
PODKARPACIE. Strażnicy graniczni mają być czasowo przenoszeni na południową i zachodnią granicę. Są jednak zaniepokojeni, bo Komenda Główna nie podała szczegółów operacji.
– Mamy jedynie niejasną i ustną informację, że mają nas czasowo przenosić na granicę z Czechami, Słowacją i Niemcami – opowiada Super Nowościom funkcjonariusz Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej. – Ponoć już od przyszłego tygodnia, a my nic konkretnego nie wiemy. Służba nie drużba, ale większość z nas ma rodziny, dzieci i wypadałoby, żebyśmy wiedzieli, na czym stoimy – irytuje się.
Kiedy zniknęły kontrole graniczne na naszych granicach z unijnymi sąsiadami, celników i strażników granicznych z zachodu i południa kraju przenoszono na granicę z Ukrainą. Nikogo to nie dziwiło ani nie bulwersowało: tam już nie mieli co robić, tutaj owszem. Teraz, gdy z powodu koronawirusa kontrole graniczne na wewnętrznych granicach państw unijnych czasowo przywrócono, także nie wydaje się dziwne, że nasi strażnicy graniczni są na nich potrzebni: – To całkiem zrozumiałe, ale bardzo niepokoi atmosfera tajemnicy wokół tej operacji – wyjaśnia nam bieszczadzki pogranicznik. – Jakiś czas temu otrzymaliśmy ustne informacje, że „pojedziecie na południe albo zachód” i przybliżony termin takiego wyjazdu. Termin się zbliża, a my nadal niczego nie wiemy. Chodzą słuchy, że ma wyjechać około sto osób w kilku zmianach, podobno na dwa tygodnie każda – dodaje inny funkcjonariusz. – Ale to są właśnie tylko „słuchy”! Toż my nie jedziemy na wojnę jakąś, czy tajną misję, więc co stoi na przeszkodzie zwyczajnie przedstawić nam plan tego przedsięwzięcia?
W istocie taki brak informacji wydaje się dość dziwny. Tym dziwniejszy, że do wyjazdu trzeba się przygotować i nie chodzi o spakowanie walizki. – W tej chwili nie pracuję, siedzę w domu z dziećmi. Chciałbym wiedzieć, kiedy wyruszę, bo muszę znaleźć opiekę nad maluchami –martwi się jeden z funkcjonariuszy. – Niektórym się chyba zdaje, że strażnicy graniczni to sami młodzi ludzie bez zobowiązań, którzy mogą w każdej chwili spakować plecak, wziąć śpiwór i pójść w nieznane na pół roku. To tak nie działa! – dodaje inny.
Poza tym strażnicy i strażniczki są niemile zdziwieni, że nie dostali dotychczas informacji gdzie i jak będą na alokacji kwaterowani. – Mamy unikać innych, więc co? Zakwaterują nas w jednoosobowych pokojach? W hotelach, placówkach Straży Granicznej? Zaczynamy nabierać podejrzeń, że nic nie jest przygotowane, a my jedziemy tam „na żywioł”. W czasach koronawirusa to może przerażać. Nie odżegnujemy się od naszej służby – zastrzegają. – Mamy świadomość, że to więcej niż zwykła praca, ale oczekujemy, że będzie się nas poważnie traktować i informować. Nie jesteśmy w partyzantce, tylko w poważnej służbie – dodają.
O plany alokacyjne wobec funkcjonariuszy ze wschodniej granicy RP oraz organizację tego przedsięwzięcia zapytaliśmy Agnieszkę Golias, rzecznika prasowego Komendy Głównej SG. Poprosiła o przesłanie pytań mailem. Na odpowiedź czekamy.
Monika Kamińska



2 Responses to "To nie partyzantka, lecz poważna służba!"