
SIATKÓWKA. KMŚ. Drużyna Trentino Volley jako pierwsza z grupy, rozgrywanej w Rzeszowie, wywalczyło awans do Final Four.
Siatkarze Sady wyszli na boisko bardzo mocno zmobilizowani. Od pierwszej piłki było widać, że poniedziałkowa porażka z Asseco Resovią i widmo odpadnięcia z turnieju już w fazie grupowej podziałały na podopiecznych Marcelo Mendeza, jak płachta na byka. – Nie po to pokonaliśmy prawie cały obwód ziemi, aby skończyć nasz udział w Klubowych MŚ na trzech meczach – mówił Taylor Sander. To właśnie Sander poprowadził Brazylijczyków do zwycięstwa w I secie. Zwycięstwa bezdyskusyjnego. W ataku Amerykanin praktycznie się nie mylił, bardzo dobrze funkcjonowała obrona, a i Isac nieźle radził sobie na środku siatki. Efekt? Włosi zanim się ocknęli, przegrali seta. I to bardzo wysoko. Różnicą ośmiu punktów. Sada kontynuowała swoją świetną grę także przez większą część II seta. Wydawało się, że Brazylijczycy będą prowadzili już 2:0, ale im było bliżej końca seta, tym coraz więcej błędów popełniał Sander – motor napędowy ekipy z Cruzeiro. Włochom nie trzeba było dwa razy powtarzać, że to najlepszy moment na odrabianie strat. Kilka mocniejszych zagrywek, skuteczna gra w ataku i Trentino wróciło do gry – 1:1. W kolejnej odsłonie znów przekonaliśmy się, ile dla Sady znaczy Sander. Kiedy w końcówce Amerykanin opadł z sił i popełnił kilka błędów, Włosi natychmiast wypracowali kilka punktów przewagi i nie oddali jej już do końca. Trentino było już tylko o krok od awansu do fazy półfinałowej klubowego mundialu. Na postawę Trentino wpływ miała fantastyczna gra libero tego zespołu. Jennia Grebennikov grał perfekcyjnie w przyjęciu, wyciągał niesamowite piłki w obronie, a jak trzeba było to nawet rozgrywał piłkę. I to z lekkością, której pozazdrościłoby mu wielu prawdziwych wystawiaczy. W IV secie Włosi wypracowali sobie dość dużą przewagę, ale w końcówce ją roztrwonili i od stanu 20:20 ta część gry rozpoczęła się jakby od nowa. Nerwową końcówkę znów lepiej wytrzymali Włosi. Trentino w półfinale KMŚ, Sada poza burtą.
SADA CRUZEIRO – TRENTINO VOLLEY 1-3 (25:17, 26:28, 23:25, 25:27)
SADA: Evandro (25), Le Roux (5), Rodrigo (8), Isac (8), Fernando (0), Sander (18), Serginho (libero) oraz Luan (2), Eder (0), Leonardo (0), Sandro (0), Filipe (0)
TRENTINO: Russell (24 pkt.), Vettori (4), Giannelli (5), Candellaro (5), Kovacevic (11), Lisinac (10), Grebennikov (libero) oraz Van Garderen (3), Nelli (7), Codarin (0)
Sędziowali: Wojciech Maroszek (Polska) i Denny Francisco Cespedes (Dominikana).
PO MECZU POWIEDZIELI:
Luan Jose Weber (Sada Cruzeiro): Ciężko o tym teraz mówić, który moment meczu był najtrudniejszy, bo dla nas to koniec turnieju. Mogę jedynie powiedzieć, że mamy za sobą długie mistrzostwa w Brazylii i mieliśmy do zagrania wiele spotkań. Drużyny są na bardzo równym poziomie i ciężko powiedzieć, kto wygra.
Lorenzo Codarin (Trentino): – Zdecydowanie najtrudniejszym momentem była końcówka pierwszego seta, kiedy nie graliśmy dobrze, nie pokazaliśmy naszego dobrego poziomu siatkówki. Na szczęście później się uspokoiliśmy, zagraliśmy tak, jak potrafimy zagrać od początku. Mecz był bardzo ciężki, ponieważ przeciwna drużyna była na wysokim, międzynarodowym poziomie. Zagraliśmy dobrze i udało nam się skończyć bez tie breaka.
Lorenzetti Angelo (Trentino): – Czy zagraliśmy dobrze? Tak i nie, ponieważ popełniliśmy dużo błędów w trzecim secie, gdy był on już w naszych rękach, na szczęście później zagraliśmy lepiej. Mieliśmy dobrą obronę i przeciwny zdecydowanie mieli z tym problem, pod koniec seta to właśnie było decydujące.
mj


