Tam gdzie wilki wyją, a dzieci nie uczą

Waldemar Ostrowski, przewodniczący Rady Osiedla: - Staramy się o szkołę na Wilkowyi. Niestety, jak dotychczas bezskutecznie. Fot. Wit Hadło
Waldemar Ostrowski, przewodniczący Rady Osiedla: – Staramy się o szkołę na Wilkowyi. Niestety, jak dotychczas bezskutecznie. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Na liczącym ponad 5400 mieszkańców osiedlu nie ma szkoły ani przedszkola.

Na rzeszowskim osiedlu Wilkowyja zameldownaych jest ponad 5400 mieszkańców. Ich liczba ma wzrosnąć w najbliższych latach o 100 procent. Tymczasem na Wilkowyi nie ma ani przedszkola, ani szkoły.

Pani Anna wraz z mężem Andrzejem i dwójką dzieci w wieku szkolnym mieszka na Wilkowyi od 5 lat. Swoje dzieci musi dowozić, jak wielu innych rodziców, do podstawówek na Pobitnem, w Słocinie, a nawet Załęże. – Na naszym osiedlu nie ma żadnej szkoły, do której moglibyśmy posłać nasze dzieci – mówi pani Anna. – Mieszka tu bardzo dużo dzieci, poza tym powstają nowe bloki, w których lada chwila zamieszkają kolejne rodziny, a szkoły ani widu, ani słychu – dodaje zirytowany pan Andrzej.

Rada Osiedla bezsilna
– O szkołę dla mieszkańców ubiegamy się od kilku dobrych lat – mówi Waldemar Ostrowski, przewodniczący Rady Osiedla Wilkowyja. – Piszemy wnioski do budżetu miasta, a miesiąc temu napisaliśmy w tej sprawie do samego prezydenta Rzeszowa. Niestety, nasze starania pozostają bez żadnych konkretów. Osiedle dalej się rozrasta, budowane są nowe bloki, a w planach liczba mieszkańców ma wzrosnąć nawet o 6 tysięcy. Mało tego, mieszkańcy Wilkowyi pozbawieni są również publicznego przedszkola – kończy Waldemar Ostrowski.

Wilkowyja to jedyne duże osiedle Rzeszowa, które nie ma swojej szkoły. W sąsiadującej z osiedlem Szkole Podstawowej nr 12 przy ul. Lwowskiej nauka prowadzona jest w systemie dwuzmianowym. Część dzieci przychodzi na zajęcia w godzinach rannych, druga część po południu.

Kościół pomoże?
Pilną potrzebę budowy szkoły widzą również ojcowie pijarzy z parafii pw. św. Józefa Kalasancjusza, znajdującej się na terenie osiedla. Wykazują oni duże zainteresowanie życiem swoich parafian, których delegacja spotkała się w grudniu zeszłego roku z biskupem Rzeszowa Janem Wątrobą. Parafianie prosili biskupa o wstawienie się w tej sprawie do władz świeckich. Niestety, bp Jan Wątroba z przykrością stwierdził, że decyzja należy tylko i wyłącznie do władz miasta i on nie może w tym pomóc.

– Martwi niewykorzystany potencjał ojców z zakonu pijarów, których głównym charyzmatem jest specjalna troska o wychowanie i nauczanie dzieci i młodzieży – pisze pani Bożena Kusz na łamach parafialnego pisma „Kalasancjusz Rzeszowski”. Niewątpliwie w szkole pod opieką pijarów przekazywano by cenne wartości, zapewniając wysoki poziom edukacji dzieci – kończy. Pijarzy od lat starają się o teren pod budowę szkoły – bezskutecznie.

Miasto uspokaja
Urzędnicy w rzeszowskim ratuszu mówią, że jest w planach budowa zespołu oświatowego na terenach znajdujących się pomiędzy „Młynem” a centrum handlowym „Auchan” przy krajowej „czwórce”. Jednak jest to termin bardzo odległy, bo w grę wchodzą 3, a nawet 4 lata. Urzędnicy wyrazili natomiast chęć pomocy przy inicjatywie powstania szkoły pijarów, ale nie podają konkretów.

Marcin Żminkowski

14 Responses to "Tam gdzie wilki wyją, a dzieci nie uczą"

Leave a Reply

Your email address will not be published.