Trzeba mnie wyciąć równo z trawą!

Piotr Prędota strzelił dla Stali do tej pory 10 bramek w 17 meczach sezonu 2013/2014. Fot. Archiwum
Piotr Prędota strzelił dla Stali do tej pory 10 bramek w 17 meczach sezonu 2013/2014. Fot. Archiwum

PIŁKA NOŻNA. Rozmowa z Piotrem Prędotą, napastnikiem II-ligowej Stali Rzeszów.

1. miejsce Adrian Paluchowski (Znicz Pruszków; 12 goli), 2. Konrad Nowak (Wisła Puławy) i Maciej Tataj (Motor Lublin; 11 goli), 3. Piotr Prędota (Stal Rzeszów; 10 goli) – tak przedstawia się klasyfikacja najlepszych strzelców II ligi wschodniej po 17 meczach sezonu 2013/2014. W klubie z ul. Hetmańskiej cieszą się z transferowego „strzału w dziesiątkę”, bo za taki należy uznać sprowadzenie z Radomiaka Piotra Prędoty.

– Był pan kiedykolwiek równie skuteczny, co w rundzie jesiennej obecnego sezonu?
– Z dziesięć lat temu w Motorze Lublin „zakręciłem” się coś koło 12 bramek. Byłem jednak młody, a czasy były… dziwne. Różne rzeczy w futbolu się działy, więc po latach to wszystko wygląda już zupełnie inaczej (uśmiech). Tak czy owak, moja dobra forma została dostrzeżona. Trafiłem do występującego w ekstraklasie Górnika Łęczna, gdzie kariery jednak nie zrobiłem.

– Pana gole dały Stali aż 12 punktów. Gdyby nie one, zimę spędzilibyście na przedostatnim miejscu w tabeli! To pokazuje, jak bardzo ten zespół jest uzależniony od pana, co chyba dobre nie jest?
– Napastnik może mieć dobrą rundę, a w drugiej się zatnie i nie będzie zmiłuj. Na tej pozycji to zdarza się bardzo często. Wielokrotnie mówiłem podczas sezonu, że przydałby się w drużynie jeszcze jeden facet do zdobywania bramek. Trener Łętocha stwierdził jednak, że, na razie nikogo takiego nie szuka. Z drugiej strony, mamy w zespole Łukasza Szczoczarza i Konrada Macę, który w końcu musi odzyskać skuteczność. Bo strzelać gole potrafi.

– Jak przebiegało poniedziałkowe spotkanie z kibicami?
– Pogadaliśmy w bardzo sympatycznej atmosferze. To była grupa kibiców od lat związana z klubem, żywo interesująca się jego problemami. Porozmawialiśmy o relacjach z miastem, dopingu na meczach.

– Z frekwencją było w tej rundzie bardzo kiepsko…
– Nie wiem, dlaczego trybuny świeciły pustkami. Pewnie ta druga liga, jej poziom, nie zachęca do przyjścia na stadion. Mielec? Tam jest jednak inaczej. Otwarcie nowego stadionu i dobre wyniki spowodowały boom na piłkę nożną w mieście. Mielec to jednak wyjątek w skali całej ligi. Runda rewanżowa zawsze jest bardziej emocjonująca, więc liczę, że i na nasze mecze zacznie chodzić więcej kibiców. Pod koniec roku coś się zresztą ruszyło. Podczas derbów ze Stalą Stalowa Wola i Siarką Tarnobrzeg nasi fani byli już bardzo liczni i głośni.

– Działacze Stali systematycznie pielgrzymują do Ratusza, prosząc prezydenta o większe wsparcie. Nie dziwi pana, że w 180-tysięcznym mieście tak trudno o porządną dotację?
– Nie wiem, kto doradza prezydentowi. Czy może on sam podejmuje kluczowe decyzje? Nie jestem z Rzeszowa, nie znam tutejszych uwarunkowań. Ale z tego, co zdążyłem się zorientować, miasto nie zbiedniałoby, gdyby przeznaczyło na piłkę nożną część budżetu. Może nawet tak się stanie? Nasi prezesi po ostatnim spotkaniu w ratuszu mówili, że prezydent zmienia front. Że idzie ku lepszemu.

– W Lublinie, skąd pan pochodzi, mieście większym od Rzeszowa, rozwijającym się, ale przecież wciąż nie najbogatszym, władze pompują w Motor potężne pieniądze.
– Tam miasto jest większościowym udziałowcem piłkarskiej spółki. Ostatnio przeznaczyli na Motor 1,5 mln zł, buduje się nowoczesny stadion na 15 tysięcy miejsc. W Lublinie cel jest jasny: w jak najszybszym czasie znaleźć się w ekstraklasie. Inna sprawa, że po drodze popełniono mnóstwo błędów. Wydaje mi się, że nasi działacze taką kasą gospodarowaliby dużo rozsądniej. W Stali już wiedzą, że nie warto ściągać armii zaciężnej. Że można się oprzeć na swojej młodzieży.

– Zanotował pan kapitalne półrocze. Jest pan z siebie w 100 procentach zadowolony?
– Pewnie, że nie! Plusów było więcej niż minusów, jednak zawiodłem na całego w spotkaniu ze Stalą Mielec. W ostatnim meczu z Siarką też nie byłem sobą. Żadnego zagrożenia z mojej strony, walki. Jak widać, zawsze znajdzie się coś do poprawy.

– Sędziowie podyktowali przeciwko Stali sześć rzutów karnych, w drugą stronę nie zagwizdali ani razu. Coś słabo się pan starał w polu karnym.
– Bo ja nie umiem się przewracać. Trzeba mnie wyciąć równo z trawą! To pewnie mankament w mojej grze, napastnik powinien jednak posiąść umiejętność padania na murawę w starciu z rywalem. Nie dałem sędziom prawa do wskazania na „wapno”, ale moi koledzy już tak. Konrad Maca w Elblągu został ściągnięty do ziemi za koszulkę, w Pruszkowie zawodnik gospodarzy ewidentnie zagrał ręką. Arbitrzy jakoś tego nie dostrzegli.

– Dobra runda może zaowocować ciekawymi propozycjami. Istnieje opcja, że opuści pan zimą Stal?
– Gdybym był młodszy, to pewnie przebierałbym w ofertach. Teraz jednak nie spodziewam się rewelacyjnych propozycji. Poza tym, nasza rodzina dobrze się czuje w Rzeszowie. Żona ma pracę, ja jestem ważną częścią drużyny. Bardzo możliwe, że zostaniemy w stolicy Podkarpacia na dłużej.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.