
KROSNO. Wg jasielskiej prokuratury Damian P. zabił Magdalenę P. celowo, natomiast oskarżony twierdzi, że to był wypadek.
W piątek sąd przesłuchał kolejnych świadków w sprawie Damiana P. (42 l.), oskarżonego o to, że 17 grudnia 2012 roku w Sieklówce (pow. jasielski) śmiertelnie postrzelił swoją o rok młodszą konkubinę Magdalenę P. Usłyszał trzy zarzuty: zabójstwa, nielegalnego posiadania amunicji i broni oraz jej wyrabiania. Do morderstwa się nie przyznaje.
-Nie chciałem Magdy zabić, zamierzałem tylko wypłoszyć dziki, które dzień wcześniej zryły moją działkę – stwierdził oskarżony. – Nie wiem dlaczego broń wypaliła, skoro nikt za spust nie pociągnął – mówił.
Damian P. od ok. 20 lat wyjeżdżał do pracy w Niemczech, gdzie pracował w ogrodnictwie. Tydzień przed tragedią wrócił do Sieklówki. Magdalenę P. znał od ok. 10 lat. Zdaniem prokuratury, P. tego feralnego dnia znajdując się w stanie nietrzeźwości i działając z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia swej konkubiny skierował w kierunku jej głowy broń długą, samodziałową, jednostrzałową, z przeładowanym pociskiem myśliwskim, kaliber 16 mm, niezabezpieczoną.
,po czym z odległości kilkudziesięciu centymetrów oddał strzał z tej broni w głowę pokrzywdzonej, powodując obrażenia w postaci licznych, wielofragmentowych złamań kości sklepienia czaszki z przemieszczeniami oraz całkowite wymóżdżenie, co doprowadziło do natychmiastowego zgonu kobiety. P. oskarżono też o to, że bez zezwolenia posiadał w miejscu zamieszkania ową jednostrzałową strzelbę, sztucer o kalibrze 7,92 mm i 289 sztuk różnego rodzaju naboi.
Świadek: – P. chciał się powiesić, powstrzymałem go
W piątek przed sądem swoje zeznania złożył m.in. Zbigniew Z. (58 l.) – rolnik, kuzyn Damiana P. – Pamiętam, że 17 grudnia przyszła do mnie matka oskarżonego i poinformowała, że Damian chyba postrzelił Magdę. Pobiegłem na miejsce zdarzenia, zauważyłem tam Damiana, który w kuchni klęczał koło leżącej na podłodze Magdy i przystawiał ucho do jej serca, chciał sprawdzić czy jeszcze bije. Magda miała roztrzaskaną głowę. Widok był wstrząsający. Gdy Damian uświadomił sobie, że Magda nie żyje, strasznie rozpaczał, płakał i powtarzał w kółko: “Nie ma życia bez Magdy”. Mówił, że się powiesi, dlatego pilnowałem go, by sobie nic nie zrobił – zeznał. – Zapytałem Damiana co się stało, ale on był w szoku i nie potrafił mi odpowiedzieć. Świadek dodał, że dziki to był temat powszedni, masakrowały one działki. – U mnie i Damiana P. ten problem istniał. Szkody wyrządzone przez dziki zgłosiłem do Koła Łowieckiego – wyjaśniał.
Inny świadek: – Damian i Magda się kochali
– Tego dnia rano Magda przyszła do mnie i poprosiła, abym jej włosy ufarbowała i pomalowała paznokcie. Po południu po Magdę przyjechał Damian i pojechali razem do sklepu. Damian zrobił mi zakupy za swoje pieniądze i kupił flaszkę wódki, którą wspólnie wypiliśmy, po czym oni wrócili do swego domu – mówiła w piątek w sądzie Renata S. – Oni się kochali. Magda nadużywała alkoholu i to był problem. Damian pił mało. Zwracał jej uwagę, żeby dużo nie piła, a ona mimo to upijała się do nieprzytomności – mówiła. – Magda była zatrudniona w pizzerii, jednak przez alkohol straciła pracę. Pracowała w Niemczech, została wydalona stamtąd, bo znaleziono narkotyki przy niej. Sama mi to powiedziała. On potrafił zarobić pieniądze, ona nie dała rady. Nigdy nie była bita przez Damiana – zeznała. – Magda Damianowi zawdzięcza to, że ona i jej córka nie poumierały z głodu, on je karmił, ubierał, płacił rachunki. Matce Magdy też pomagał – wyjaśniała. – To jest dobry chłopak, nigdy nikomu by krzywdy nie zrobił – zaznaczyła.
Oskarżony przedstawił dwie wersje zdarzenia
W piątek w sądzie zeznawał także jeden z policjantów, który 17 grudnia ub. roku został wezwany na interwencję do Sieklówki, gdzie została postrzelona Magdalena P. – Na miejscu zdarzenia zauważyłem w korytarzu broń, zaś w kuchni znajdowały się zwłoki kobiety. Było pełno krwi. Oskarżony oświadczył, że usłyszał strzał, gdy przebywał w kotłowni. Następnie pobiegł do kuchni, gdzie zobaczył leżącą na podłodze swoją konkubinę, obok której znajdowała się broń. On tę broń wziął i zostawił w przedpokoju. Był wstrząśnięty, płakał, dopiero potem opowiedział drugą wersję wydarzeń. Stwierdził, że chciał wyjść na zewnątrz i odstraszyć dziki, które podchodziły pod dom od strony lasu. Zapytał, czy Magda pójdzie razem z nim, lecz ona odmówiła. Miała powiedzieć do oskarżonego: “Zastrzel mnie”, po czym chwycić lufę i strzelba wypaliła – mówił.
Wioletta Zuzak


