Terroryści mogą zaatakować w Polsce

Płk. rez. Sławomir Adamczyk - do 2006 oficer Żandarmerii Wojskowej. Współtwórca i pełnomocnik Instytutu Analizy Ryzyka oraz wykładowca Katedry Bezpieczeństwa WSIiZ w Rzeszowie. Ekspert w zakresie rozpoznawania zagrożeń, oceny ryzyka, przestępczości zorganizowanej i transgranicznej, zarządzania kryzysowego oraz zwalczania terroryzmu. Czynny zawodowo detektyw i kwalifikowany pracownik ochrony, koordynujący ochronę VIP-ów. Autor dedykowanych programów profilaktycznych z zakresu przeciwdziałania przestępczości i patologiom oraz demoralizacji młodzieży. Fot. Paweł Bialic
Płk. rez. Sławomir Adamczyk – do 2006 oficer Żandarmerii Wojskowej. Współtwórca i pełnomocnik Instytutu Analizy Ryzyka oraz wykładowca Katedry Bezpieczeństwa WSIiZ w Rzeszowie. Ekspert w zakresie rozpoznawania zagrożeń, oceny ryzyka, przestępczości zorganizowanej i transgranicznej, zarządzania kryzysowego oraz zwalczania terroryzmu. Czynny zawodowo detektyw i kwalifikowany pracownik ochrony, koordynujący ochronę VIP-ów. Autor dedykowanych programów profilaktycznych z zakresu przeciwdziałania przestępczości i patologiom oraz demoralizacji młodzieży. Fot. Paweł Bialic

SuperWywiad ze Sławomirem Adamczykiem z Instytutu Analizy Ryzyka.

– Po ostatnich wydarzeniach w Londynie mieszkańcy polskich miast ciągle mogą spać spokojnie?
– W całej Europie rośnie ryzyko, a skoro granice są otwarte, to i w Polsce może dojść do ataku terrorystycznego. Nie wiem, dlaczego mielibyśmy być wyjątkiem.

– A nie ratuje nas to, że jesteśmy na peryferiach? Zamach w wielkiej, bogatej stolicy świata zachodniego to większy rozgłos niż zamach w Warszawie, o istnieniu której nie wszyscy wiedzą.
– Nie zgadzam się. Może Warszawa dla światowych mediów jest mniej atrakcyjna niż Londyn, ale atak w stolicy Polski dla napastników też miałby niebagatelne propagandowe znaczenie. Oznaczałby bowiem rozszerzenie ich pola działania. Czyż nie jest tak, że jak dojdzie do zamachu tam, gdzie wcześniej było spokojnie, nie zaczynamy z trwogą pytać: które z miast będzie następne?

– Baliśmy się, że coś złego może się stać podczas Światowych Dni Młodzieży. Było spokojnie, ale chyba dalsza ostrożność nie zaszkodzi?
– Nie możemy dać się uśpić. To byłby największy błąd. Poza tym nie wiemy, jak wiele ataków udaremniły polskie służby. Być może z pomocą specjalistów z zagranicy, bo ta współpraca układa się całkiem dobrze.

– Polskie służby są przygotowane, by przeciwdziałać terroryzmowi?
– Znajdują się na przyzwoitym poziomie, ale nadal mają sporo do zrobienia. Myślę, że wszyscy oczekujemy, iż służby będą się doskonaliły, a państwo przeznaczało więcej pieniędzy na bezpieczeństwo. Sęk w tym, że nie chodzi tylko o zakup sprzętu, poprawa powinna nastąpić w samym sposobie myślenia o zagrożeniach. Choć i tak nic nie zastąpi pracy z osobowymi źródłami informacji. To stamtąd pochodzą najbardziej cenne i wiarygodne dane.

– Trzykrotnie deportowany z Niemiec pierwszy Polak walczący w szeregach Państwa Islamskiego (ISIS), który przyjął imię Abu Bakr Al Sham, nie był specjalnie niepokojony przez polskie służby i ostatecznie czmychnął z naszego kraju.
– Cóż, błędy popełniali również Francuzi albo Brytyjczycy, wypuszczając przyszłych zamachowców. Generalnie jednak w polskich służbach za często dochodzi do wymiany kadr. To nie wpływa na atmosferę i, co gorsza, destabilizuje pracę. Czasem na przeszkodzie stają uwarunkowania prawne. Wiedza operacyjna to jedno, a sąd – drugie. W skrócie: nie ma twardych dowodów, nie ma sprawy. I podejrzany delikwent wychodzi na wolność.

– Przyzwyczailiśmy się, że bomby wybuchają w Kabulu i Bagdadzie, ostrzega się nas przed wakacjami w Tunezji czy na Bliskim Wschodzie. Ale jak przywyknąć do myśli, że szaleńcy stoją pod naszymi domami? Że wyjście do restauracji albo na spacer jest ryzykowne, bo może nadjechać znienacka wielka ciężarówka?
– Byliśmy przyzwyczajeni do terroryzmu przez duże T: broń, bomby, porwania samolotów. Natomiast teraz bardzo często napastnicy działają z użyciem pospolitych, powszechnie dostępnych narzędzi, takich jak samochód, nóż albo młotek. Niekoniecznie są to radykalni muzułmanie, lecz autentyczni “szaleńcy”. Podczas zajęć ze studentami, w odniesieniu do rozpoznawania zagrożeń, że coś może się zdarzyć – stosuję przewrotne pytanie: dlaczego nie? Dlaczego nie u nas? Nie wobec Ciebie, twojego bliskiego? W tych okolicznościach, miejscu, itp.? Apeluję, żebyśmy mieli oczy i uszy szeroko otwarte i współdziałali. Ostrzegajmy się w pracy, na uczelni, na osiedlu mieszkaniowym. Współpracujmy z policją. Wiem, że Polakom to się źle kojarzy, ale czasy się zmieniły. To o czym mówię nie jest donosicielstwem, lecz obowiązkiem dojrzałego obywatela.

– Antyterroryści brytyjscy, którzy od 2013 roku udaremnili 18 spisków terrorystycznych, a obecnie prowadzą pół tysiąca dochodzeń, zlekceważyli sygnały od sąsiadów, a nawet rodzin młodych radykałów. Efekt? 31 niewinnych ofiar w Manchesterze i Londynie…
– Ten brak zaufania do własnych obywateli to mało budujący przykład. Jednak zrzucałbym to na karb ludzkiej niefrasobliwości, może nawet zaniechania, za co może grozić odpowiedzialność karna. Najważniejsze jednak, żeby wykształcić dobre nawyki wśród społeczeństwa, a brytyjscy obywatele egzamin zdali. Funkcjonariusze publiczni, mówię też o urzędnikach różnego szczebla, mają obowiązek dbać o nasze bezpieczeństwo. Do naszych obowiązków należy szybka reakcja i zgłaszanie patologicznych zachowań. I nie chodzi tylko o terroryzm, lecz o pijanego kierowcę albo kogoś, kto stosuje przemoc domową.

– Ostatnie zamachy na Wyspach wstrząsnęły rządem i premier Theresą May, bo to ona, kilka lat temu, wysłała na bezrobocie 20 tysięcy policjantów. Dla Polaków szokujące mogą być inne dane: w Wielkiej Brytanii na 123 tysiące policjantów zaledwie 5,5 tysiąca posiada uprawnienia do posługiwania się bronią.
– Wynika to z tradycji. Poczciwy “bobbies” przeprowadził staruszkę przez jezdnię,
a chuliganom pogroził palcem. Sęk w tym, że czasy się zmieniły i to już nie wystarcza. Na szczęście w Polsce policjanci ruszają na patrole uzbrojeni. Są zresztą coraz lepiej wyposażeni, choć powinni być też coraz lepiej szkoleni, np. w kwestii posługiwania się bronią w miejscach publicznych, a nawet w tłumie.

– Może Pan mi wytłumaczy, co ciągnie młodych Europejczyków do świata islamu? Raczej nie pieniądze, bo Państwo Islamskie w czasach swojej świetności płaciło 900 dolarów miesięcznego żołdu. Dane są przerażające, na dżihad na Bliski Wschód wybrało się np. 850 Brytyjczyków.
– Decyduje kilka czynników. Pochodzenie – ci ludzie mieszkają na Zachodzie, ale korzenie mają arabskie. Brak akceptacji we własnym środowisku – w Europie są na marginesie, w Państwie Islamskim mogą się stać kimś. Przejście ze świata wirtualnego do realnego – to niezwykle silna pokusa zrobienia czegoś naprawdę. Służąc ISIS można postrzelać i zobaczyć strach w oczach drugiego człowieka. Zauważmy, że na dżihad ruszają często mężczyźni z dobrych rodzin, absolwenci elitarnych szkół, którzy są zmęczeni swoim dotychczasowym “grzecznym” życiem. Pobudki są różne, są przecież osoby, które mają skłonności do podejmowania ryzyka. Swoje potrzeby zaspokajali w sportach ekstremalnych albo grając w kasynie za wielkie stawki. Wszyscy oni mają jedną cechę wspólną: pragną wyjść z cienia. A jak np. “wysadzą się” w spektakularnej akcji to być może przejdą nawet do historii.

– Znany dziennikarz śledczy Witold Gadowski mówi wprost: Państwo Islamskie to raj dla psychopatów z całego świata, a przy okazji maskarada. Ludzie tam jadą, zapuszczają brody, udając wielkich islamistów i hulaj dusza, można gwałcić i zabijać.
– Świat już to przerabiał: druga wojna światowa, Wietnam, Jugosławia…Gdy z ludzi spuścić hamulce, są zdolni do rzeczy strasznych. Też uważam, że radykalizm walczących w Państwie Islamskim nie wynika wcale z wiary, a jeśli tak, to mielibyśmy do czynienia z kompletnym niezrozumieniem zagadnienia. Bo to nie jest tak, że zły jest Islam, tylko ludzie. W Polsce od wieków, w symbiozie z innymi, żyje zasymilowana społeczność tatarska. Traktujemy ich jak swoich, a przecież to też muzułmanie.

– Ja tu dostrzegam niebywałą wręcz hipokryzję polityków. Taka Wielka Brytania sprzedaje broń Arabii Saudyjskiej, która niemal otwarcie wspiera terroryzm. Z kolei Amerykanie finansowali w Afganistanie Osamę Bin Ladena i jego mudżahedinów, a potem w latach 90. – chcąc czerpać zyski z ropy i gazu – Talibów. Przykłady można mnożyć.
– Hipokryzja tak, ale również interes ekonomiczny, polityczny i militarny państw oraz partii, które w danej chwili są u władzy. Gorzej, że nie przewiduje się skutków tego rodzaju działań. Ta krótkowzroczność sprawia, iż potem mamy Al Kaidę wyszkoloną przez Amerykanów, oficerów Saddama Husajna będących mózgiem Państwa Islamskiego albo anarchię po Arabskiej Wiośnie. Zachód myślał, że rozbijając stare struktury wprowadzi tam demokrację w zachodnim stylu, lecz się ogromnie przeliczył. Władzę przejęli wojskowi dyktatorzy albo religijni fanatycy.

– Tylko dlaczego siły wolnego świata nie mogą się zjednoczyć i zabić przywódców ISIS zarażających ideą kalifatu? Nikt mnie nie przekona, że to niebywale skomplikowana operacja.
– Cóż, interesy mocarstw bywają rozbieżne. Poza tym, powiedzmy sobie szczerze, w miejsce zlikwidowanych przywódców Państwa Islamskiego pojawią się nowi radykałowie. Zabicie tych ludzi nie sprawi, że cała idea dżihadu rozsypie się i na świecie zapanuje pokój.

– Jak to wszystko się skończy?
– Musimy być przygotowani na długą walkę na wielu frontach. Pojawiają się nowe zagrożenia, jak cyberprzestępczość i cyberterroryzm. Jesteśmy coraz bardziej zależni od sieci, a blokowanie stron, wykradanie danych osobowych, pieniędzy z banków to codzienność. Ba, doszło do tego, że z pomocą mediów społecznościowych można wpływać na wybory w USA! Nietrudno mi sobie wyobrazić, iż w podobny sposób wywołuje się panikę wśród tysięcy ludzi. Powtarzam więc: wszyscy musimy “ciągnąć wózek” w tą samą stronę, w pojedynkę nie pokonamy terrorystów. Świat nie raz i nie dwa znajdował się w opałach, ale zawsze wychodził z tego obronną ręką. Skoro daliśmy radę totalitaryzmom, poradzimy sobie i tym razem.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

7 Responses to "Terroryści mogą zaatakować w Polsce"

Leave a Reply

Your email address will not be published.