Tarcza antyinfantylna

Jeszcze nie tak dawno, jak ktoś mówił, że działania rządu przypominają kabaret, to władza była srodze obrażona. A teraz na takie dictum obraża się kabaret. Kiedy premier Mateusz Morawiecki przynudzał w TVP o tarczy antyinflacyjnej, to prowadząca ten wywiad Danuta Holecka zaszczebiotała, że premier mówi „samą prawdę”. Po czym nagle zakrakała, że „w tej akurat sprawie”.
To teraz sami powiedzcie, czy to był żart, czy komplement? Więc nic dziwnego, że coraz częściej widzowie i słuchacze mają wątpliwości, czy programy nadawane przez stacje rządowe są z założenia satyryczne, czy też całkiem poważne, a tylko głupio łżą.
Szef rządu już wcześniej klarował, iż „za Tuska” inflacja też była wysoka (z tym, że wtedy wynosiła niecałe 5 proc., a dzisiaj wynosi 7,7 proc., najwięcej od 20 lat – przyp. mój), zaś Tusk siedział bezczynnie. „My nie chowamy głowy w piasek” – chwalił się teraz premier, który wtedy był… doradcą Tuska!
Z kolei inny materiał „Wiadomości” TVP o gigantycznej inflacji i drożyźnie rozpoczęto od relacji z targowiska w… Niemczech, gdzie obrotni handlarze tłumaczyli klientom, że skoro wzrosły ceny paszy, to musiały też bardzo podrożeć jaja. I to dopiero były jaja!
Stosownie do tego towarzystwa dopasowuje się prezydent Andrzej Duda, który podczas szczytu V-4 w Budapeszcie zabrał głos w sprawie szczepień: „Muszę państwu powiedzieć, że – znając podejście moich rodaków, takie poczucie wolności – nie wyobrażam sobie, żeby w Polsce można było wprowadzić przymusowe szczepienia”.
A kto mówi o przymusowych szczepieniach? Przymusowe byłyby wtedy, gdyby trzech osiłków złapało jednego opornego, dwóch go przytrzymało, a trzeci siłą by go zaszczepił. Tu zaś nie chodzi o przymusowe, tylko obowiązkowe (co zaleca już UE), a to jest olbrzymia różnica.
Wzorce idące z góry przenikają niestety na niższe szczeble. Nie wiem czy wiecie, że np. radni w Dębicy, w której po ulicach chodzą dziki, sporządzili wniosek, by okolice miasta zasiedlić… wilkami, niedźwiedziami i krokodylami. Zebrali w tej sprawie sto podpisów i choć rzekomo jest to tylko taki figiel, mający zmobilizować władze miasta do działania, to wniosek, jako formalny(!), trzeba procedować. Jeśli – także dla żartu – projekt ten przejdzie, to wnet spacer ulicami Dębicy i kąpiel w Wisłoce będą super surwiwalem.
Jest też przykład ze Starego Sącza, gdzie radni wycofali uchwałę anty-LGBT. Oburzeni tym rajcy PiS uznali, że to „nacisk z Brukseli”, więc jedna z radnych wstała i w proteście odśpiewała… „Bogurodzicę”.
Mają kota? Skądże znowu! Wszak kot to u nas również zwierz polityczny. Tak czy owak, to oprócz tarczy antyinflacyjnej pilnie potrzebna jest nam też tarcza antyinfantylna. By nie powiedzieć wprost, że antyidiotyczna.

Jan Miszczak

16 Responses to "Tarcza antyinfantylna"

Leave a Reply

Your email address will not be published.