Telewizyjne odrodzenie beniaminka

Krośnieńscy koszykarze w ćwierćfinale po dwóch porażkach z rzędu, w niedzięlę pokonali Anwil Włocławek. Fot. Wit Hadło
Krośnieńscy koszykarze w ćwierćfinale po dwóch porażkach z rzędu, w niedzielę pokonali Anwil Włocławek. Fot. Wit Hadło

KOSZYKÓWKA. PLK. Nie ważna jak się zaczyna, ważne jak się kończy.

Po dwóch ostatnich porażkach, poniesionych w kiepskim stylu, wczoraj Miasto Szkła Krosno odrodziło się na dobre i na oczach całej Polski – mecz transmitował Polsat Sport – pokonało Anwil Włocławek 78:71 (13:27, 22:17, 19:6, 24:21)
– Nie możemy mówić o jakimś kryzysie, co najwyżej lekkim dołku – przekonywał przed niedzielnym meczem Michał Baran, trener podkarpackiego beniaminka. Słowa te nie miały jednak odzwierciedlenia w inauguracyjnej kwarcie, w której gospodarze na tle rywala prezentowali się niczym dzieci we mgle. Wszystko wskazywało na to, że problem krośnieńskiej drużyny jest głębszy i przegra ona kolejny mecz. Innego zdania byli jednak główny zainteresowani, czyli sami koszykarze, którzy jeszcze przed przerwą odrobili część strat. Wreszcie przypomniał sobie, jak dziurawi się kosz rywala najskuteczniejszy gracz Miasta Szkła, Chris Czerapowicz, który ostatnio zawodził. Wczoraj także długo nie mógł znaleźć wspólnego języka z piłką, ale gdy to już zrobił, rywale byli bezradni. Miejscowi dali koncert zwłaszcza w III kwarcie, dzięki czemu w 29. min po dwóch celnych rzutach Dariusza Wyki wyszli na prowadzenie (52:50), którego nie oddali już do końcowej syreny. – Trzecia kwarta była doskonała, zero strat i tylko 6 punktów zdobytych przez rywali – chwalił swoich podopiecznych Michał Baran. Wprawdzie w IV odsłonie, goście kilka razy doprowadzili do remisu (59:59, 62:62 i 65:65), jednak chwilę później krośnianie odskoczyli na 3 „oczka” po celnym rzucie Royce’a Woolridge’a. Potem swoje dorzucił Czerapowicz i miejscowi mieli już 6 punktów w zapasie (71:65). Tych strat przyjezdni nie byli w stanie zniwelować i krośnianie mogli się cieszyć z 12 zwycięstwa w tym sezonie, które pozwoli im w dobrych humorach udać się do Warszawy na finałowy turniej Pucharu Polski (16 – 19 lutego). – Trochę tremy było, szczególnie w pierwszej kwarcie wczorajszego meczu, ze względu na ostatnie porażki oraz mecz telewizyjny. Ostatnie treningi były dla nas męczarnią, każdy miał w głowie to, że wypuściliśmy z rąk dwie wygrane. Zwycięstwo nad takim rywalem to frajda i nagroda dla zawodników, trenerów za ciężką pracę, ale także dla klubu i miasta. Na pewno wzmocniło nas psychicznie – dodał Michał Baran. – Przestaliśmy grać w drugiej połowie to, co przynosiło efekty w pierwszej kwarcie. W drugiej części popełniliśmy horrendalnie dużo błędów. To jest niewybaczalne. Nie po to jechaliśmy do Krosna dziewięć godzin autokarem – mówił przed kamerami TV Kamil Łączyński, zdobywca 4 punktów dla Anwilu, który w sezonie 2012/2013 bronił barw drużyny z Krosna.

mj

Leave a Reply

Your email address will not be published.