Tak wygląda służba w leskiej policji

Fot. Wit Hadło

W poniedziałek opisaliśmy sprawę rzekomych nieprawidłowości, do których, zdaniem funkcjonariuszy, z którymi rozmawialiśmy, ma dochodzić w Komendzie Powiatowej Policji w Lesku. Dzisiaj przedstawiamy relacje policjantów, którzy twierdzą, że mają doświadczać mobbingu ze strony komendanta.

Funkcjonariuszka: – Omal nie targnęłam się na własne życie

Problemy jednej z funkcjonariuszek zaczęły się dwa lata temu. Komendant, jak relacjonuje policjantka: „zaczął robić jej problemy”, kiedy wróciła z chorobowego. – Okazało się że miałam zator płucny, trafiłam do szpitala, gdzie zdiagnozowano u mnie chorobę związaną z krzepliwością krwi – opowiada.
Pracowała wówczas w ogniwie patrolowo-interwencyjnym. Po powrocie do pracy została skierowana przez komendanta na komisją lekarską w celu oceny stanu zdrowia oraz przydatności do służby w policji. – Komisja lekarska przyznała mi kategorię zdrowia „B” i orzekła, że nie jestem przydatna do służby na zajmowanym stanowisku, lecz mogę ją pełnić na stanowisku o ograniczonej możliwości doznania poważnych obrażeń wewnętrznych. I tu zaczęły się problemy… – wspomina funkcjonariuszka.
Jak relacjonuje, komendant wniósł odwołanie od orzeczenia komisji lekarskiej do organu drugiej instancji, żądając określenia kategorii zdrowia na „A” – zdolna do służby w policji bez ograniczeń albo „C” – niezdolna do służby w policji. Orzeczenie zostało jednak utrzymane w mocy. – Odniosłam wrażenie, że komendant robi wszystko, aby pozbyć się mnie z jednostki. Na każdym kroku dawał mi do zrozumienia, że jestem policjantką z ograniczeniami zdrowotnymi do służby w policji i nie ma dla mnie miejsca w Lesku – opowiada Anna.
W tym samym czasie policjantka została skierowana do wykonywania „innych czynności”, w odosobnieniu od policjantów, którzy, jak mówi, mieli dostać odgórny zakaz pomagania jej w pracy, udzielania porad, a nawet nawiązywania kontaktów. – Często spotykałam się z sytuacjami, gdy podczas rozmowy z policjantem średniego szczebla kierowania zmieniał on nagle ton i krzyczał na mnie, ponieważ słychać było kroki dochodzące od strony pomieszczeń zajmowanych przez komendanta – relacjonuje nasza rozmówczyni.
Nowe czynności, jak mówi, polegały m.in. na przepisywaniu aktów prawnych wydanych przez komendanta z formy papierowej na elektroniczną, często po godzinach pracy, co, jak zapewnia, odnotowane jest w ewidencjach czasu pracy. – Może nic dziwnego by w tym nie było, gdyby nie fakt, że forma elektroniczna tych dokumentów już istniała – mówi.
I opowiada dalej: – W tym czasie z polecenia komendanta wykonywałam czynności w służbie patrolowo-interwencyjnej, takie jak interwencja w związku z podejrzeniem uprowadzenia rodzicielskiego oraz w służbie zewnętrznej – jak wyjazdy radiowozami oznakowanymi do stacji obsługi, a także wyjazd prywatnym samochodem po godzinach służby do Pomieszczenia Dla Osób Zatrzymanych w Sanoku celem przeszukania kobiety. Czynności te wykonywałam w jednoosobowym patrolu w umundurowaniu służbowym, ale bez broni służbowej i to z ograniczeniami zdrowotnymi do realizacji tego rodzaju zadań. Uważam, że w ten sposób komendant narażał mnie na duże niebezpieczeństwo – ocenia.
I na potwierdzenie swoich słów przytacza odpowiedni przepis. – Zgodnie z artykułem 229. par. 4 Ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy, pracodawca nie może dopuścić do pracy pracownika bez aktualnego orzeczenia lekarskiego stwierdzającego brak przeciwwskazań do pracy na określonym stanowisku w warunkach pracy opisanych w skierowaniu na badania lekarskie, a w mojej sytuacji ewidentnie tak było – podkreśla.
O sprawie poinformowała Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie, ale ten w postępowaniu komendanta KPP w Lesku nie dopatrzył się nieprawidłowości.
– Podczas tego okresu moja kondycja psychiczna była bardzo zła. Spadła moja samoocena, czułam się niepotrzebna i nieakceptowana przez współpracowników. Miałam też dolegliwości fizyczne, jak napadowe bóle brzucha, biegunki. Bałam się wyjść z pokoju służbowego. Bardzo często komendant witał się z innymi policjantami, a mnie ostentacyjnie pomijał. Każde moje wyjście na korytarz czy do toalety kończyło się wezwaniem przez przełożonego i zwróceniem uwagi, że mam siedzieć sama w pokoju – relacjonuje policjantka.
W tym okresie funkcjonariuszka trafiła pod opiekę psychologa z rzeszowskiej policji, później była objęta także pomocą psychiatryczną w poradni zdrowia psychicznego w MSW w Rzeszowie.
W październiku 2019 roku została przeniesiona do zespołu dochodzeniowo-śledczego leskiej jednostki.
– W tamtym czasie, ze względu na przyznanie mi statusu świadka w sprawie dotyczącej nieprawidłowości w gdańskiej policji, w obawie o bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich wystąpiłam do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie z wnioskiem o ochronę. I to było podstawą do wszczęcia przez komendanta leskiej jednostki pierwszego postępowania dyscyplinarnego w sprawie „pominięcia drogi służbowej”, bowiem wniosek o ochronę poszedł od razu do Rzeszowa – relacjonuje nasza rozmówczyni. Funkcjonariuszka została od tego zarzutu uniewinniona.
W związku z gdańską sprawą funkcjonariusze przeszukali mieszkanie policjantki. Okazało się, że znaleźli tam kopie robocze dokumentów służbowych, które powinna zniszczyć. – Fakt, powinnam je zniszczyć w niszczarce, bo takie są procedury, ale nie wyniosłam ich z komendy umyślnie. W związku z przeprowadzką komendy do nowego budynku, gdzie nie miałam jeszcze swojego pomieszczenia, przełożony kazał mi zabrać wszystkie swoje rzeczy z komendy i dlatego miałam te dokumenty w domu – przyznaje.
Komendant wszczął w tej sprawie przeciwko funkcjonariuszce postępowanie dyscyplinarne. – Po kilkukrotnych zmianach zarzutów komendant uznał, że on jest jedynym świadkiem w tej sprawie i tylko jego zeznania mogą doprowadzić do ukarania mnie. Wystąpił więc do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie, aby postępowanie to przekazać do prowadzenia w innej jednostce policji, bo on jest świadkiem i prowadzić go nie może. Tak też się stało i zostałam ukarana dyscyplinarnie – relacjonuje. Policjantka na to postanowienie złożyła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie, sprawa jest w toku.
Funkcjonariuszka o rzekomych nieprawidłowościach, jakich w stosunku do niej ma się dopuszczać jej przełożony, poinformowała Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie. Rzeczniczka dyscyplinarna wykonująca czynności wyjaśniające w tej sprawie nie dopatrzyła się jednak w działaniu komendanta KPP w Lesku nieprawidłowości.
Wobec policjantki zaproponowała wystąpienie z wnioskiem o skierowanie jej na komisję lekarską i… wszczęcie postępowania dyscyplinarnego. – Jako pokrzywdzonego nie uznała mnie, lecz komendanta, który wszczął przeciwko mnie postępowanie dyscyplinarne o to, że przeszkadzałam mu w zarządzaniu jednostką – dziwi się funkcjonariuszka.
Policjantka została ukarana karą nagany za – jak relacjonuje – „krytykę i przeszkadzanie w zarządzaniu jednostką”. W tej sprawie również złożyła odwołanie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.
Równolegle z postępowaniami dyscyplinarnymi komendant kierował zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przez funkcjonariuszkę przestępstw. Pierwsze z nich dotyczyło treści zarzutów w jednym z postępowań dyscyplinarnych dotyczącym służbowych dokumentów znalezionych u funkcjonariuszki. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, na co komendant złożył zażalenie, ale sąd utrzymał
postanowienie prokuratora w mocy.
Drugie zawiadomienie dotyczyło protokołu zatrzymania osoby, który jak relacjonuje policjantka, nie funkcjonował jako oficjalny dokument. – Dodatkowo czyn ten nie stanowił przedmiotu postępowania dyscyplinarnego, zgodnie z procedurą skierowanie zawiadomienia do prokuratury, co jest w tej sprawie niedopuszczalne – wyjaśnia policjantka. Prokuratura Rejonowa w Brzozowie dwukrotnie odmówiła wszczęcia śledztwa, od czego komendant odwołał się do Prokuratury Okręgowej w Krośnie. Sprawa jest w toku.
– Ostatnio się dowiedziałam, że komendant zawiadomił także prokuraturę o możliwości popełnienia przeze mnie przestępstwa fałszywego oskarżenia. Najprawdopodobniej może mu chodzić o zawiadomienia przesłane przez Biuro Spraw Wewnętrznych Policji w związku z moimi raportami. Te wszystkie działania komendanta leskiej policji są skierowane przeciwko mnie. Nową metodą poniżania mnie jest odmawianie przyznania mi statusu pokrzywdzonej działaniami przełożonych bez podania uzasadnienia, co skutkuje tym, że nie mogę się od nich odwołać. Ponadto komendant robi wszystko, abym została uznana za przestępcę nawet ze względu na fałszywe oskarżenia. To wszystko trwa już dwa lata. Ciężko jest mi zrozumieć zachowanie komendanta w stosunku do mnie, staram się jak najlepiej wypełniać swoje obowiązki. W pewnym momencie się załamałam, miałam myśli samobójcze… Na szczęście w odpowiednim momencie otrzymałam wsparcie i jakoś udało mi się pozbierać i zamierzam walczyć o swoje dobre imię. Wycierpiałam już tyle, że teraz mam ostatnią szansę na sprawiedliwość i dlatego zrobię wszystko, aby winni ponieśli konsekwencje – podsumowuje policjantka.

Rzecznik dyscyplinarny sfałszował dokument? Sprawę wyjaśnia prokuratura

Historia kolejnego funkcjonariusza rozpoczęła się w chwili, kiedy podczas policyjnej, cyklicznej akcji badania trzeźwości kierowców jeden z zatrzymanych oddalił się z miejsca kontroli. Po tym zdarzeniu komendant wszczął wobec funkcjonariusza postępowanie dyscyplinarne za „naruszenie dyscypliny służbowej” i po postępowaniu ukarał go naganą.
Funkcjonariusz nie zgodził się z orzeczeniem i odwołał się od niego do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie, a następnie złożył skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie, który po przeanalizowaniu zebranego materiału dowodowego uchylił zaskarżone orzeczenie.
– WSA zdecydował, że orzeczenia zostały wydane przedwcześnie, bez należytego rozważenia wszelkich mających wpływ na ich wydanie okoliczności. Orzekł też, że organ orzekający naruszył przepisy procesowe, w szczególności ten, który mówi, że „niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść obwinionego” nie były w pełni realizowane – przytacza wyrok policjant.
– Sprawa jest o tyle ważna, że w ramach prowadzenia tego postępowania dyscyplinarnego robione było wszystko, aby mnie ukarać. Kilkukrotnie zmieniano zarzuty, premii nie otrzymywałem przez cały okres prowadzenia postępowania dyscyplinarnego, mimo że nie ma takiego zakazu prawnego. Podczas pięciodniowego chorobowego byłem czterokrotnie kontrolowany w miejscu zamieszkania, kiedy inni policjanci podczas miesięcznej absencji chorobowej ani razu nie byli kontrolowani – relacjonuje nasz rozmówca.
W tej sprawie jest jeszcze jeden wątek. Funkcjonariusz poinformował rzecznika dyscyplinarnego i komendanta, który jako przełożony nadzoruje postępowanie, o możliwości sfałszowania protokołu jego przesłuchania. – Wystąpiłem z wnioskiem o pociągnięcie do odpowiedzialności dyscyplinarnej rzecznika dyscyplinarnego oraz poinformowałem komendanta o możliwości popełnienia przez niego przestępstwa – informuje policjant.
Rzecznik dyscyplinarny został wyłączony ze sprawy, powołany został inny.
– W odpowiedzi na moje zgłoszenie komendant leskiej policji informuje, że czynności wyjaśniające nie wykazały, aby rzecznicy dyscyplinarni mogli dopuścić się przewinienia dyscyplinarnego. W dalszej części tego pisma komendant informuje, że nie ma podstaw do uznania mnie pokrzywdzonym w wyniku działania rzeczników dyscyplinarnych – przytacza treść pisma funkcjonariusz.
W tym samym czasie, jak relacjonuje nasz rozmówca, komendant w sprawie skierował wniosek do prokuratury, ponieważ uznał, że rzecznik dyscyplinarny mógł dopuścić się sfałszowania protokołu przesłuchania obwinionego. – Czyli sfałszowanie protokołu przesłuchania obwinionego przez rzecznika dyscyplinarnego nie jest przewinieniem dyscyplinarnym, ale może być przestępstwem. Przecież jest to niedorzeczne – komentuje funkcjonariusz.
Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, ale po złożeniu zaskarżenia na tę decyzję przez funkcjonariusza sąd uchylił postępowanie prokuratora i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. Śledztwo w tej sprawie, jak informuje Prokuratura Rejonowa w Brzozowie, jest w toku.
Funkcjonariusz zaznacza, że z powodu dyscyplinarki został mu obniżony dodatek służbowy do pensji, pieniędzy do dzisiaj nie odzyskał. – Po tym wszystkim komendant oddelegował mnie na okres sześciu miesięcy do zespołu dochodzeniowo-śledczego. Wiem, że działanie to było złośliwe, ponieważ nigdy nie prowadziłem postępowań przygotowawczych. Ponadto za taką tezą przemawia fakt, że od razu otrzymałem najwięcej spraw do realizacji w całym zespole. Osobiście zastępca komendanta decydował o tym, aby tak zrobić – podsumowuje policjant.

Oskarżeni przez komendanta o przywłaszczenie telefonu

Sprawa dotyczy dwóch policjantów leskiej drogówki. W sierpniu 2020 roku podczas pełnienia służby oznakowanym radiowozem natknęli się na jezdni na przedmiot, który utrudniał jazdę kierowcom. – Kolega zatrzymał radiowóz, podniosłem przedmiot, który wyglądał jak kawałek plastiku i po przejechaniu kilkudziesięciu metrów odłożyłem go poza pasem drogowym, aby nie zagrażał bezpieczeństwu w ruchu drogowym – relacjonuje funkcjonariusz.
Następnego dnia, jak relacjonuje policjant, zaczęły się problemy. – Na komendę zgłosiła się właścicielka telefonu, który zgubiła, okazało się, że w miejscu, w którym akurat wczoraj zatrzymaliśmy się, aby usunąć z drogi przeszkodę. Zostaliśmy oskarżeni przez komendanta o przywłaszczenie telefonu i zostało nam wszczęte postępowanie dyscyplinarne – kontynuuje.
Komendant o sprawie poinformował także komendę wojewódzką i główną oraz prokuraturę, która po przesłuchaniu policjantów i analizie zebranej dokumentacji umorzyła sprawę z powodu braku znamion czynu zabronionego. Komendant odwołał się od tej decyzji, ale nic nie wskórał.
W międzyczasie przeciw funkcjonariuszom zostaje wszczęte postępowanie dyscyplinarne. – Z treści zarzutów dowiadujemy się, że mieliśmy obowiązek po znalezieniu tego przedmiotu powiadomić starostę i oddać go do Biura Rzeczy Znalezionych. Postępowanie nie wykazało nieprawidłowości w postępowaniu funkcjonariuszy i zostało przez wicekomendanta KPP Lesko umorzone. – Nie zgadzamy się z umorzeniem. Nie zrobiliśmy nic niezgodnego z przepisami, dlatego chcemy pełnego uniewinnienia.
– Służbę w Komendzie Powiatowej Policji w Lesku pełnimy od kilku lat. Nigdy nie byliśmy karani dyscyplinarnie – komentuje funkcjonariusz. Komendant Wojewódzki Policji w Rzeszowie uchylił orzeczenie i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. W tej chwili postępowanie jest w toku.
W tej sprawie jest jeszcze jeden wątek. – Podczas zapoznania się z aktami postępowania dyscyplinarnego zauważyliśmy w nich protokoły przesłuchań świadków oraz pokrzywdzonej wraz z załącznikami adresowymi i danymi personalnymi. Wiedzieliśmy, że są to materiały dowodowe zebrane w ramach śledztwa, w którym byliśmy osobami podejrzanymi. Materiały te zostały włączone do akt postępowania dyscyplinarnego niezgodnie z przepisami. Przesłaliśmy stosowną informację do Biura Spraw Wewnętrznych Policji, które to przekazało ją do prokuratury. W tej chwili sprawa ta jest w toku w Prokuraturze Rejonowej w Sanoku – relacjonuje nasz rozmówca.
Po ujawnieniu tych informacji, jak twierdzi funkcjonariusz, komendant „za karę” skierował ich do służby w terenie. – Zostały nam zmienione zadania stałe do służby. Po ukazaniu się artykułu na jednym z portali internetowych komendant Jacek Pączek osobiście polecił, abyśmy przez kilka godzin na posterunku stałym poza radiowozem realizowali zadania związane z kontrolą stanu technicznego pojazdów. Sytuacja powtórzyła się w weekend. Może nie ma w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że odbyło się to zaraz po ukazaniu się artykułu oraz podczas najzimniejszego od kilku lat weekendu. Wcześniej takich pomysłów komendant nie miał – komentuje policjant.

Komendant komentuje

Komisarz Jacek Pączek kieruje pracą KPP w Lesku od 2016 roku. Od tego czasu do chwili obecnej wobec funkcjonariuszy leskiej policji na wniosek komendanta lub jego zastępcy wszczętych zostało 10 postępowań dyscyplinarnych.
Żaden z funkcjonariuszy w tych postępowaniach nie miał statusu pokrzywdzonego, bo jak wyjaśnia komendant, „policjanta, wobec którego wydano postanowienie o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego uważa się za obwinionego, co wynika z art. 134. i ust. 5 Ustawy o Policji. Natomiast w art. 135f ust. 1 tej samej ustawy mówi o prawach obwinionego. Zaznaczyć należy, że osoba mająca status obwinionego nie może równocześnie mieć statusu osoby pokrzywdzonej”.
Od roku 2016 do dziś komendant lub jego zastępca przesłali do prokuratury w celu oceny prawno-karnej cztery zawiadomienia w sprawie swoich podwładnych, trzy z nich zakończyły się umorzeniem, jedno w dalszym ciągu jest procedowane.
Komendant odniósł się także do, zdaniem policjantów, niesprawiedliwego systemu premiowania funkcjonariuszy za pracę. – Informacja, jakoby jedna z policjantek za rok 2019 otrzymała premię w wysokości około 7000 zł nie jest prawdziwa. najwyższe premie przyznane łącznie w ciągu roku stanowiły maksymalnie 60 procent wskazanej kwoty. Nagrody tej wielkości w skali roku otrzymały dwie funkcjonariuszki, obydwie pracujące na stanowiskach wykonawczych i osiągające wysokie wyniki w służbie – informuje komendant.
Zdementował też informację, jakoby policjanci z ruchu drogowego zaraz po ujawnieniu w mediach nieprawidłowości, „za karę” skierowani zostali do pełnienia służby w pieszym patrolu i na posterunkach stałych poza radiowozem. „Zgodnie z Zarządzeniem nr 30 Komendanta Głównego Policji z dnia 22 września 2017 roku w sprawie pełnienia służby na drogach policjanci ruchu drogowego pełnią służbę w sposób naprzemienny, tj. w sposób dynamiczny (pieszo bądź przy użyciu pojazdów) oraz w sposób statyczny (stałe punkty kontroli, podczas wykonywania czynności związanych z kontrolą stanu technicznego pojazdów bądź ich wyposażenia, kontroli stanu trzeźwości kierujących itp.)”.

Sprawą zajmuje się posłanka i związki zawodowe

W sprawie rzekomych nieprawidłowości, do których ma dochodzić w leskiej komendzie na linii komendant – podwładni, w Komendzie Głównej Policji interweniowała posłanka Joanna Frydrych. – Sytuacje, o których wspominali mi funkcjonariusze, nigdy nie powinny mieć miejsca w jednostkach policji – komentuje sprawę rzekomych nieprawidłowości.
O sprawie został także poinformowany przewodniczący zarządu podkarpackich struktur policyjnego związku zawodowego NSZZ Policjantów w Rzeszowie.

Martyna Sokołowska

25 Responses to "Tak wygląda służba w leskiej policji"

Leave a Reply

Your email address will not be published.