„Echo Rzeszowa” to takie niszowe pisemko, które, gdyby nie płynące szeroką strugą ogłoszenia ze spółek miejskich oraz pieniądze sponsorów, nie utrzymałoby się na rynku. Wśród autorów i bohaterów artykułów przeważa wiek 60 +, czyli, nie wypominając, sam kwiat peerelowskiej młodzieży. Najwierniejszym i najwdzięczniejszym czytelnikiem pisemka jest nie kto inny jak Tadeusz Frenec, ponieważ pisemko dostarcza „kierownikowi Rzeszowa” jedynie słusznej wizji świata z jego głównym udziałem.
A to prezydent przecina kolejną wstęgę, innym razem świętuje 35-lecie Towarzystwa Przyjaciół Rzeszowa, a to odwiedza młode małżeństwo i ich nową pociechę ze „stosownymi do okoliczności prezentami”, a to prezydent „wyraża wysokie uznanie dla roli Kościoła w rozwój Rzeszowa”. W ogóle w dziedzinie literatury dworskiej „Echo” przebija wszystkie sufity, a największym klakierem prezydenta jest redaktor, co to zezem patrzy na wprost. Chłopina nie wie już, gdzie ma patrzeć, czy przed siebie, za siebie, a może pod siebie, by chwytać w lot złote myśli i słowa pana Tadeusza. Jednocześnie cyka (w gwarze „sika”) na wszystkich przeciwników politycznych pana Tadeusza z naiwną wiarą w zabójczą moc swojego moczu, a w rzeczywistości leje pod wiatr.
Gdy dziennikarze „Echa” piszą o gospodarce ściekowej miasta, to pół biedy. Ale, moi mili Czytelnicy, musicie mieć tę świadomość, że pisemko wydawane przez Towarzystwo Przyjaciół Rzeszowa ma o wiele większe ambicje; nie chce tylko robić propagandy swojemu dobremu misiowi i chadzać rzeszowskimi ulicami, bo proszę drogiego społeczeństwa, „Echo Rzeszowa” ma ambicje zahaczania o geopolitykę. A to sobie coś czkną na ten temat, że za rozbiorami Polski stały głównie Niemcy, a nie Rosja, a to załkają z powodu odwołania Dni Kultury Polskiej w Rosji albo beknie im się na tematy banderowskie, a to rozżewnią się, jakim to uczuciowym narodem są Rosjanie, a to zaszlochają z powodu „państwowej rusofobii” w Polsce, innym znów razem zaczną piskać na pisowców za to, że bratali się z banderowcami na Majdanie.
Z nr. 11. ubiegłego roku z łam „Echa” poszedł długi ryk: „Rusofobia – choroba, która toczy Polskę. Komu służą fobie antyrosyjskie?” Artykuł pod tym dziwacznym tytułem tylko w kilku procentach dotyczy rzekomej polskiej antymoskiewskiej fobii, a w kilkudziesięciu odradzającemu się banderyzmowi na Ukrainie i rzekomo wspierającym go polskim politykom. Artykuł kończy się następującym zdaniem: „Na Podkarpaciu za wiedzą i zgodą władz wojewódzkich PiS wyposaża się Ukraińców w sprzęt wojskowy. Do czego to zmierza?” No właśnie, do czego? Gdy się zauważy, że artykuł został zilustrowany mapą Ukrainy podzielonej przez Polskę i Rosję wg prowokacyjnej propozycji Żyrinowskiego, a pod artykułem podpisany jest prezes Tow. Przyjaciół Rzeszowa Zdzisław Daraż. Czy pan prezes Daraż ma konkretną wiedzę na temat dozbrajania Ukrainy, czy też tak sobie chlapnął?
Można i trzeba mieć swój pogląd na wydarzenia na Ukrainie, żywić obawy, w jakim kierunku pójdzie: czy państwa demokratycznego, przyjaznego Polsce, czy też nacjonalistycznego, wrogiego nam, należy pisać o niebezpiecznej roli neobanderowców, ale trzeba widzieć, gdzie można to robić i w jaki sposób. A na pewno nie wpisywać swoich rozważań w wyraźmy prorosyjski kontekst. Czy pisemko Tow. Przyjaciół Rzeszowa jest dobrym miejscem na publicystykę , zabarwioną wyraźną miłością do byłego Kraju Rad, a niechęcią do Ukrainy w sytuacji, gdy za naszymi wschodnimi granicami trwa okrutna wojna? Czy uprawianie geopolityki spod znaku Żyrinowskiego, czy jakiejkolwiek innej jest w zgodzie ze statutem Tow. Przyjaciół Rzeszowa? Ktoś powinien odpowiedzieć na te pytania.
Redaktor Piotr Samolewicz



One Response to "Towarzystwo Przyjaciół Rosji"