Po końcowym gwizdku niedzielnej tragikomedii z Kolumbią, bardzo długo zastanawiałem się dlaczego? I tak na dobrą sprawę sensownej odpowiedzi na to pytanie nie potrafię znaleźć do dziś.
Przed turniejem w Rosji podobnie jak wielu rodaków, dałem się omamić zapowiedziom, że to może być nasz mundial. Na mistrzostwo świata rzecz jasna nie liczyłem, ale już na wyjście z grupy i owszem. No bo niby czemu miałoby się nie udać? Rywale jak najbardziej do przejścia, a w naszym składzie zawodnicy grający w niezłych europejskich klubach, na czele z Robertem Lewandowskim, którzy dwa lata temu podczas Euro 2016 już mieli okazję powąchać wielkiego futbolu. Do tego doszły fantastyczne – jak zapewniali wszyscy – warunki do przygotowań. Nic, tylko wygrywać. Tymczasem w Rosji nasi reprezentanci wyglądali na tle rywali jak przestraszone dzieci w piaskownicy, którym zabrano wiaderka i łopatki. Jeszcze sam fakt ich utraty nie był najgorszy. O wiele bardziej bolało to, że nie było w ogóle żadnego planu i pomysłu, by je odzyskać. Dzieciak w takim momencie albo płacze, albo wstaje z kolan, otrzepuje się z piasku i rusza po swoje. Nie muszę chyba wyjaśniać, kogo przypominali mi nasi reprezentanci. Gdy po pierwszym meczu z Senegalem usłyszałem od nich, że ugięły im się nogi, nie wierzyłem własnym uszom. A może po prostu było za dobrze? Bajeczne przygotowania w Juracie i Arłamowie, potem baza w nadmorskim kurorcie w Soczi, który bardziej, niż na miejsce pobytu kadry, nadaje się na chyba na wakacje, najwyraźniej zakłóciły priorytety naszej kadry. Świadczą o tym dobitnie dwa dotychczasowe piłkarskie blamaże. Oczywiste jest to, że gdzieś popełniono błąd, bo chociaż w ostatnim czasie do piłkarskich potęg nie należeliśmy, to przecież nie można ot tak zapomnieć, jak się gra w piłkę.
Mundial w Rosji obnażył jednak wszystkie nasze słabości: Lewandowski to typ napastnika, który potrafi tylko „żerować” na podaniach partnerów, Krychowiak lepiej niż na boisku, prezentuje się w swoich ulubionych futrach, a Zieliński kolejny raz udowodnił, że rozdzielanie piłek w reprezentacji najnormalniej w świecie go przerasta. Podobnych przykładów można by mnożyć mnóstwo. Nie obronił się nawet – jak zawsze nudny do bólu na konferencjach prasowych – selekcjoner Adam Nawałka, który najwyraźniej pogubił się w tym wszystkim. Najlepiej świadczy o tym wpuszczenie Kamila Glika na końcówkę meczu z Kolumbią, w którym to ruchu nie widzę zupełnie sensu i logiki. Mimo tego, podobnie jak pewnie miliony Polaków, pojutrze zasiądę przed telewizorem, by obejrzeć mecz o honor z Japonią. Tym razem jednak zdziwię się mocno, jeśli go wygramy, co było przecież naszą specjalnością na mundialach w 2002 i 2006 r. Na razie jednak zacytuję klasyka w osobie Macieja Szczęsnego i napiszę: „Powodzenia za 4 lata!” Chociaż nie – ja takiej Polski na mundialu już nigdy więcej nie chcę oglądać!
Redaktor Marcin Jeżowski



3 Responses to "Takiej Polski nie chcę oglądać!"