
Niektórzy policjantów z założenia nie lubią, innym z kolei z czasów PRL-u jeszcze zostało przekonanie, że policjant to niezbyt mądra i niezbyt odważna istota, co to bezrefleksyjnie wykonuje niezbyt mądre rozkazy niezbyt mądrych przełożonych. Oczywiście to przekonanie nie dotyczy miłośników porucznika Sławka Borewicza z „O7 zgłoś się”, bo to bardzo inteligentny i fajny milicjant był! Są tacy, co przekonują, że fajniejszy niż detektyw Malanowski!
A poważnie…Od pewnego czasu policjanci kojarzą się nam jak w czasie np. stanu wojennego – nie z bezpieczeństwem, a z aparatem reżimu. Dodać należałoby tu, że niestety. Zachowanie funkcjonariuszy podczas marszów Strajku Kobiet już wzbudziło niesmak i przerażenie, ale to, co wydarzyło się ostatnio, to przeszło już wszelkie pojęcie. I gdyby fakt, iż policja po raz kolejny brutalnie potraktowała 65- letnią kobietę, działaczkę Obywateli RP, Katarzynę Augustynek – to to, co działo się później, byłoby bardzo, ale to bardzo śmieszne.
Katarzyna Augustynek, zwana z racji zapewne wieku „babcią Kasią”, nie kryje, że nie jest entuzjastką aktualnej władzy i dlatego bierze udział w różnych protestach przeciwko różnym jej poczynaniom. Warto tu przypomnieć, że w naszym państwie, które nadal – zdaje się – chce uchodzić za demokratyczne, w każdym razie za takie się podaje, babcia Kasia ma do tego prawo. Ostatnio babcia Kasia demonstrowała pod gmachem Sądu Najwyższego, gdzie nieuznawana przez tenże sąd i TSUE Izba Dyscyplinarna obradowała, czy zgodzić się na doprowadzenie przymusowe do Prokuratury Krajowej sędziego Igora Tulei.
Tam, nie pierwszy raz w życiu zresztą, miała do czynienia z gorliwymi policjantami broniącymi …no właśnie nie wiadomo czego, bo na pewno nie praworządności. Policjanci chcieli babcię Kasię wylegitymować, więc ta grzecznie zapytała, na jakiej podstawie. Funkcjonariusz nie umiał podać stosownego przepisu, więc Katarzyna Augustynek powiedziała, że nie poda swoich danych. Do policjanta podszedł kolega w celu udzielenia mu, jak potem zeznawał w sądzie, wsparcia. Obaj usiłowali skłonić babcię Kasię, by poszła z nimi do radiowozu, ale ta odmówiła. Trzej rośli mężczyźni złapali więc drobną 65-latkę i zanieśli (!!!) tamże. Obchodzili się z nią tak „delikatnie”, że babcia Kasia zgubiła po drodze buty, a dzielni policjanci wykręcili jej ręce i skuli je kajdankami.
To jednak nie wszystko, bo ci właśnie dzielni policjanci skierowali sprawę babci Kasi do …sądu 24-godzinnego. Oskarżyli ją o znieważenie funkcjonariuszy oraz …naruszenie ich nietykalności cielesnej! Sąd 24-godzinny z zasady w takich przypadkach zajmuje się chuliganami poważnie naruszającymi porządek, a nie demonstrantami, ale babcia Kasia jest tak groźna, że policjanci musieli, no po prostu musieli, zwrócić się do sądu w tym trybie. I tak Katarzyna Augustynek stanęła przed sądem. Co działo się podczas rozprawy wiemy dzięki nagraniu OKO.Press. Do tego w sądzie przedstawiono film z całego zajścia między policjantami a babcią Kasią. Wynika z niego, że policjanci zeznając przed sądem – delikatnie mówiąc – mijali się z prawdą. Twierdzili bowiem, że Babcia Kasia wyzywała ich od m.in. „pisowskich k…rew”, „ch…jów”oraz kazała im „spier…lać”. Policjanci zgodnie tak twierdzili przez sądem, ale na filmie z zajścia dziwnym trafem nie słychać tych wulgaryzmów. Słychać jedynie, jak babcia Kasia zwraca się do policjantów, by „zabrali, durnie, od niej łapy”. Nie widać też tego, o czym policjanci mówili przed sądem: że Katarzyna Augustynek miała wierzgać i kopać funkcjonariuszy – jak podkreślali – nogami, jakby czymkolwiek innym można było wierzgać i kopać – a także szarpać ich za umundurowanie. Jeden poskarżył się też sądowi, iż K. Augustynek go „uszczypła”! Musiało to bardzo go zaboleć, bo aż zapomniał biedak, jak się ta czynność poprawnie nazywa.
Jak wynika z zeznań dzielnych „stróżów prawa” 65-letnia Katarzyna Augustynek zagroziła poważnie ich zdrowiu, a nawet życiu! Aż dziw, że sędzia prowadząca rozprawę odroczywszy tę do 27 kwietnia poleciła babcię Kasię natychmiast zwolnić. Stwierdziła, że nie zachodzi z jej strony obawa zakłócania czynności procesowych. A co z bezpieczeństwem trzech umundurowanych chłopów na schwał? A jeśli 65-latka się na nich zasadzi i „kopnie nogą”, albo „uszczypie” któregoś?
Gdy się na to wszystko tak z boku popatrzy, to człowiek nie może uwierzyć, że to się dzieje naprawdę i w głowie powstaje taka myśl: „to tylko zły sen, niech mnie ktoś uszczypnie”. Niestety, to nie sen i nie żart. A co to? A to aktualna Polska właśnie.
Redaktor Monika Kamińska



23 Responses to "Taka Polska, że „niech mnie ktoś uszczypnie”"