
II LIGA. Nie do wiary: Siarka nie potrafi strzelić gola Resovii w Rzeszowie od… 2003 roku!
Piłkarze z Tarnobrzega mają dwa razy więcej punktów od beniaminka z Rzeszowa, ale w tym momencie wyżej stoją akcje gospodarzy. Apklan Resovia zamierza sięgnąć po trzecie z rzędu zwycięstwo.
Siarka rozpoczęła sezon w imponującym stylu, wygrała m.in. z aktualnym liderem Olimpią Grudziądz, jeszcze niedawno sama spoglądała na konkurencję z 1. miejsca w tabeli. Od dwóch tygodni ten zespół notuje jednak spadek formy. – Pierwsze symptomy tego, że dzieje się coś niedobrego, widoczne były w Wejherowie, gdzie zremisowaliśmy 1-1. Potem przegraliśmy 0-2 z ROW-em Rybnik po zdecydowanie najsłabszym meczu u siebie. Problem tkwi w głowach zawodników. Mam nadzieję, że do soboty uporamy się z kryzysem. Bo w sporcie sztuką jest podnieść się po porażce. Po tym poznaje się prawdziwą drużynę. Resovia sobie poradziła, bardzo to doceniam – przyznaje Włodzimierz Gąsior, szkoleniowiec Siarki.
Niemoc siarkowców
Tarnobrzeżanie we wspomnianym spotkaniu z ROW-em przegrali mnóstwo bezpośrednich pojedynków. Rywal przebił ich też agresywnością. – To było kluczowe dla wyniku – podkreśla Gąsior. – Resoviacy słyną z nieustępliwości i ambicji. Jeśli nie zaprezentujemy tych samych walorów, będzie źle.
Jednak Resovia to nie najlepszy przeciwnik na przełamanie. Dziennikarz Sławomir Strzałka przypomniał, iż ostatnim piłkarzem Siarki, który strzelił gola “pasiakom” na ich terenie był Wojciech Pszeniczny. Miało to miejsce 15 lat temu! Od tamtej pory tarnobrzeska drużyna grała na boisku Resovii czterokrotnie, a wyniki mówią za siebie: 0-4, 0-0, 0-2, 0-1. W połowie czerwca rzeszowianie rozbili rezerwy Siarki 6-1 w finale okręgowego Pucharu Polski. – Faktycznie, nie mamy dobrych wspomnień. To jednak przeszłość. W sobotę zaczniemy pisać nowy rozdział. Mam przeczucie, że będziemy świadkami ciekawego widowiska. Obie drużyny starają się grać kombinacyjny futbol – prorokuje Włodzimierz Gąsior.
Nie pieją z zachwytu
W rzeszowskim obozie panuje radość, ale… umiarkowana. – To nie jest tak, że nagle świat wydał się nam wszystkim przyjazny i kolorowy. W szatni cały czas panował spokój. Wiedzieliśmy, że wygrana jest kwestią czasu, dlatego teraz nikt nie pieje z zachwytu po zwycięstwach nad Błękitnymi i Pogonią – podkreśla Szymon Grabowski, opiekun Resovii, który z zadyszki Siarki nie wyciąga daleko idących wniosków. – Ostatnie mecze wskazują, iż Siarka może mieć większy problem niż my, lecz ostrzegam przed takim myśleniem. Rywal ma mocny skład, jeszcze niedawno był na szczycie tabeli.
Gospodarze wciąż muszą sobie radzić bez chorego Szymona Kalińca, do meczowej kadry wraca natomiast rekonwalescent Paweł Hass. To zwiększy pole manewru w ofensywie. Resoviacy wiedzą, że nie wolno im spuścić z oka Kamila Raduljego. Reżyser Siarki strzelił już 4 gole, świetnie podaje i z chirurgiczną precyzją wykonuje rzuty wolne. – Ostatni raz w tak wybornej formie znajdował się, gdy prowadziłem Stal Mielec, a więc ładnych kilka lat temu – chwali swojego lidera Włodzimierz Gąsior. – Doceniam Kamila i jego wielki wpływ na grę Siarki. Liczę jednak, iż to on będzie miał kłopot z naszymi pomocnikami – odpowiada trener Resovii.
APKLAN RESOVIA – SIARKA
sobota, godz. 16 (Stadion Miejski)
Tomasz Szeliga


