
PIŁKA NOŻNA. III LIGA. „Pasiaki” tworzą najmłodszą drużynę w lidze. Gole strzelają juniorzy.
Resovia stanowi przykład, że w III lidze można walczyć z najlepszymi, nie mając dużego budżetu ani doświadczonych zawodników. – Dostaliśmy od działaczy zielone światło, by wpuszczać żółtodziobów. Chętnie z tego korzystamy – podkreśla II trener rzeszowian Szymon Grabowski.
Wcale nie tak dawno Resovia płaciła swoim najlepszym zawodnikom po 7-8 tysięcy zł miesięcznie. Trener i dyrektor sportowy kasowali tyle samo. Jednak zamiast awansu na zaplecze ekstraklasy, zespół został zdegradowany do III ligi za długi wobec ZUS i Urzędu Skarbowego. Dziś budżet na poziomie 1,5 mln zł jest dla klubu nieosiągalny, ale mało kto tęskni za okresem, w którym żyło się ponad stan. Piłkarze otrzymują pieniądze na czas, klub spłaca zaległości, nowy zarząd sekcji znalazł już kilku mniejszych sponsorów i poprawił wizerunek Resovii. Zejście z kosztów oznaczało radykalną zmianę w polityce transferowej. „Pasiaki” zostały najmłodszą podkarpacką drużyną.
Szczęście, że jest SMS
Resovia była w stanie przeprowadzić reformy, bo utalentowanych małolatów ma na pęczki po sąsiedzku, w istniejącej od kilku lat własnej Szkole Mistrzostwa Sportowego. – Ta placówka to dla nas wielki skarb – przyznaje Szymon Grabowski, który w SMS-ie prowadzi zajęcia. – Maciek Huzarski (pierwszy trener – red.) ma gorzej, on dawno nie pracował z dziećmi – dodaje z uśmiechem.
Walka o 1. miejsce w Podkarpackiej Lidze Juniorów rozegra się między Siarką a aktualnie drugą w tabeli Resovią. W ostatnim meczu gole dla „pasiaków” strzelali Adrian Mołdoch i Karol Skuba, którzy jesienią trafiali już do siatki w seniorach. Oprócz nich w dorosłej drużynie Resovii zadebiutowali m.in. Miłosz Krawczyk i Dawid Bieniasz. A to nie jedyni 17- i 18-latkowie w kadrze.
Resovia nie powalczy w tym sezonie o awans, już teraz traci do lidera 8 punktów. Nie traci jednak kontaktu z czołówką i wciąż pozostaje niepokonana na własnym boisku. Na jej mecze przychodzi więcej kibiców, niż na Stal Rzeszów, choć to przy Hetmańskiej spotkać można lepszych piłkarzy i obejrzeć efektowniejsze akcje. Zresztą tam również nie brakuje zawodników własnego chowu. – Dla ludzi, którzy utożsamiają się z Resovią ważne jest, że w zespole roi się od wychowanków. Na trybunach nie brakuje też rodzin i znajomych chłopaków dopiero wkraczających w poważny futbol – zauważa trener Grabowski.
Dyskoteki, alkohol? Nie w tej grupie
Młodzież ma swoje prawa. Na boisku to wahania formy, poza nim pokusy, którym czasem trudno się oprzeć: nocne kluby, piwo, papierosy. – Z tym akurat nie mamy problemu – zapewnia Grabowski. – Chłopaki wiedzą, czego chcą od życia. Zdają sobie sprawę, że z Resovii można wypłynąć na szersze wody. Ich koledzy z SMS-u trafili już do Cracovii i Legii Warszawa. Dyscyplina w grupie jest i jeśli już, to musimy im tłumaczyć, że występ w III lidze nie czyni z nich piłkarzy. Młokos zagra dobry mecz, strzeli gola, udzieli wywiadu w gazecie i wydaje mu się, że Pana Boga za nogi złapał. Tak, zdarza nam się sprowadzać chłopaków na ziemię – przyznaje trener.
Gdy 16 lat temu „Graba” wchodził do zespołu Resovii, miał się od kogo uczyć. Dzisiejsza młodzież tak dużego komfortu nie posiada, bo doświadczeni zawodnicy to wyłącznie bramkarz i obrońcy. – Ja podpatrywałem Marka Amarowicza, Wojtka Zielińskiego, Marka Kramarza, Maćka Bilińskiego. Piłkarzy mających za sobą występy w II lidze (wtedy zaplecze ekstraklasy – red.). Teraz w ofensywie nasza młodzież zdana jest tylko na siebie. Ale jak widać, daje sobie radę – kwituje.
Tomasz Szeliga



4 Responses to "Trener Resovii: – Młodych czasem sprowadzamy na ziemię"