
Sześcioro członków Rady Miasta i Gminy Nowa Dęba złożyło wniosek o drastyczne obniżenie stawek diet za pracę na rzecz lokalnego samorządu. Ich propozycja spotkała się z falą krytyki radnych PiS. Gest solidarności z mieszkańcami miasta w dobie pandemii nazwano… awanturnictwem i wojenką. Wydarzenia w Nowej Dębie to tylko wierzchołek góry lodowej w kwestii zachowania
i praktyk polityków PiS i to także tych najwyższego szczebla.
Za propozycją obniżek diet stało sześcioro radnych, którzy na ręce przewodniczącego Rady Miasta i Gminy złożyli w tej sprawie projekt uchwały. W uzasadnieniu projektu: Helena Tłusta, Marek Kopeć, Tomasz Gazda, Stanisław Skimina, Stanisław Rawski i Marian Tomczyk napisali, że „Mając na uwadze ogłoszony stan pandemii, związane z nim obostrzenia przekładające się na trudny i pogarszający się stan gospodarki, mający negatywny wpływ na poziom dochodów naszego samorządu, powodujący znaczący ubytek w przychodach podatkowych gminy, połączony z fatalny stanem infrastruktury podstawowej opieki zdrowotnej, zasadne jest znaczne obniżenie diet radnych”. – Ta inicjatywa jest wyrazem solidarności, mam nadzieję wszystkich radnych, z mieszkańcami. Myślę, że zaoszczędzone pieniądze pomogą nam w budowie nowego centrum zdrowia, na projekt, parking lub inne niezbędne rzeczy związane z jego budową – wyjaśniał jeden z inicjatorów projektu uchwały dotyczącej obniżki diet.
Wojenka, prowokacja i awanturnictwo
Uchwała trafiła pod głosowanie na nadzwyczajnej sesji Rady Miasta i Gminy Nowa Dęba, która odbyła się 12 kwietnia. Poprzedziła ją długa dyskusja, podczas której radni raz po raz wytykali sobie różne decyzje nawet sprzed kilku lat. – Dla mnie ta intencja jest jasna. Nie kieruje wami dobro gminy, tylko to co zwykle, jakaś tam wojenka – mówił Tomasz Wolan. – Dla mnie to jest typowa prowokacja i szukanie dziury w całym i nakręcanie takiej naszej wojny tu wewnętrznej, żeby nie wiem co osiągnąć, co panowie mają na celu? – pytał radny Tomasz Dziemianko. – To jest awanturnictwo. Rozbijacie pracę urzędu.
Radny Paweł Grzęda przekonywał radnych, że „dieta, pełni rolę rekompensaty za utracone dochody w czasie, gdy wykonuje się pracę na rzecz samorządu i jest to też zwrot pewnych kosztów, który każdy radny ponosi na sesjach, komisjach i innych spotkaniach”.
Nie ma nas, bo nas wyrzuciliście
Ze strony radnych PiS padały propozycje indywidualnego zwracania diet do miejskiej kasy lub przeznaczania jej na cele społeczne. Przyklaśnięcia obniżce jednak nie było.
Radna Helena Tłusta na zarzut radnego PiS, że wnioskodawcy projektu chcą obniżenia stawek za udział w komisjach, „bo sami do nich nie należą” przyznała wprost, że na komisje przychodzą, choć do nich należą, a jest to spowodowane tylko tym, że zostali z tych komisji przez grupę rządzącą w radzie po prostu wyrzuceni.
Chcieli, by diety były symboliczne
Wyjaśnijmy; wysokość diet w nowodębskim samorządzie ustalona jest na podstawie uchwały z 2016 roku. Kwota bazowa, od której liczono procentowo kwoty diet dla poszczególnych radnych, wynosi 1789,42 zł. Przewodniczący rady miejskiej pobiera 78 procent tej kwoty. Jego zastępcy odpowiednio 54 i 52 procent. Radnym przysługują także dodatkowe kwoty za przewodniczenie i udział w komisjach. Radny niezasiadający w żadnej z komisji otrzymuje 16 procent kwoty bazowej, czyli 286 zł miesięcznie. Radny udzielający się w dwóch komisjach 573 zł.
Propozycja szóstki radnych zakładała, że przewodniczący będzie otrzymywał teraz zaledwie 4,5 proc. kwoty bazowej, czyli nie 1396 zł, a niecałe 81 zł. Wiceprzewodniczący odpowiednio 4 i 3,5 proc., czyli po nieco ponad 71 zł i ok. 62 zł. Przewodniczący komisji stałych – 3 proc. kwoty bazowej. Radni będący członkami dwóch komisji stałych – 2 proc., a dieta radnego, który nie bierze udziału w obradach żadnej z komisji – 1 proc. – w przełożeniu na kwotę to ok. 17 zł.
Uchwała nie przeszła jednak w takim kształcie. Poprawki do projektu zgłosił przewodniczący komisji budżetowej radny Paweł Grzęda. Zgodnie z nimi procentowe wyliczenia diet pozostaną w takim wymiarze, jak dotychczas.
Zmniejszeniu ulegną jedynie stawki diet radnych pracujących w dwóch komisjach, w jednej komisji lub niebędących członkami żadnej komisji. Diety przewodniczącego, wiceprzewodniczących oraz radnych trzech i więcej komisji nie zostały obniżone.
Internauci zbulwersowani
Jak na całą sytuację zareagowała opinia społeczna? W opinii mieszkańców i osób, które śledziły wydarzenia w Nowej Dębie: „łakomstwo polityków PiS na kasę to nic nowego”. Internauci nie patyczkują się w komentarzach. „Radni diety traktują jako dobry dochód, dla nich startowali do rady, tylko dla kasy aby poprawić swój standard życia w myśl zasady – czy się stoi, czy się leży kasa się należy. Nigdzie indziej nie potrafią zarobić i dorobić”. „Od dawna wiadomo przecież, że po to doszli oni do władzy, być, właśnie dzięki jej pomocy się wzbogacić” – pisze kolejny, dodając jednocześnie, że to przecież znane praktyki i to nie tylko na lokalnym szczeblu władzy, ale również i na tym najwyższym, w stolicy kraju. „Ludzie gorsi od zwierząt? Świnia jeśli poje, to sama odchodzi od koryta. W Nowej Dębie nadmuchali balon, ale powietrze szybko zeszło. W Tarnobrzegu nawet o tym nie pomyślą. Wybrańcy narodu? Kim oni dziś są?” – pytają zbulwersowani internauci.
mrok



5 Responses to "To prowokacja, wojenka, awanturnictwo!"