał do sylwestrowej nocy 2018 r. Wielu myślało, że to żart, chęć wypromowania programu.
Zwłaszcza, że konkurencja była mocna. Do szranki o najważniejszy urząd w państwie stanęli m.in. walczący o reelekcję Petro Poroszenko oraz Julia Tymoszenko. Już w pierwszej turze Zełenski zdobył największe poparcie (30,2 proc.). W drugiej dosłownie zmiótł swojego konkurenta – Poroszenkę. Jego poparcie sięgnęło ponad 73 proc.!
Kiedy zwyciężył, pojawiały się oskarżenia, że duża w tym zasługa technik nabytych w poprzednim zawodzie. – W polityce grę aktorską wykorzystują raczej rasowi politycy. Aktorzy korzystają ze swoich umiejętności, żeby wzmocnić swój przekaz, ale są prawdziwi. Politycy grają zupełnie. Co innego mówią, co innego robią – przekonuje dr Milczanowski. – Gdy Zełenski został zaprzysiężony, niektórzy drwili: „Komik został głową państwa!”. Nie można jednak zapominać, że to też absolwent prawa, człowiek z dużą wiedzą – dodaje.
To, że był rosyjskojęzyczny (nauczył się ukraińskiego) okazało się bez znaczenia. Ludzie mu ufali. Potrafił rozmawiać z wyborcami. Był jednym z nich, zwykłym człowiekiem i patriotą, który nie bał się mówić, że Krym należy do Ukrainy. 2019 rok miał przynieść ogromne zmiany.
Jedna z jego pierwszych decyzji była zaskakująca. Rozwiązał parlament, co oznaczało kolejne wybory. Jego partia „Sługa narodu” uzyskała bezwzględną większość, a to zapewniało rządzenie, bez konieczności kupowania głosów.
Przywódca
Jeszcze niedawno poparcie dla ugrupowania Zełenskiego mocno spadało. W sondażach wyprzedzała go partia Poroszenki. – Niektórzy sugerowali korupcję, inni zmowę z Rosjanami – mówi dr Maciej Milczanowski. Obecny prezydent prowadził w rankingu zaufania, ale według badań tylko 32 proc. Ukraińców uważało, że może skutecznie pokierować obroną na wypadek rosyjskiej agresji.
Dziś robi to jak rasowy przywódca. – Kraj może mieć najlepszych generałów, ale jeżeli prezydent ukrywa się gdzieś w schronie, dowódcy tracą to, co najważniejsze – motywację do walki i morale żołnierzy. Głowa państwa zawsze stoi na czele działań obronnych. Wojsko jest narzędziem w rękach polityków. Jeżeli oni się odwracają, to czyim narzędziem zostają? – pyta były żołnierz. – Zdjęcia, które obiegają światowe media nie są fotomontażami starych fotografii Zełenskiego „wmontowanego” w gruzy. Każdy widzi, że jest w Kijowie. To nie film. To rzeczywistość. Zełenski jest w strasznej sytuacji. Płatni zabójcy są wysyłani, żeby go zabić – podkreśla.
Tymczasem on na amerykańską propozycję ewakuacji odpowiada: „Potrzebuję amunicji, a nie podwózki”. Żona Olena oraz ich dzieci (18-letnia Ołeksandra i 9-letni Kyryło) też nigdzie się nie wybierają. – To absolutnie niesamowite! W takiej sytuacji każdy chciałby ewakuować rodzinę. Gdyby to zrobił, nikt nie miałby pretensji. Ale jeżeli żona prezydenta, która również jest celem zabójców zostaje, to jest to nieprawdopodobna motywacja dla żołnierzy. Pierwsza Dama walczy razem z nimi – zauważa ekspert ds. bezpieczeństwa.
Sam prezydent nie ukrywa swoich emocji. Jest przejęty. Jednocześnie odważny i zdeterminowany. Zagrzewa do walki własną armię, ale też zwraca się do wrogiego wojska.
-W czasie wojny społeczeństwo się radykalizuje. Mówi: zaczęliście wojnę, to nie będziemy mieć litości. Tutaj tego nie ma. Jest przekaz – „Jeśli będziecie nas atakować, będziemy się bronić. (cyt. „Zobaczycie nasze twarze, a nie nasze plecy”), ale jeśli się poddacie, damy wam chleb, wodę. Nikt was nie będzie torturował. Odeślemy was do waszych matek” – parafrazuje dr Milczanowski. To niespotykane na wojnie – przekonuje były żołnierz.
Mąż stanu
Nic o Ukrainie bez Ukrainy – zdaje się mówić Wołodymyr Zełenski. Nie pozwala na to, by Zachód dogadywał się ponad jego głową, a potem namawiał do ustępstw dla dobra wielkiej polityki. Ale też nie czekał, aż ktoś zlituje się nad Ukrainą. – Potrzebujemy koalicji antywojennej. Bronimy naszego kraju w pojedynkę. Najpotężniejsze siły świata się temu przyglądają – mówił gorzko. A potem wyliczał, czego mu brakuje, by odeprzeć atak.
– On jest centralną postacią wszystkich rozmów. Ostatnie wystąpienie w Parlamencie Europejskim na wszystkich zrobiło niesamowite wrażenie. To historyczne momenty – nie ma wątpliwości wykładowca UR.
Zełenski i jego kraj mają dziś ogromne poparcie międzynarodowe. – Węgry trochę stoją na krawędzi, ale nawet one nie są jednoznacznie przeciwko. Przekaz w telewizji tureckiej jest całkowicie proukraiński. Nawet moi znajomi z Bliskiego Wschodu, którzy przecież kochali Putina, piszą do mnie, że modlą się za Ukrainę. Wszystko się odwróciło – nie ma wątpliwości ekspert. – Putin traci to, co budował przez 22 lata. A niedoceniana Ukraina, którą niektórzy traktowali jak kolonię rosyjską, pokazuje, że jest pełnoprawnym narodem walczącym o to, czego broni Europa – wolność, suwerenność, niezależność od nacisków neoimperialnych. To stawia ją w szeregu państw europejskich na takim stanowisku, że wszyscy chcą jej bronić – tłumaczy.
Podkreśla, że nawet gdyby Putin wygrał tę wojnę, dawnego świata już nie będzie. – Popieranie go jest dziś absurdem, mentalnym zamykaniem się razem z nim w buknrze na Uralu – ocenia.
Co z pomnikiem niezłomnego przywódcy, który wybudował sobie za życia? – Został roztrzaskany w drobny mak! Po nim już jeżdżą czołgi ukraińskie. On był oparty na wizji dzielnego twardego człowieka, który pokonuje wszystkich w judo, wygrywa w hokeja, jeździ na niedźwiedziu, i strzela laserami z oczu. Samodzielnie wygrywa w wojny, a teraz zniknął. Przez te wszystkie dni odbył jedną wizytę gospodarską. Rosjanie widzą, że uciekł
-przekonuje dr Maciej Milczanowski. – W tym samym czasie Zełensky walczy w otoczonym Kijowie. W mundurze, kamizelce kuloodpornej i potarganych włosach przemawia do Ukraińców. Wychodzi na ulice, choć dobrze wie, że wagnerowscy snajperzy tylko czekają na okazję, by go zlikwidować. Wita się z ludźmi, pije kawę z żołnierzami. To jest obraz przywódcy! Pomnik, który sobie buduje, będzie olbrzymi. A kiedy skończą się działania wojskowe, Ukraina będzie miała niesamowity impet do odbudowy kraju.
Wioletta Kruk



28 Responses to "Tak wygląda przywódca!"