Rzeszów po raz kolejny stał się stolicą innowacji. Te wszystkie buspasy, strefy płatnego parkowania miały wzorem standardów unijnych odebrać ludziom wolność, czyli mówiąc wprost – obrzydzić im jazdę samochodem do tego stopnia, żeby mieszkańcy Rzeszowa przesiedli się z samochodów do autobusów. Moim zdaniem, kolejny kretynizm, ale co zrobić, skoro ludzie chcą takiego prezydenta i takich radnych, a nie innych.
Tyle, że jak się takie rozwiązania wprowadza, to się ich konsekwentnie trzyma. A tu nagle okazuje się, że w strefie płatnego parkowania obniżono stawki za godzinę parkowania oraz opłaty za abonament, natomiast podniesiono ceny biletów 1-przejazdowych. Pomijam już fakt słuszności wprowadzania strefy płatnego parkowania, ale jak się chce doprowadzić do tego, żeby kierowcy jeździli autobusami, to na zdrowy rozum powinno być odwrotnie. Ceny za parkowanie ogromne, natomiast ceny biletów autobusowych za przysłowiową złotówkę. Gdyby kierować się zasadą logiki, to taki abonament miesięczny za parkowanie nawet w drugiej strefie powinien wynosić dajmy na to 300 zł, natomiast bilet powinien kosztować np. 1,5 zł, a bilet sieciowy 50 zł. I w takim kształcie miałoby to ręce i nogi, a kto wie, czy ludzie rzeczywiście nie przesiedliby się do autobusów.
Kilka dni temu w jednej z rzeszowskich gazet przeczytałem wywiad ze znanym rzeszowskim siatkarzem, reprezentantem kraju, który na pytanie dziennikarza o ocenę rozwiązań komunikacyjnych w Rzeszowie, które wprowadza prezydent Ferenc, rozpoczyna swoją wypowiedź od słów: „to wizjoner” (oczywiście o Ferencu). Ręce mi opadły. To ja już wolę zwykłego pana Zdziska, który bez żadnych wizji przywróciłby normalność komunikacyjną w Rzeszowie. A wszelkiej maści wizjonerom, szamanom czy innym prorokom podziękuję, ewentualnie odsyłam ich do Wałbrzycha.
PS Niedawno stałem w gigantycznym korku na alei Powstańców Warszawy, samochody nie poruszały się nawet o centymetr. Jednym słowem: tragedia. Ale przede mną nad drogą zamontowana była nowiutka, wspaniała tablica elektroniczna, na której wyświetlał się komunikat w stylu: „wystąpiły utrudnienia drogowe”. Od razu lepiej się poczułem i odetchnąłem z ulgą. Gdyby nie ta wspaniała tablica nie wiedziałbym, że są utrudnienia drogowe. No, nie zauważyłbym. Ufff, jak to w sumie dobrze żyć w mieście kierowanym przez wizjonera.
Redaktor Grzegorz Anton



12 Responses to "Tam, gdzie kończy się logika…"