
PIŁKA NOŻNA. II LIGA. Tomasz Tułacz, trener Siarki Tarnobrzeg, o bolesnym rozstaniu z Resovią, dobrze wykonanej robocie i ucieczce od Facebooka.
Tomasz Tułacz (44 l.) doprowadził piłkarzy Resovii do czwartego miejsca w II lidze. Po zakończonym sezonie odszedł do Siarki Tarnobrzeg. Rzeszowski klub nie otrzymał licencji i od sezonu 2013/2014 występować będzie w III lidze.
– Jak było w Portugalii?
– Dwa dni przed wylotem wakacyjne plany zostały zmienione – obraliśmy kurs na Ibizę. I nie żałujemy. To raj na ziemi: słońce, wspaniała kuchnia, ciepłe morze. Odpocząłem jak nigdy.
– Za to po powrocie zetknął się pan z polskim piekiełkiem.
– Zalała mnie fala krytyki. Mimo że wykonaliśmy z drużyną kawał roboty, pracując w ekstremalnie trudnych warunkach. Z przyjaciół nagle staliśmy się wrogami. Trener musi mieć grubą skórę, ale skłamałbym mówiąc, że spłynęło to po mnie jak po kaczce. Na szczęście ci, którzy byli blisko klubu wiedzą, jak było naprawdę. Że Resovia z organizacją była na bakier.
– Niełatwe jest życie trenera Resovii. Jednak pana poprzednicy żegnali się z klubem w dużo gorszej atmosferze.
– Ktoś, kto ma trochę oleju w głowie, odrzuci lansowane teorie spiskowe. Zostawiam w Rzeszowie wielu znajomych. Świetnie dogadywałem się z prezesem sekcji Wojciechem Zającem i kierownikiem drużyny Staszkiem Mandelą. Chcę również podziękować kibicom. Oni na pewno awansowali do pierwszej ligi.
– Część osób ma panu za złe, że wybrał klub, który – jak utrzymują – grać będzie w drugiej lidze kosztem Resovii. Padają zarzuty, że porozumiał się pan z Siarką na długo przed zakończeniem sezonu i tylko czekał na rozwój wypadków.
– Bzdury totalne! Ci, którzy twierdzą, że związałem się z Siarką już miesiąc przed ostatnim meczem, niech przyjmą do wiadomości, iż do dzisiaj nie złożyłem podpisu pod umową z tarnobrzeskim klubem. Temat mojego zatrudnienia w Siarce pojawił się po zakończeniu sezonu. Czekałem jednak na sygnał z Resovii, odbyłem kilka rozmów z prezesem Zającem i w pewnym momencie wspólnie doszliśmy do wniosku, iż rozstanie jest nieuniknione. Podejmując pracę w Resovii zgodziliśmy się – trenerzy i zawodnicy – na niższe zarobki, ale oczekiwaliśmy jednego: finansowej stabilizacji. Niestety, warunek nie został spełniony. Jestem krytykowany, choć drużyna zdobyła 60 punktów. Rok, dwa lata temu taki wynik oznaczałby awans. Poza tym mam ogromną satysfakcję, iż moi podopieczni zrobili tak dobre wrażenie w klubach z wyższej półki. Michał Ogrodnik w Puszczy Niepołomice miał najlepsze wyniki badań wydolnościowych, to samo Dawid Kwiek w Widzewie Łódź. Proszę przypomnieć, ile lat upłynęło, odkąd resoviak trafił do ekstraklasy?
– Jak poważnie rozważał pan opcję prowadzenia Resovii w trzeciej lidze? Ponoć postawił pan jeden warunek: aby działacze zapłacili zaległe pieniądze trenerom i piłkarzom.
– Nie stawiałem żadnych warunków. Pytałem tylko, jak wygląda plan działania. Żeby funkcjonować na wysokim poziomie, trzeba mieć kasę. A piłkarze Resovii od miesięcy słyszeli same obietnice. Narastało zniechęcenie, frustracja przeszkadzała w pracy.
– Ma pan żal do działaczy, że zaniedbali sprawę licencji? Przecież Resovia wzmocniona dwoma, trzema zawodnikami w przyszłym sezonie byłaby jednym z faworytów ligi.
– Mam przekonanie, że szefowie Resovii zrobili wszystko, by licencję otrzymać. Sęk w tym, że dokumenty, które w poprzednim roku były dla PZPN wiarygodne, teraz okazały się niewystarczające.
– Wojciech Zając przyznał ostatnio, że nie jest przekonany, czy Resovię byłoby stać na dalszą grę w drugiej lidze.
– I właśnie o tej niepewnej przyszłości rozmawialiśmy. Ubolewam, że Resovia zrobiła krok w tył, ale wierzę, że szybko się podniesie. Na całym zamieszaniu skorzysta jej młodzież. Zapewniam, iż to szalenie utalentowane chłopaki. Nie zapominajmy, że kilku z nich uczyło się ostatnio przy pierwszej drużynie i miało okazję zadebiutować w drugiej lidze.
– Wygląda na to, że teraz będzie się pan skupiał wyłącznie na pracy szkoleniowej. Siarka to najbogatszy i najlepiej zorganizowany klub Podkarpacia.
– Budżet Siarki na kolana wcale nie powala, ale – co najistotniejsze – klub jest stabilny. Nawet pan sobie nie wyobraża, ilu zawodników z całej Polski dzwoni do mnie i pyta o możliwość gry w Tarnobrzegu.
– Mocny zespół buduje pan w oparciu o byłych piłkarzy Resovii. Do Siarki przybyli Dariusz Frankiewicz, Mirosław Baran i Tomasz Ciećko, a w kolejce zapewne czekają następni?
– Czasu na sprawdziany jest mało, zawsze łatwiej oprzeć się na tych, których znam i cenię. Chęć gry w Siarce zgłosiło 70 procent piłkarzy Resovii, co też wiele mówi o relacjach, jakie panowały podczas naszej pracy w Rzeszowie. Ale o pracę w Tarnobrzegu pytają też gracze Stali Rzeszów i Stali Stalowa Wola.
– Będzie się pan musiał zaprzyjaźnić z mediami społecznościowymi, bo prezydent Tarnobrzega i pierwszy kibic Siarki Norbert Mastalerz najważniejsze informacje z życia klubu ogłasza na Facebooku i Twitterze.
– (śmiech). To nic złego, ale ja wolę tradycyjne metody komunikacji. Stawiam na stary dobry telefon.
Rozmawiał Tomasz Szeliga



3 Responses to "Trener musi mieć grubą skórę"