
PRZEMYŚL. Bezdomne małżeństwo zamieszkało na posesji przemyślanina.
To historia jak z filmu, a zdarzyła się naprawdę. Bezdomne małżeństwo: Bernardeta i Bogusław (52 i 55 l.) przez ostatnie dwa lata mieszkało po prostu w lesie w pobliżu jednego z przemyskich osiedli. Od kilku dni mieszkają w malowniczej wsi na posesji naszego Czytelnika.
Nie pytamy Bernardety i Bogusława, dlaczego musieli mieszkać w lesie, okrywając się do spania plandeką. Widać, że mówienie o przeszłości sprawia im ból. Po dwóch latach koczowania zdecydowali się zainteresować swoim losem media. Udało się i dzięki pomocy dziennikarzy trafili do placówki, w której mieli nadzieję zacząć normalnie żyć. – Bardzo chcieliśmy tam pójść – mówi Bernardeta. – Ale na miejscu okazało się, że tam są sami panowie, a my mieliśmy mieszkać w pokoju z czterema mężczyznami – wspomina 52- latka. – Było to dla mnie bardzo krępujące, dlatego zdecydowaliśmy się stamtąd odejść – wyznaje.
O „mieszkającym” w lesie małżeństwie Bogusław Dobel z Przemyśla dowiedział się z mediów lokalnych, które, jak sam mówi, podczytuje w dalekiej Francji, gdzie na stałe pracuje od lat. Gdy się z nami skontaktował, właśnie pojechało ono do wspomnianej placówki. Tymczasem Dobel odwiedził na urlopie rodzinne miasto i dowiedział się, że jednak tam nie zostało. – Postanowiłem ich odnaleźć – opowiada przemyślanin. Nie wiedział, gdzie szukać dokładnie. Wiadomo było tylko, że gdzieś w okolicach osiedla Rycerskie. – Zaszedłem tam do sklepu, zapytałem. Miła sprzedawczyni powiedziała, że owszem, pojawiają się ci ludzie u niej – opowiada B. Dobel. – Zostawiłem dla nich karteczkę z moim numerem telefonu – wspomina. Kilka godzin później Bernardeta przyszła do sklepu oddać pieniądze za bułkę – cale 42 grosze. – Pani sklepowa powiedziała, że szuka nas jakiś pan i zostawił swój numer- relacjonuje 52- latka. – Nie wiedziałam o co chodzi, ale zadzwoniłam – dodaje.
To było jak sen. – Nie mogłam uwierzyć w to, co mówił ten człowiek. Zapytał, czy zechcemy z mężem zamieszkać na jego posesji na wsi – oczy Bernardety błyszczą od łez, ale na twarzy ma szeroki uśmiech. – Nie żartował wcale! Przyjechał po nas przed ten sklep i zabrał nas do domu – 52- latka ociera łzy wierzchem dłoni.
Na posesji Bogusława Dobela jest po prostu ślicznie. Dużo przestrzeni, czysto, tu kura, tam kogut, niedaleko kaczka z kaczętami. – Teraz nie będę się martwił o ten inwentarz, gdy Boguś i Bernatka tu zamieszkali – uśmiecha się przemyślanin. Wesoły kundelek Ozi łasi się do 52-latki wywijając ogonem. – Dobry piesek, grzeczny – kobieta przytula psa. – Tu jest jak w raju – mówi jej mąż. – O wszystko zadbamy – obiecuje. B. Dobel jeszcze jest w kraju i jeszcze parę rzeczy chce nowym, jak mówi, gospodarzom załatwić. – Drobne naprawy muszę z moim imiennikiem zrobić, żeby się im tu wygodnie żyło – zapowiada. – Dlaczego ich tak szukałem? Bo przecież to są ludzie i muszą mieszkać jak ludzie – mówi zwyczajnie. – Jakże to tak, żeby ludzie po lasach mieszkali – wzdycha.
Monika Kamińska



One Response to "– To są ludzie i muszą mieszkać jak ludzie"