
KOSZYKÓWKA KOBIET. W stolicy Podkarpacia upadł kolejny klub.
Spełnił się najczarniejszy scenariusz. „Akademiczki” z Rzeszowa nie przystąpią do rozgrywek na zapleczu ekstraklasy. Klub podzielił tragiczny los męskich drużyn Resovii i Politechniki.
Rzeszów nie jest miastem przyjaznym koszykówce. AZS nie był w stanie zgromadzić budżetu na poziomie 300-350 tysięcy zł, więc jego szefowie – po miesiącach szarpaniny związanej z poszukiwaniem sponsorów – zmuszeni byli rzucić ręcznik. AZS uzbierał 30 procent potrzebnej kwoty, miał obiecane wsparcie Uniwersytetu Rzeszowskiego, który zapewniłby m.in. zakwaterowanie i transport, ale to wciąż było mało. – Mieliśmy przygotowane dokumenty zgłoszenia zespołu do rozgrywek, lecz nie możemy ryzykować i po 2-3 miesiącach główkować, co dalej. To byłoby nie w porządku wobec trenera i zawodniczek – tłumaczy prezes klubu Wilhelm Woźniak.
Zawsze pod górkę
AZS do krezusów nigdy nie należał i często miał pod górkę, jak w 2000 roku, gdy musiał wycofać zespół w trakcie I-ligowych rozgrywek i zawiesić działalność sekcji. Reaktywacja nastąpiła w 2006 roku, a sześć lat później „akademiczki” drugi raz w historii świętowały awans do ekstraklasy. Dowodzone przez Wojciecha Downara-Zapolskiego, który kiedyś zdobywał mistrzostwo Polski z Wisłą Kraków, zajęły w PLKK dziewiąte miejsce, co oznaczało utrzymanie się w elicie. Radość trwała jednak krótko. Z powodów finansowych AZS musiał się wycofać i nowy sezon zaczął w I lidze.
Jaka przyszłość czeka ten zasłużony, 51-letni klub? AZS nie posiada zawodniczek do gry na najniższym poziomie, więc chyba zawiesi działalność, czekając na lepsze czasy. Trener Paweł Lenik pewnie skoncentruje się na pracy na uczelni, a koszykarki poszukają szczęścia poza Rzeszowem.
Stolica innowacji stawia na inną rozrywkę
– Ostatnie lata to nieustająca walka o przetrwanie, czasem nawet walka z wiatrakami. Niestety, nasze możliwości się wyczerpały… – ubolewał Woźniak kilka tygodni temu na łamach Super Nowości. Szef AZS-u wielokrotnie szukał wsparcia w Urzędzie Miasta. Niewiele wskórał – roczna dotacja w wysokości 70 tysięcy zł niczego w sytuacji :akademiczek” nie zmieniła. – W innych ośrodkach jest tak, że miasto pokrywa budżet klubu w 50-60 procentach, a o resztę muszą zadbać działacze. Warto wiedzieć, że samo wynajęcie hali ROSiR na treningi pochłania 30 tysięcy zł – przypominał szef AZS-u.
Rzeszów zostaje bez basketu dokładnie 40 lat po zdobyciu przez koszykarzy Resovii mistrzostwa Polski. Stolica innowacji dziś oferuje mieszkańcom inne przyjemności, choćby fontannę multimedialną, której utrzymanie kosztuje rocznie 600-700 tysięcy zł.
Tomasz Szeliga



5 Responses to "To koniec AZS-u Rzeszów"