– To zmiana na lepsze i oby tak zostało

23-letni Sebastian Szczepański zaczynał w Dunajcu Nowy Sącz, ale szybko trafił do Sandecji. W Stali Mielec jest klasycznym rozgrywającym. Fot. Bogdan Myśliwiec
23-letni Sebastian Szczepański zaczynał w Dunajcu Nowy Sącz, ale szybko trafił do Sandecji. W Stali Mielec jest klasycznym rozgrywającym. Fot. Bogdan Myśliwiec

PIŁKA NOŻNA. I LIGA. Rozmowa z Sebastianem Szczepańskim, nowym pomocnikiem Stali Mielec.

Godzinę spędził na boisku Sebastian Szczepański w swoim pierwszym meczu o punkty w barwach Stali. Środkowy pomocnik trafił tego lata do Mielca z Sandecji Nowy Sącz.

– Jak się grało przeciwko klubowi, w którym spędził pan ostatnie 10 lat?
– Muszę przyznać, że ciężko. To był dla mnie szczególny mecz, wszak w Sandecji spędziłem większość życia. Próbowałem opanować emocje.

– Chciał pan coś udowodnić trenerowi Radosławowi Mroczkowskiemu?
– Nie wiem, czy to dobre słowo. Zależało mi na tym, żeby pokazać się z dobrej strony, pomóc swojej nowej drużynie, wywiązać się z zadań.

– Udało się?
– Nie do końca. Miałem trochę strat, nie wszystko szło po mojej myśli. Ale w sumie, trudno się dziwić. Chłopaki z Sandecji doskonale wiedzieli, czego się po mnie spodziewać. Niełatwo było ich zaskoczyć. Grunt, że nie przegraliśmy. Przetrwaliśmy grając przez pół godziny w dziesiątkę.

– Sandecja grała dokładnie tak, jak się pan spodziewał, czy jednak oczekiwał pan po swoich byłych kolegach więcej? Szczerze mówiąc, bramkarz Stali Tomasz Libera nie miał wiele pracy.
– Sandecja potrafi utrzymać się przy piłce, gra rozważnie. Miała swoje bardzo dobre momenty w tym meczu. Przeciwstawiliśmy się jednak, od czasu do czasu straszyliśmy przeciwnika. Remis jest sprawiedliwym wynikiem.

– Dlaczego w Sandecji usiadł pan na ławce?
– Przyszedł nowy trener, przegrałem w jego oczach rywalizację, choć sam nie czułem się słabszy od konkurentów. Każdy trener ma jednak prawo do swojej wizji, nie pasowałem do koncepcji i musiałem poszukać sobie nowego pracodawcy.

– Sandecja rozpoczęła ósmy sezon na zapleczu ekstraklasy, ale to Stal ma bogate tradycje, nowy stadion i kibiców szczelnie wypełniających trybuny. Chyba dobrze pan trafił.
– Dokładnie! Na razie jest to zmiana na lepsze, zobaczymy jak ta przygoda się potoczy. Mam nadzieję, że dam kibicom wiele radości, a nie powodów do zmartwień.

– I sprawi pan, że przestaną tęsknić za Bartoszem Nowakiem.
– Bartek pisał swoją historię, ja piszę swoją. Nie chciałbym być do nikogo porównywany. Każdy piłkarz ma atuty i mankamenty. Zrobię wszystko, by te pierwsze ukryć, a drugie wyeksponować. Wtedy wszyscy będą zadowoleni.

– Na futbol był pan skazany. Tata i wujek grali w piłkę, młodszy brat próbuje swoich sił w Legii Warszawa.
– Też gra na środku pomocy, tylko raczej na pozycji numer 6. Ma talent. Na razie występuje w rezerwach Legii, ale od czasu do czasu trenuje z pierwszą drużyną. Temat futbolu dominuje w naszej rodzinie, choć ze mną może pan porozmawiać o wszystkim (śmiech).

– W piątek czeka was spotkanie w Zabrzu z Górnikiem, który może być rywalem bardziej wymagającym od Sandecji.
– To prawda, Górnik jest podrażniony porażką w Legnicy. Ale ja wierzę w naszą drużynę. Jesteśmy w stanie sprawić niespodziankę.

– I przywieźć remis?
– Gdy mówię o niespodziance, zawsze mam na myśli zwycięstwo. Górnik jest jednym z faworytów ligi, lecz zapewniam, że i na niego można znaleźć sposób.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.