
III LIGA. Rozmowa z Marcinem Pietryką, bramkarzem Resovii.
– Mówi się, że każdy mężczyzna musi zbudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna. Od niedawna jest pan więc człowiekiem spełnionym…
– W stu procentach (śmiech). Drzewo posadziłem, jestem szczęśliwym ojcem dziewczynki i chłopca, a od 2 miesięcy mieszkamy w nowym domu na Słocinie. Ziemia jest tam droga, ale teściowie mieli działkę i w taki sposób zostaliśmy sąsiadami (śmiech). Święta będą wyjątkowo radosne.
– Z wymarzonego domu ma pan daleko do pracy w Szkole Mistrzostwa Sportowego Resovia. Jeździłem tą trasą przez rok, a raczej stałem w strasznych korkach…
– Nie jest tak źle. Wyruszam do szkoły przed 7, a największy zator robi się godzinę później. Zostaję na swój trening i do domu wracam wieczorem. Muszę przyznać jednak, że Słocina to spory plac budowy i robi się tam coraz tłoczniej.
– Wychowuje pan tych młodych bramkarzy, ale wciąż nie widać takiego, który zagrozi pana pozycji. Mało tego, idę o zakład, że dwie trzecie kibiców Resovii nie umiałoby podać nazwiska drugiego bramkarza.
– Hmm, niezręcznie mi odpowiadać. Trener Szymon Szydełko stawia na mnie, lecz nie jest powiedziane, że wiosną nie sięgnie po Piotrka Lipkę. Najważniejsze, że wśród bramkarzy panuje przyjazna atmosfera. Rywalizujemy, ale też pomagamy sobie. Nigdy nie miałem i nie będę miał forów. Moi młodsi koledzy wiedzą, że zawsze mogą na mnie liczyć.
– Za trzy tygodnie skończy pan 35 lat, Marcin Cabaj z Garbarni Kraków jest półtora roku starszy. To najbardziej utytułowany bramkarz trzeciej ligi, ale czy najlepszy?
– Na pewno jest w czołówce. To jego doświadczenie widać było podczas naszego meczu (Resovia przegrała 0-2 – red.). W lidze jest paru młodych bramkarzy nie bojących się rywalizacji. Często słyszeliśmy, że popełniają proste błędy, ale gdy przychodziło do spotkania z nami, spisywali się nad wyraz dzielnie.
– Przed którym bramkarzem z Podkarpacia rysuje się jasna przyszłość?
– Chyba przed Rafałem Strączkiem z JKS-u Jarosław, który zbiera cenne doświadczenie na poziomie trzeciej ligi i broni w reprezentacji Polski do lat 18. Za kilka miesięcy prawdopodobnie już go na Podkarpaciu nie będzie. Mam nadzieję, że młodzi resoviacy też zostaną zauważeni. Co prawda moi koledzy żartują, że będzie im trudno, bo najpierw muszą się przebić do zespołu seniorów, ale najistotniejsze, iż występują regularnie w Centralnej Lidze Juniorów bądź piątej lidze. Patryk Barszcz poszedł do Zagłębia Lubin i nieźle sobie radzi w juniorach młodszych. W klubie tak dobrze pracującym z młodzieżą nie zginie.
– Zmieniły się oczekiwania wobec bramkarzy, którzy obecnie muszą rozgrywać piłkę z obrońcami. Zmienił się zapewne i sam trening?
– Chodzi o to, by bramkarze nie bali się wychodzić do przodu, rozgrywać, bo przecież od nich zaczyna się akcja. Jak bramkarz „oczyści” swoje przedpole, będzie mieć mniej pracy w meczu.
– Ponoć uczy pan też informatyki?
– Odebrałem edukację techniczno-informatyczną na Uniwersytecie Rzeszowskim, ale w życiu się nie spodziewałem, że wykorzystam tę wiedzę w szkole. Stało się inaczej i… jest ciekawie.
– Pan jest zaprzeczeniem tezy, iż bramkarz to szaleniec. Ale czy to boiskowe ADHD to ciągle cecha charakterystyczna piłkarzy na tej pozycji?
– Totalnych świrów już nie ma (śmiech). Pełno jest za to pracusiów świadomych wyzwań, jakie stoją przed nimi. Moja grupa liczy kilkadziesiąt nazwisk, chłopców i dziewczyn. Jak poprószył śnieg, nie pytali, czy zajęcia się odbędą, lecz narzekali, że trwały tak krótko. Zadają dużo pytań, są ciekawi. Jestem z nich bardzo zadowolony.
– Z rundy jesiennej też jest pan zadowolony?
– Soła, Orlęta, Motor – w meczach z tymi drużynami uciekły nam punkty. W kilku innych szczęście nam dopisało, więc reasumując: to była niezła runda. Zaraz zapyta pan, czy mogliśmy być w tabeli wyżej od Stali?
– Spytam, bo uważam, że na własne życzenie przegraliście wyścig o miejską dotację.
– Nie powinniśmy stracić kilku punktów, ale w szatni nie dominuje poczucie niedosytu.
– Trzy razy w 16 meczach zachował pan czyste konto. Dużo to czy mało?
– Mało, biorąc pod uwagę, że w poprzednich sezonach traciliśmy w rundzie góra 13 bramek, a teraz 19. To jednak pokłosie zmian w systemie gry, musieliśmy się przestawić na trzech obrońców. W końcówce wyglądało to już obiecująco, co nie zmienia faktu, iż meczów bez strat było stanowczo za mało.
– Jak to możliwe, że doświadczeni obrońcy, znający się jak łyse konie, popełniali tak rażące błędy w końcówkach spotkań? Strata punktów w takich okolicznościach nie wystawia najlepszego świadectwa formacji, która miała być ostoją drużyny.
– Czasem tak się zdarza. Nie mieliśmy lekko, obrona się zmieniała, bo kontuzje dopadły Bartka Makowskiego i Mirka Barana. Z konieczności do tyłu został przesunięty Konrad Domoń. Jesteśmy jednak doświadczeni, wymaga się od nas, więc trzeba się uderzyć w pierś i pracować dalej. Pretensje możemy mieć głównie do siebie.
– O co będziecie grać wiosną?
– O jak najwyższą lokatę. Celem jest dalsze ogrywanie młodzieży i walka o każdy metr boiska.
– Jeśli Stali Rzeszów uda się awansować do II ligi, otrzyma zapewne większe finansowe wsparcie z miasta. Nie obawia się pan, że może uciec Resovii na dobre? Że zrobi się przepaść jak między Legią a Polonią w Warszawie bądź Arką i Bałtykiem w Gdyni?
– Taki scenariusz jest możliwy, ale teraz o tym nie myślę. Bo co się stanie, jeśli wyprzedzimy Stal? Albo nasza sąsiadka będzie wyżej w tabeli, lecz do drugiej ligi nie awansuje? Poczekajmy na rozwój wypadków. Piłka wciąż jest w grze!
Rozmawiał Tomasz Szeliga



One Response to "– Totalnych świrów już nie ma"