
„To jest cudowny czas dzielenia się dobrem. Jesteście kochani, Gdańsk jest najcudowniejszym miastem na świecie! Dziękuję wam!” zdążył powiedzieć Paweł Adamowicz i chwilę później nóż zamachowca przeciął mu aortę i wykrwawił na śmierć.
I nagle ta przecięta aorta zaczęła wtedy gdzieś tam z nieba dostarczać więcej tlenu do naszych zubożałych szarych komórek. Przez krótką chwilę wszyscy, prawie wszyscy poczuliśmy siłę wspólnoty.
Pamiętam ten niezwykły wieczór, gdy w ciszy, w milczeniu spotkali się ludzie z każdego zakątka polskiego piekła, z każdej strony wszelkich możliwych barykad.
Spotykali się, palili świece i płakali. Wspólnie.
Zgasły wtedy świąteczne światełka na rzeszowskim Rynku, gdzieś z boku skromnie stanął portret Pawła Adamowicza, a u jego stóp rósł dywan płonących świateł.
Tłum milczał zalany łzami.
Ktoś cichuteńko zaintonował hymn i to były najsmutniejsze cztery zwrotki, jakie słyszałem w życiu – wyśpiewane piano i przez łzy kilkuset zgromadzonych osób. Ktoś odmawiał „Wieczne odpoczywanie”, ktoś inny drżącą dłonią kreślił znak krzyża, reszta po prostu milczała.
Kiedy rozdawałem zapominalskim świeczki i ktoś zapytał, czy sprzedaję i za ile – nikt z tłumu nawet nie zdążył fuknąć, kiedy usłyszałem: przepraszam.
Taki inny świat.
Lepszy.
Wspólny.
Wspólnie bowiem poczuliśmy też wstręt i obrzydzenie do nienawiści, która podzieliła ten kraj i w efekcie sprowadziła nań tę tragedię.
Tragedię, która tak dotleniła nas dobrocią.
Nie wszystkich.
I tylko na chwilę.
Wtedy po raz pierwszy dotarła do mnie tak namacalnie ta śmierć, ta potworna bezsensowna tragedia i człowiek – człowiek który zostawił zrozpaczoną rodzinę, jakieś niezałatwione sprawy, życie – może niewykorzystany rodzinny bilet do kina, telefon do brata, ojca, spotkanie z przyjaciółmi, wizytę u dentysty …
Zostawił takie zwyczajne, normalne życie – jak wszyscy mówią dobry człowiek. Bardzo dobry.
I pomyślałem – jak szybko się to skończy.
I jakie to nadaremne…
Następnego dnia na wpis do księgi kondolencyjnej czekałem w kolejce jakieś 10 minut, a kiedy ją otworzyłem zobaczyłem taki obrazek i przypomniałem sobie słowa prezydenta Pawła Adamowicza: „Ten jest zboczony, który sieje nienawiść, ten jest zepsuty, który odnosi się do drugiego z wrogością, trzyma rękę wyciągniętą w nienawiści, chce rzucić kamieniem, chce potraktować go pałką, ten który mówi złe słowa, złą energię wysyła do drugiego człowieka, ten jest, przepraszam, zboczony. My jesteśmy najnormalniejsi na świecie.”
PS Dzisiaj, 14 stycznia, o godz. 18 na rzeszowskim Rynku – jak co roku – zapłoną światła ułożone w kształt serca i każdy będzie mógł oddać cześć pamięci prezydenta Pawła Adamowicza.
Redaktor naczelny Super Nowości, Jakub Karyś



12 Responses to "To było trzy lata temu"