
PLŻ2. Trener KSM Krosno, Ireneusz Kwieciński, o dotychczasowych meczach jego drużyny, współpracy z PGE Marmą Rzeszów i niepotrzebnych przestojach w zmaganiach PLŻ2.
KSM Krosno w dwóch dotychczasowych meczach na własnym torze nie pozostawił złudzeń rywalom, gromiąc kolejno 65-25 Kolejarza Opole, a w minioną niedzielę 61-29 Victorię Piła. – Wygląda na to, że jesteśmy bardzo dobrze spasowani do swojego toru, stąd takie okazałe zwycięstwa – przekonuje Ireneusz Kwieciński, trener „Wilków”.
– Wy jesteście tacy mocni na swoim torze czy może dotychczasowi rywale, którzy w tym sezonie gościli w Krośnie, byli nieco słabsi…
– Skłaniałbym się ku temu pierwszemu. Nasz tor jest bardzo specyficzny. Z jednej strony jest on naszym dużym atutem, z drugiej przekleństwem. Przyjezdne drużyny mają problem, aby przystosować się do tej specyficznej, czarnej nawierzchni, my z kolei mamy to samo, jadąc na wyjeździe.
– Niedzielny mecz z Victorią okazał się jednak kolejnym spacerkiem dla pana drużyny…
– Szczerze, to obawialiśmy się trochę tego spotkania. Victoria dysponuje niezłym składem, jednak jej zawodnicy, głównie Rosjanie, tym razem zaprezentowali się na naszym torze słabo. Z jednej strony to pewnie specyfika toru, z drugiej fakt, że zawiesiliśmy im wysoko poprzeczkę.
– Wydaje się, że znalazł pan już optymalne zestawienie składu KSM-u…
– Pojechaliśmy w takim samym składzie seniorskim jak w meczu w Krakowie. Bracia Rempałowie robią swoje, do tego bardzo skuteczny jest Mariusz Fierlej, który jest obecnie najskuteczniejszym zawodnikiem naszej drużyny. Claus Vissing również nie zawodzi.
– W meczu z Victorią nie mógł pan skorzystać z najmłodszego w „Klanie Rempałów”, Krystiana. Posiłkował się pan za to innym „gościem” z Rzeszowa, Marco Gaschką…
– Marco spisał się dobrze, ale, wg mnie, stać go na jeszcze lepsze występy. Przed meczem z Victorią nie miał on okazji potrenować na naszym torze. Dopiero w niedzielę rano zrobił parę kółek i dopasowywał sprzęt.
– Jak układa się współpraca na linii Krosno – Rzeszów?
– Bardzo dobrze. Junior, który nie mieści się w składzie rzeszowskiej drużyny, startuje u nas. Jest to korzystne zarówno dla niego, jak i dla nas. Mieliśmy także okazję w tym sezonie trenować już w Rzeszowie, tak więc nie możemy narzekać na współpracę. Można powiedzieć nawet o takiej lokalnej solidarności między oboma klubami.
– Sezon jeszcze się na dobre nie rozkręcił, a po meczu w z Victorią czeka was 3-tygodniowa przerwa…
– Bardzo nad tym ubolewam, bo zawodnicy złapali rytm jazdy, a teraz przez taką przerwą zostaną z niego wybici. W ogóle ta nasza liga jest dziwna, mam tu na myśli małą ilość zespołów. Przydałoby się jeszcze ze dwie drużyny, żeby tej jazdy było więcej. Byłoby to z pożytkiem zarówno dla zawodników, jak i kibiców.
– Najbliższy mecz to wyjazdowe spotkanie z Kolejarzem Rawicz (25 maja). To spotkanie trzeba wygrać…
– Nie będzie to jednak takie proste. Na własnym torze każdy jest mocny. Dodatkowo tor w Rawiczu diametralnie różni się od naszego: jest krótszy, techniczny, bardziej przyczepny. W tygodniu poprzedzającym to spotkanie, będziemy solidnie trenować, poszukamy jazdy na jakimś innym torze. Musimy wyciągną wnioski z przegranego meczu w Krakowie i tym razem zaprezentować się zdecydowanie lepiej.
– Na zakończenie pierwszej rundy fazy zasadniczej (1 czerwca) kibiców w Krośnie czeka nie lada gratka, czyli spotkanie z liderem z Ostrowa…
– Zrobimy wszystko, aby po tym meczu tor w Krośnie nadal był w tym sezonie niezdobyty.
Rozmawiał Marcin Jeżowski


