Tegoroczne upały i susza spowodowały prawdziwy wysyp os i szerszeni

Strażacy podczas usuwania gniazd os lub szerszeni używają specjalnego stroju chroniącego ich przed użądleniem. Fot. Wit Hadło
Strażacy podczas usuwania gniazd os lub szerszeni używają specjalnego stroju chroniącego ich przed użądleniem. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Strażacy nie są od usuwania gniazd os i szerszeni. Zajmują się tym specjalistyczne firmy.

Upalna pogoda i niezwykle suche lato przyczyniły się do tego, że osy i szerszenie budują większe gniazda, a to z kolei oznacza, że tych owadów jest zdecydowanie więcej. Strażacy z Rzeszowa przyznają, że gdyby mieli wyjeżdżać do wszystkich zgłoszeń dotyczących szerszeni i os, to nic innego nie mogliby robić. Okazuje się, że dzwonienie po strażaków, gdy widzimy gniazdo owadów, nie jest właściwym rozwiązaniem.

– Od tego są prywatne firmy, które za opłatą usuwają gniazda. Są jednak wyjątki, kiedy szerszeniami i osami zajmujemy się my, strażacy – wyjaśnia st. kpt. Grzegorz Wójcicki, rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie.

Do tych wyjątków należą budynki urzędów i państwowych instytucji, na których zagnieżdżą się osy i szerszenie. Tam strażacy usuwają gniazda. – W prywatnych budynkach usuwamy również gniazda, ale jeśli dojdzie do zagrożenia życia lub zdrowia mieszkających tam osób – mówi st. kpt. Wójcicki. – Nie jesteśmy firmą prywatną, a zgłoszeń dotyczących os i szerszeni mamy tyle, że gdybyśmy chcieli wyjeżdżać do każdego z nich, to nic innego byśmy nie robili – dodaje.

Do worka i po kłopocie
Strażacy przyznają, że to często sami ludzie zaniedbują sprawy z gniazdami, bo jak sami mówią, one nie powstają z dnia na dzień, tylko są tworzone przez owady jakiś czas. – A gdy widzimy w domu na wsi gniazdo o szerokości kilkudziesięciu centymetrów, to znaczy, że gospodarz nie obserwował wcześniej należycie domu – mówią strażacy.

Ratownicy twierdzą, że w usuwaniu gniazd jakiejś specjalnej filozofii nie ma. Strażacy zakładają specjalny strój. Nożem lub siekierą odcinają gniazdo i po kłopocie. Co się dzieje z owadami po usunięciu gniazda? – Zamykamy je w workach, a że osy i szerszenie są czułe na wysoką temperaturę, to bardzo szybko giną w tym worku – wyjaśnia st. kpt. Wójcicki.

Tylko sprawna akcja pogotowia uratowała życie mężczyźnie
Jak groźne mogą być szerszenie przekonał się na początku sierpnia 47-letni mężczyzna żeglujący po Jeziorze Solińskim. Został użądlony przez szerszenia. Na ratunek ruszył Wodny Zespół Podstawowy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Rzeszowie. Gdy dopłynęli do łódki, mężczyzna znajdował się w głębokim wstrząsie anafilaktycznym. Miał m.in.: bladą, zimną skórę, był zlany potem. Mężczyzna miał bardzo niskie, ledwo słyszalne ciśnienie, brak tętna na tętnicy promieniowej. Dzięki natychmiastowej pomocy ratowników i odpowiednim lekom po kilku minutach 47-latek odzyskał przytomność. Do szpitala został przetransportowany helikopterem.

Grzegorz Anton

4 Responses to "Tegoroczne upały i susza spowodowały prawdziwy wysyp os i szerszeni"

Leave a Reply

Your email address will not be published.