
RZESZÓW. Koszmarny wypadek na ul. Krakowskiej. Nie żyje 20-latek. Dwóch pozostałych uczestników wypadku, również 20-latków, trafiło do szpitala.
– To był potworny widok. Jeden leżał na ulicy z odciętą głową, drugi zakrwawiony, zakleszczony w aucie prosił o pomoc, a trzeci w szoku wbiegł w uliczkę między domami i krzyczał, że wypadek – wspomina roztrzęsiony mieszkaniec jednego z domów przy ul. Krakowskiej, gdzie w sobotę, 29 czerwca, nad ranem mercedes, którym podróżowało trzech młodych mężczyzn z Rzeszowa roztrzaskał się o ekran dźwiękochłonny.
Do tragedii doszło po godzinie 4. Jak wstępnie ustalili policjanci, kierujący osobowym mercedesem, jadąc w kierunku Świlczy, na zakręcie stracił panowanie nad pojazdem, uderzył z impetem w barierę energochłonną, ściął latarnię i koziołkował. W wyniku zdarzenia jeden z mężczyzn poniósł śmierć na miejscu, a dwóch zostało przewiezionych do szpitala.
– Obudził mnie huk – opowiada świadek zdarzenia. – Wyleciałem z domu jak stałem, patrzę, a tam wszędzie gruz i porozrzucane po ulicy części zmiażdżonego samochodu. Tego widoku nie zapomnę do końca życia: ciało na drodze i zakleszczony człowiek uwięziony w samochodzie. Jęczał i prosił o pomoc. Potem przyjechała policja, straż i karetka. Zanim go uwolnili, chwilę to potrwało. Potem wzięli go na nosze i zanieśli do ambulansu. Ruszał ręką, dlatego wiedziałem, że żyje.
Zbiegli się sąsiedzi. – Huk był tak potworny, że w pierwszej chwili myślałam, że bojler rozsadziło w piwnicy – wspomina inna mieszkanka ul. Krakowskiej. – Wybiegłam z domu, jeszcze sąsiadka ze mną. Jeden z chłopaków z tego samochodu wbiegł w uliczkę między domami. Krzyczał: „zabiłeś! wypadek!”, musiał być w strasznym szoku. Potem wrócił się na ulicę. Wtedy przyjechał jakiś mężczyzna, zaczął do niego krzyczeć „czegoś mi to auto zabrał!” i zaczął go bić. Przewrócił go na ziemię i kopał. Krzyczeliśmy z sąsiadami „człowieku co ty robisz, zostaw go!”. Wtedy odjechał – wspomina.
– Musieli strasznie pędzić, ktoś mówił, że pewnie ze 180 km/h mieli na liczniku – dodaje sąsiad kobiety. – Auto było tak roztrzaskane, że przednia część aż się oderwała i wypadł silnik, a fragmenty leżały porozrzucane po ulicy. Niestety, wiele osób tak się rozpędza na tym odcinku, bo niby prosta droga, ale tu jest zakręt i wynosi samochód. Skutek? No właśnie taki…
– Pamiętam, jak stawiali jeszcze te ekrany i robotnicy mówili: babciu, tego to nawet czołg nie ruszy. A tu w drobny mak roztrzaskane, gruzu pełno – opowiada starsza kobieta. – Szkoda mi tych chłopaków, potworny wypadek, a patrząc po stanie samochodu, to w ogóle cud, że ci dwaj przeżyli.
Na miejscu wypadku pracowała pod nadzorem prokuratora ekipa policyjna, zabezpieczając ślady i prowadząc oględziny. Przez kilka godzin dwa pasy w kierunku Świlczy były zablokowane. Decyzją prokuratora ciało zmarłego zostało zabezpieczone do dalszych badań. Trwa ustalanie przyczyn tragedii.
Katarzyna Szczyrek






27 Responses to "Mercedes roztrzaskał się o ekrany. Ofiary wyrzuciło z auta"