
Rozmowa z Szymonem Szydełko, nowym trenerem Resovii.
– Telefon od działaczy Resovii zaskoczył pana?
– Do tego stopnia, że z początku myślałem, że to jakaś „wypustka”. Resovia grała w miarę równo, wydawało się, że trener Maciej Huzarski spokojnie może pracować. Nikt z nas nie wie, jakie były powody jego odejścia, więc nie chciałbym tego tematu poruszać. Ale myślę, że trener Huzarski nie może mieć do mnie pretensji. Niewykluczone zresztą, iż zadzwonię do niego, by dowiedzieć się czegoś więcej o zespole. Tak czy owak, pewne jest jedno: gdy otrzymujesz propozycję pracy w najstarszym polskim klubie, musisz ją przyjąć.
– Postawiono przed panem konkretny cel, na przykład miejsce w trójce?
– W szóstce, co zagwarantuje utrzymanie i grę w przyszłym sezonie w zreformowanej trzeciej lidze. Plan jest taki, by drużyna wygrywała, najlepiej w dobrym stylu. Żeby wciąż sięgać po młodzież, bo to ona jest motorem napędowym tego klubu. Szkoła Mistrzostwa Sportowego to olbrzymi kapitał. Młodzi resoviacy są żądni zwycięstw, chcą się rozwijać. Musimy to wykorzystywać. Myślę, że to baza do budowy drużyny na lata.
– Ale Resovia to bardzo specyficzne miejsce. Mam wrażenie, iż tutaj wszyscy znają się na piłce nie gorzej od trenerów…
– Jestem młodym trenerem, muszę szukać klubów, w których są wyzwania, gdzie jest trudniej. Tylko w ten sposób będę miał szansę zaistnieć. Jeśli miałbym być w klubie, który wiecznie gra o utrzymanie, przestałbym się rozwijać. Nie jestem czarodziejem, nie zagwarantuję zwycięstw. Obiecać mogę jedno: że będziemy ciężko pracować.
– Będzie panu łatwiej, bo kilku zawodników pan zna.
– Posiadam swoją wizję drużyny, choć zamierzam kontynuować pracę trenerów Huzarskiego i Grabowskiego. Jak wspomniałem, Resovii niczego bowiem nie brakuje. A co do piłkarzy – z Konradem Domoniem i Marcinem Pietryką znam się jeszcze z boiska, z Resovii właśnie. Mirka Barana znam prywatnie, zaś Daniela Wilka i Radka Adamskiego prowadziłem w reprezentacji Podkarpacia na turnieju Regions Cup.
– Był pan zawodnikiem, ale też… kierownikiem drużyny Resovii.
– Po przyjściu do Resovii dość szybko doznałem kontuzji pleców. Prezes sekcji Paweł Kalita nie zostawił mnie na lodzie i zaproponował funkcję kierownika drużyny. Przygoda trwała pół roku, bo musiałem się poddać operacji. Wcześniej, jako zawodnik, miałem swoje pięć minut. To ja bowiem strzeliłem gola na 1-1 Polonii w Przemyślu. Była to moja pierwsza i ostatnia bramka w sezonie 2006/07, za to dająca Resovii awans do trzeciej ligi! Trenerem zespołu był wtedy… Maciej Huzarski.
Rozmawiał Tomasz Szeliga



One Response to "To mój gol dał „pasiakom” awans"