
PIŁKA NOŻNA. Trener Siarki Tarnobrzeg, Tomasz Tułacz, o zmarnowanej szansie na awans, kulejącym szkoleniu młodzieży i o tym, że Siarka to nie Real drugiej ligi.
– Siarka została najlepszą podkarpacką drużyną, na zaplecze ekstraklasy jednak nie awansowała. Jest pan rozczarowany?
– Oczywiście, jak każdy w zespole. W pewnym momencie byliśmy przecież liderem, mieliśmy 9 punktów przewagi. Mimo wszystko to był jednak udany sezon. Budowałem zespół na zgliszczach, przecież poprzedni sezon Siarka ukończyła na ostatnim miejscu. Dlatego celem było znalezienie się w ósemce, która zapewniała grę w nowej II lidze. Ten cel ewoluował w trakcie sezonu, gdy okazało się, że możemy się włączyć do walki o awans. Niestety, na finiszu wpadliśmy w dołek i szansa przepadła.
– Skąd się wzięła ta zadyszka?
– Mieliśmy problemy zdrowotne. Ze Stalą Stalowa Wola zagraliśmy bez kluczowych środkowych pomocników. Po tym meczu głowy zaczęły pracować inaczej. Różnica punktowa topniała i nie wszyscy sobie z tą sytuacją poradzili. Pierwszoligowe Górnik Łęczna i GKS Bełchatów w końcówce sezonu też przegrały trzy spotkania z rzędu, ale szczęśliwie dla nich trzeci zespół tabeli nie wygrał siedmiu kolejnych meczów. U nas Wigry zanotowały niesamowitą serię.
– Którego meczu na finiszu żałuje pan najbardziej? Z Pogonią Siedlce?
– Byliśmy lepsi i powinniśmy wygrać, ale zawiodła skuteczność. Kilka osobnych zdań należy się sędziemu. Podejmował takie decyzje, że ręce opadały. Staram się nie krytykować arbitrów, ale ewidentnie nie radzą sobie z presją publiczności w II lidze. Mecze ogląda najczęściej 500-1000 kibiców, gdy przyjdzie ich trzy razy więcej, sędziowie zaczynają tracić głowę.
– Część kibiców Siarki ma do piłkarzy wielkie pretensje. Oględnie rzecz ujmując, uważają, że zawodnicy za mało się starali walcząc o I ligę.
– Kibice mają prawo do wyrażania własnych opinii, ale nie mogą zarzucać piłkarzom, że ci nie chcieli. To niesprawiedliwe, wielu chłopaków wychodziło na boisko ryzykując pogłębieniem kontuzji. Kibice chcieliby, żeby Siarka opierała skład na swoich wychowankach, ale zapominają, iż pod względem szkolenia Tarnobrzeg został w tyle za Mielcem, Rzeszowem czy Krosnem. Temat zaniedbano i wszystko trzeba odbudowywać.
– Powoli to się już dzieje…
– Gdy obserwowałem mistrzostwa świata tarnobrzeskich przedszkoli, czternaście zespołów, setki dzieciaków w akcji, to serce się radowało. W tym mieście jest boom na piłkę, sprawy idą w dobrym kierunku, ale trzeba czasu, żeby zespół seniorów oprzeć na swoich ludziach.
– Już wiemy, że z Siarki odchodzi 5 zawodników. Szykuje się rewolucja kadrowa?
– Skądże. Pożegnaliśmy piłkarzy, którym kończą się kontrakty albo wypożyczenia. Takiego Damiana Burasa chcieliśmy zatrzymać, lecz Wisła Kraków się nie zgodziła. Rotacja w składzie musi być i zostanie przeprowadzona na zdrowych zasadach. W Siarce nie tworzymy kominów płacowych, a ci, którzy opowiadają, że jesteśmy Realem drugiej ligi, nie mają o niczym pojęcia.
– Poznaliśmy już plan sparingów. A tam niespodzianka – potyczka z Rubinem Kazań albo Zenitem Sankt Petersburg. Jakim cudem?
– Jeśli zagramy, to raczej z Rubinem. Konkretnie, z zespołem rezerw, ale szalenie mocnym. W Kazaniu mają podobno najlepszą akademię piłkarską, a Rubin II poradziłby sobie w naszej ekstraklasie. Rosjanie przyjeżdżają do Kielc na zgrupowanie, dziś nie możemy potwierdzić, że mecz dojdzie do skutku. Szanse są 50 na 50.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


