
sił, by dotrzeć do celu… Fot. Agnieszka Skarbowska
Agnieszka Skarbowska, współpracowniczka Super Nowości, kilka dni temu pojechała jako wolontariuszka na Ukrainę, by przywieźć stamtąd osoby, które same nie mogą się wydostać. Opowiada nam o tym, jak wygląda dzisiejszy Lwów, który w niczym nie przypomina miasta sprzed kilku tygodni.
– Kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, my skupieni w Turystycznej Organizacji Otwartej od razu postanowiliśmy, że musimy pomóc wydostać się z Ukrainy naszym koleżankom i kolegom z branży i przewodnikom. Jakoś to tak szybko poszło, że bardzo wielu ludzi zgłosiło się do tej akcji i teraz już sami nie wiemy, ilu nas jest – uśmiecha się rzeszowianka. – No i staramy się „wyciągać” z Ukrainy nie tylko znajomych z branży, ale po prostu ludzi, którzy tego potrzebują, bo sami nie dają rady wyjechać. Ostatnio właśnie ja wraz z kolegą Albertem uczestniczyliśmy w takiej akcji – opowiada Agnieszka Skarbowska. – Pomóc można, niestety, tylko tym, do których da się radę dojechać na kupionym w Polsce paliwie. Na Ukrainie nie ma nigdzie i paliwa. Gdy komuś go braknie, staje się osobą potrzebującą pomocy, zamiast móc tę pomoc nieść – dodaje.
Początkowo wolontariusze z TOO mieli jechać do małej wioski za Lwowem po kobietę, która dzień wcześniej urodziła dziecko. I matka, i dziecko, mieli bardzo wysoką gorączkę i podejrzenie sepsy – wspomina Agnieszka. – Już byliśmy na Ukrainie, gdy powiedziała nam, że nie może pojechać, bo zwyczajnie nie wytrzyma podróży. Młoda matka bała się, że ona i dziecko mogą zwyczajnie nie przeżyć – dodaje wolontariuszka. W tej sytuacji działacze z TOO postanowili pomóc jakiejś innej osobie. Jadą w kierunku Lwowa i zauważają kobietę rozpaczliwie starającą się zatrzymać jakiś samochód. – To Oksana, Ukrainka, która chciała dostać się do Lwowa po córkę. Ta z kolei przyjechała tam z głębi Ukrainy, oczywiście zabieramy ją
– relacjonuje Skarbowska. Oksana nie była jedyną pasażerką wziętą „na stopa” przez Polaków z TOO.
– Jadą z nami młodzi mężczyźni, którzy opuścili Polskę, gdzie pracowali, by wrócić na Ukrainę i walczyć o ojczyznę – opowiada Agnieszka. – Niewiele mówią, a my też milczymy. Co bowiem w takiej sytuacji można powiedzieć? – pyta retorycznie.
Lwów wita ich zupełnie inaczej niż zwykle. Tętniące zazwyczaj życiem miasto teraz jest smutne i dziwne. – Tak zawsze lubiłam tu przyjeżdżać i tak bardzo dobrze wspominałam zawsze to miasto. Dziś jest ono jak z innego świata. Nic nie działa. To zupełnie inny świat! Inna Ukraina niż kiedyś, mimo że na tym terenie nie ma działań wojennych. Ludzie są spanikowani i przygnębieni. Ich widok po prostu rozdziera serce – wzdycha wolontariuszka. Ekipa z TOO decyduje się zabrać do Polski Oksanę i jej córkę, 12-letnią Ołenę.
– Do przejść granicznych z Polską są gigantyczne kolejki. Czas oczekiwania w nich to nawet 10 dób! Nam udało się przedostać do przejścia szybciej – zdradza Agnieszka. – Ale to tylko dlatego, że ukraińscy pogranicznicy uznali, iż jako pomagający innym powinniśmy móc wyjechać szybciej – przyznaje wolontariuszka.
Tego, co widzi na dzisiejszej Ukrainie, Agnieszka nigdy nie zapomni. – Sceny, jak z filmów o II wojnie światowej – wspomina. – Widzieliśmy na przykład kobietę w kompletnie przemoczonych butach pchającą wózek z dzieckiem. Szła już powoli, bo nie miała sił. W pewnym momencie zauważyliśmy, że ktoś leży w kolejce do przejścia przykryty kocem. Pytamy kto to, „A to nasza mama” – odpowiada nastolatek. Okazało się, że kobieta zwyczajnie padła ze zmęczenia. Usiłowała się podnieść, ale zmęczenie nie pozwalało jej wstać – Agnieszce trudno jest o tym wszystkim mówić. – To jest koszmar…
Łzy i cierpienie
Ale żeby móc pomagać, trzeba wziąć się w garść, więc Agnieszka niedługo znów wróci do Lwowa. – Tym razem pojedziemy busami. Mamy sygnały o opuszczonych dzieciach siedzących w piwnicy. Matka jest w Polsce, gdzie pracowała i nie może się do nich przedostać, a ojciec poszedł na front. Takich dzieci na Ukrainie jest sporo… Dlatego każda pomoc jest tam bardzo potrzebna, ale trzeba, niestety, przygotować się na to, że zobaczymy ludzkie dramaty, łzy i cierpienie…
Monika Kamińska



3 Responses to "To jest koszmar"