To coś więcej, niż kolorowa zabawka

Jakub Kipa ma 19 lat, należy do ścisłej czołówki zawodników specjalizujących się w speedcubingu, czyli w układaniu kostki Rubika na czas. Jest mistrzem świata i mistrzem Europy, specjalizuje się w układaniu kostki stopami. Mieszka w Mielcu. Fot. Grzegorz Kipa
Jakub Kipa ma 19 lat, należy do ścisłej czołówki zawodników specjalizujących się w speedcubingu, czyli w układaniu kostki Rubika na czas. Jest mistrzem świata i mistrzem Europy, specjalizuje się w układaniu kostki stopami. Mieszka w Mielcu. Fot. Grzegorz Kipa

SuperWywiad Z mielczaninem Jakubem Kipą, rekordzistą świata w układaniu kostki Rubika stopami.

– Dlaczego stopy?
– Jak zaczynałem się interesować kostką, to zauważyłem, że rekord Polski w tej konkurencji jest całkiem OK, ale nie rangi światowej. Spróbowałem się do niego zbliżyć, aż po pewnym czasie go pobiłem. Następnie za cel obrałem sobie rekord świata.

– Udało się?
– Oczywiście. Po trzech latach pobiłem pierwszy, potem go straciłem, ale na szczęście teraz oba należą do mnie.

– Ile wynoszą te rekordowe czasy?
– Pojedyncze ułożenie: 20.57 sek., średnia z 3 ułożeń: 28.16 sek.

– Jak długo trzeba trenować, by ułożyć kostkę stopami w czasie poniżej 21 sekund?

– To indywidualna sprawa, wszystko zależy od czasu poświęconego na praktykę. Mnie dojście na taki poziom zajęło 2 – 3 lata.

– Jestem pod wrażeniem. A czy miał pan jakieś momenty zwątpienia, chciał tę całą kostkę rzucić w diabły?
– Nigdy. To moja pasja, nieważne, co się zdarzy, układanie kostki zawsze będzie mi sprawiało przyjemność. Jak straciłem rekord świata, poczułem dodatkową motywację, żeby ćwiczyć i odzyskać tytuł.

– Układa pan też kostkę w sposób klasyczny, a nie korciło pana, żeby spróbować np. jedną ręką albo z zamkniętymi oczyma?
– Układam również jedną ręką i bez patrzenia, ale nie na wysokim poziomie (śmiech).

– Skąd fascynacja kostką Rubika? Dzieciaki to raczej „łupią” w gry komputerowe…
– Też grałem, ale kostka zwyciężyła. W tym wszystkim rajcuje mnie głównie rywalizacja, a nie sama łamigłówka.

– Zgaduję, że odkrył pan kostkę przez przypadek. Ktoś ją panu podrzucił?
– Strzał w dziesiątkę! Byłem na obozie pływackim, kiepska pogoda zmusiła mnie do siedzenia w pokoju. Trener przyniósł mi kostkę, żebym się nie nudził i złapałem bakcyla. Po powrocie do domu postanowiłem, że się nauczę, a potem już poszło.

– Australijczyk Feliks Zemdegs, do którego należy większość rekordów, zainteresował się kostką po obejrzeniu kilku poradników na YouTube. A pan w jaki sposób poznawał tajniki kostki?
– Też szukałem różnych tutoriali w Internecie. Pomogły mi. Później trafiłem na filmy, gdzie ludzie układali kostkę w około 10 sekund. Stwierdziłem, że też tak mogę. Co prawda „chwilkę” mi zajęło dojście na taki poziom, lecz ciężka praca opłaciła się.

– Gdzie leży klucz do ułożenia kostki? Tych kombinacji uczy się na pamięć?
– Istnieją metody, które pokazują kolejne etapy układania. Na pamięć trzeba się nauczyć dosłownie sześć algorytmów, aby ułożyć kostkę. Odpowiednio więcej, żeby układać szybciej. Kombinacji jest, uwaga, 43 tryliony i zapamiętanie ich jest niemożliwością.

– Ponoć wszystkie z nich można rozwiązać w maksymalnie 20 ruchach – to tzw. numer Boga. Ile osób na świecie jest w stanie go wykonać?
– Z pewnością sporo, ale żeby znaleźć takie rozwiązanie trzeba mieć dużo czasu. Konkurencja Fewest Moves posiada 60-minutowe ograniczenie czasowe, dlatego rekord świata wynosi 19 ruchów. Niewiele osób zbliżyło się do granicy 20…

– Rozumiem, że zawodnik, który już tego dokona, pilnie strzeże tajemnic „kombinacji Boga”?
– Hmm, ciężko to wytłumaczyć komuś, kto nie układa kostki. Ale raczej nie jest to coś zakazanego. Mało tego, ludzie bardzo chętnie dzielą się swoją „instrukcją”.

– Kostka, którą pan układa, to taka zwykła kostka ze sklepu za 34 zł?
– Aktualnie tak. Wszystko zależy od tego, jak się ją „wyrobi”. Trzeba kilkudziesięciu tysięcy ułożeń, żeby ruszała się naprawdę dobrze. Wkrótce zmieniam sprzęt na droższy, więc lepszy, bo jednak robi mi to dużą różnicę przy czasach – plus minus 7sekund.

– Został pan właśnie mistrzem świata. Czy triumf w Paryżu miał dla pana szczególne znaczenie?
– Jeśli chodzi o czas, to był on bardzo słaby jak na moje możliwości. Niestety, stres wygrał i nie poprawiłem rekordu świata, ale mam nadzieje, że uda mi się to w najbliższym czasie. Same zawody tylko na pozór były takie same, jak inne. Schemat ich prowadzenia nie różnił się od pozostałych, lecz już liczba zawodników i ogrom sali sprawiły, że zwycięstwo smakowało wybornie. Ponad 1000 zawodników z 70 krajów – to wszystko sprawia, że speedcubing z roku na rok wygląda bardziej profesjonalnie, a nie tylko jak układanie kolorowej zabawki. Dla mnie najistotniejsze, że po dwóch latach odzyskałem tytuł!

– Żeby układać kostkę, trzeba mieć ścisły umysł? Zna pan jakiegoś humanistę, który osiąga sukcesy na tym polu?
– Myślę, że jestem dobrym przykładem (śmiech). Ale fakt, większość osób zajmujących się kostką wyczynowo, to umysły ścisłe. Jakie to środowisko? Układam kostkę od 8 lat, z tymi, z którymi poznałem się na początku wciąż utrzymuję bliski kontakt, bo są świetnymi ludźmi. 99 procent jest bardzo pomocna, nigdy nie spotkałem się z czymś takim jak zawiść, co z kolei jest częstym zjawiskiem w środowisku pływaków. Kobiet układających kostkę jest mało, lecz widać, że i one zaczynają się nią interesować. No i jeszcze jedno: w większości mówimy o ludziach bardzo młodych, średni wiek zawodnika wynosi 15 lat.

– Czyżby starsi uważali, że to mało poważne zajęcie?
– Większość rzuca kostkę, bo nie da się z tego utrzymać. Niewiele osób na świecie zarabia na tym wystarczająco dobre pieniądze.

– Dużo jest w tym środowisku autystyków?
– Nie wiem, czy jest ich dużo, ale są. Bywa zresztą, że posiadają większe predyspozycje. Idealny przykład to Max Park z USA, który wygrał główną konkurencję WC 17, czyli klasyczną 3×3.

– Polacy od lat znajdują się w światowej czołówce, w Paryżu reprezentacja liczyła aż 32 osoby. Z jakiego powodu jesteśmy tak dobrzy w układaniu kostki?
– Nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Po prostu P(r)oland!

– Nie tylko pan reprezentuje Podkarpacie. Wojciech Knott z Rzeszowa został złotym i srebrnym medalistą.
– Wojtek to świetny, wszechstronnie utalentowany zawodnik i kapitalny kolega.

– Organizatorzy ostatnich MŚ przygotowali pulę nagród w wysokości 21 tysięcy euro, za zwycięstwo można było zgarnąć nawet 3 tysiące euro. Rozumiem, że przywiezie pan do Mielca nie tylko wspomnienia?

– No właśnie, nie mogę tak powiedzieć i bardzo nad tym ubolewam… Nagrody pieniężne za poszczególne konkurencje dzielone są według uznania organizatorów. Jeśli chodzi o moją konkurencję 3×3 with feet są one najniższe i pozwolą mi pokryć ledwie połowę kosztów wyjazdu.

– Czyli dla pana to raczej pasja, dzięki której może pan np. zwiedzić świat, aniżeli sposób na życie?
– Można tak powiedzieć, dzięki kostce zobaczyłem trochę świata. Choć mam nadzieję, że w przyszłości uda mi się utrzymać z tego, co uwielbiam robić.

– Widziałem pana występ w programie Mam Talent. Jak skończyła się tamta przygoda?
– Mimo że dostałem 3 razy „tak”, nie zakwalifikowałem się do finałowej 40-tki. Nałożyły mi się terminy i nie mogłem przyjechać na casting, który odbywał się w Warszawie już bez udziału kamer. Jeśli chodzi o kuchnię tego show, potwierdziło się to, czego się spodziewałem – telewizja kłamie i to bardzo (śmiech). Wszystko co widzimy na antenie jest małym urywkiem tego, co się dzieje na scenie i wokół. Tutaj mój szacunek dla realizatorów, bo nawet najgorszy występ potrafią dobrze opakować i sprzedać. Sam udział w programie to bardzo ciekawe doświadczenie.

– Stał się pan rozpoznawalny. Ktoś dba o to, żeby sodówka nie uderzyła panu do głowy?
– Ha ha, nie sądzę, żebym potrzebował kogoś takiego. Ci co mnie bliżej znają, to wiedzą, ale jeśli już mogę, to powiem, że rodzice. Ogromnie mnie wspierają i głównie dzięki nim jestem tu, gdzie jestem.

– Co pan lubi robić poza układaniem kostki?
– Uwielbiam podróżować, czytam książki, w wolnym czasie jeżdżę na rowerze i gram w koszykówkę. Właśnie wybieram się na studia, na japonistykę.

– O proszę, ciekawy kierunek! Co pana ciągnie do Kraju Kwitnącej Wiśni?
– Kultura, kuchnia – wszystko!

– Jestem w stanie sobie wyobrazić, że człowiek układający kostkę stopami w 20 sekund poradzi sobie z alfabetem japońskim.
– Na razie znam pojedyncze znaki, ale mam nadzieję, że od października się to zmieni (śmiech).

***
Kostka Rubika powstała w 1974 roku. Jej pomysłodawca – węgierski architekt Ernö Rubik – chciał za jej pomocą rozwijać wyobraźnię przestrzenną u studentów. Sam po raz pierwszy układał ją ponad miesiąc. Kostka szybko okazała się ogromnym hitem na całym świecie – łącznie sprzedano ponad 450 milionów egzemplarzy, co oznacza, że posiada ją 5,8 proc. światowej populacji. To czyni ją najlepiej sprzedającą się zabawką wszechczasów. Łamigłówkę rozwiązują m.in. piosenkarz Justin Bieber, aktorzy Will Smith i Chris Pratt czy piłkarz reprezentacji Hiszpanii David Silva.

Rozmawiał TOMASZ SZELIGA

Leave a Reply

Your email address will not be published.