Trochę Brazylii w Mielcu

Krystian Getinger – to on rozpoczął festiwal strzelecki przy Solskiego. Po trafieniach „Getka” i Bartosza Nowaka stalowcy zaprezentowali kołyski dla świeżo upieczonych rodziców: fizjoterapeuty Damiana Bąka i pomocnika Łukasza Wrońskiego. Fot. Stal Mielec

PGE STAL MIELEC – CHOJNICZANKA CHOJNICE. Sędzia z Płocka, brat słynnego Szymona Marciniaka, podyktował karne, których nie było.

Nie wiadomo, czy Krystian Getinger i Bartosz Nowak wzorowali się na Juninho Pernambucano, ale rzuty wolne wykonali nie gorzej od genialnego Brazylijczyka. Były ozdobą spotkania, które dostarczyło wielu emocji.

PGE STAL 4
CHOJNICZANKA 2
(3-1)
1-0 Getinger (18.), 2-0 Nowak (21.), 2-1 Mikołajczak (31.), 3-1 Nowak (42.), 3-2 Mikołajczak (51. – karny), 4-2 Soljić (77. – karny)

STAL: Kiełpin – Spychała, Perez, Dobrotka, Getinger, Janoszka, Soljić, Urbańczyk (62. Wroński), Nowak (85. Leandro), Prokić (82. Gojko), Paluchowski
CHOJNICZANKA: Janukiewicz – Kobryń, Boczek (9. Grzelczak), Sylwestrzak, Pietruszka, Przybecki (86. Żagiel), Danielewicz, Paprzycki, Żyra (80. Frygier), Podgórski, Mikołajczak.
Sędziował: Tomasz Marciniak (Płock). Żółte kartki: Perez, Dobrotka – Kobryń, Sylwestrzak, Danielewicz, Mikołajczak. Widzów: 3117.

Opiekun Chojniczanki Maciej Bartoszek (dwa lata temu wybrany najlepszym trenerem ekstraklasy) na konferencji prasowej uśmiechał się szczerze, a nawet żartował. – Nie chcesz mieć pytań od dziennikarzy, złóż życzenia świąteczne – radził swojemu koledze ze Stali Arturowi Skowronkowi. Mecz, który obejrzeliśmy, przyrównał do przejażdżki rollercoasterem, pogratulował gospodarzom, ale to wszystko była maska. Prawdziwą twarz trenera ujrzeliśmy przy autokarze, gdy drużyna gości szykowała się w drogę powrotną. – Niektórzy zawodnicy nie powinni wsiadać do autobusu. Bilet do ręki i pociągiem do domu! – warknął Bartoszek. Jego złość była zrozumiała, bo niepokonani od czterech kolejek piłkarze Chojniczanki nie wyglądali w Mielcu na takich, którzy przyjechali wyrządzić gospodarzom przykrość.

Sędzia nie miał dnia

W rezultacie PGE Stal pierwszy raz w historii ograła zespół z Pomorza i do drugiego w tabeli ŁKS-u wciąż traci 7 punktów. – Zostało pięć kolejek i jeszcze wszystko jest możliwe. Mamy doświadczonych piłkarzy, sporo jakości, walczymy do końca! – nie składa broni Josip Soljić. Chorwacki pomocnik Stali wrócił do gry i znów był jednym z najlepszych. To on ustalił wynik, trafiając z karnego. Sędzia dopatrzył się faulu na Adrianie Paluchowskim, lecz popełnił błąd, bo jeśli już obrońca Chojniczanki wytrącił napastnika z równowagi, to zrobił to przed „16”. Karny dla gości też nie powinien zostać podyktowany. Piłkarz Chojniczanki runął na murawę po tym jak… kopnął w ziemię. Tomasz Marciniak, młodszy brat Szymona, naszego eksportowego rozjemcy, nie miał więc dobrego dnia. Na szczęście jego decyzje nie wpłynęły na losy spotkania, które toczyło się pod dyktando biało-niebieskich. Z wyjątkiem kilku minut drugiej połowy, kontrolowali oni przebieg wydarzeń.

Perełki Getingera i Nowaka

Dziwny to był mecz. Zaczął się od bramek zdobytych strzałami z rzutów wolnych w odstępie ledwie trzech minut. Niewiele jest drużyn posiadających w składzie zawodników potrafiących uderzyć tak precyzyjnie ze stojącej piłki jak uczynili to Krystian Getinger i Bartosz Nowak. Ten pierwszy podkręcił futbolówkę lewą stopą, drugi prawą. W obu przypadkach wpadła w okolice „okienka” i trzeba było zobaczyć minę bramkarza Radosława Janukiewicza, by pojąć, że mieliśmy do czynienia z nie lada sztuką. – Te gole wprowadziły jakże potrzebny spokój do drużyny – zauważył Bartosz Nowak, ale ważniejsze było coś innego. – Po nieudanym meczu w Jastrzębiu aż gotowaliśmy się ze złości. Dlatego wyszliśmy na boisko maksymalnie zdeterminowani. Powiedzieliśmy sobie: róbmy swoje. Cieszmy się grą, bądźmy efektowni i skuteczni. Byliśmy agresywni, szybko odbieraliśmy piłkę przeciwnikowi i prawdę mówiąc, powinniśmy wygrać wyżej – dodawał rozgrywający Stali.

Doskonałych okazji nie wykorzystali: Łukasz Janoszka, Andreja Prokić i Denis Gojko. Stalowcy czuli się na boisku tak pewnie, że imali się różnych sposobów. Adrian Paluchowski na przykład wykonał spektakularną przewrotkę i niewiele brakowało, by zdobył bramkę-marzenie. – Gdy gramy u siebie, na nudę nie można narzekać – skwitował Soljić, który wyraził nadzieję, iż następne święta spędzi w Mielcu, w drużynie występującej w ekstraklasie.

– To był świetny mecz dla kibiców, działo się naprawdę bardzo wiele. Widać, że odpowiednio zareagowaliśmy po ostatnim niepowodzeniu. Jesteśmy głodni sukcesu i do ostatniego meczu walczyć będziemy o nasze marzenia – podsumował Artur Skowronek.

Jego zespół na kolejne chwile słabości pozwolić sobie nie może. Już w środę musi przywieźć 3 punkty z Opola i liczyć, że były klub Skowronka, Wigry Suwałki, powstrzymają „Rycerzy Wiosny” z Łodzi.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.