Trzy dni grozy na granicy z Ukrainą

W piątek przed północą na opuszczenie Polski oczekiwał jeden ukraiński autobus.

KORCZOWA. Oblężenie na przejściu granicznym. Ukraińcy chcieli wrócić do ojczyzny.

Takiej sytuacji z przepływem informacji z Ukrainą chyba jeszcze nie było! Od środy (25 marca) pojawiały się kolejne sprzeczne komunikaty, co wywołało panikę wśród obywateli Ukrainy pragnących z zagranicy wrócić do ojczyzny. W szczytowym momencie było ich na przejściu granicznym w Korczowej około 8 tysięcy! Nie wiedzieli, czy zdołają się wydostać z Polski, bo strona ukraińska zapowiadała zamknięcie granic dla własnych obywateli od północy z piątku na sobotę (z 27 na 28 marca).

W obliczu epidemii Ukraińcy, których ogromna liczba pracowała w Polsce i innych krajach UE, rozpaczliwie chcieli wracać do ojczyzny. Stąd niesamowity szturm na pociągi specjalne jadące z Przemyśla do Kijowa oraz niemal „okupacja” jedynego czynnego na Podkarpaciu przejścia granicznego w Korczowej, gdzie na transport do ojczyzny oczekiwały tysiące niezmotoryzowanych Ukraińców. Wydawało się, że sytuacja nie może stać się bardziej dramatyczna, ale okazało się, że – owszem – może. W środę (25 marca) premier Ukrainy, Denys Szmyhal poinformował, że Ukraina ma zamiar zamknąć swe granice dla własnych obywateli. W ostatnich tygodniach widzimy, że jedynym źródłem koronawirusa na Ukrainie był potok obywateli z zagranicy i ten potok trwa, i to (…) zwiększa liczbę osób, zakażonych tą infekcją – stwierdził. – Do końca piątku powinniśmy wstrzymać wszelki ruch pasażerski przez granicę Ukrainy w obie strony – dodał szef ukraińskiego rządu.

Na Ukraińców wciąż jeszcze przebywających za granicą padł blady strach i zaczęli zjeżdżać na przejścia graniczne, by do piątku (27 marca) do północy zdołać je przekroczyć. W Korczowej w szczytowym momencie na tę możliwość czekało… 8 tysięcy obywateli Ukrainy.

Na barierkach na granicy ktoś zostawił plastikowy różaniec. Nie wiadomo, czy w podzięce za to, że udało się wyjechać, czy zwyczajnie w pośpiechu…

Jednocześnie w czwartek (26 marca) odbyła się wideokonferencja wiceministra MSWiA Bartosza Grodeckiego, ambasadora Ukrainy w Polsce Andrija Deszczycy, wojewody podkarpackiej Ewy Leniart, komendanta głównego Straży Granicznej gen. dyw. Tomasza Pragi oraz komendanta jej Bieszczadzkiego Oddziału gen. bryg. Roberta Rogoza, podczas której podjęto decyzję o utrzymaniu stałego transportu dla obywateli Ukrainy na przejściu w Korczowej, otwarciu terminalu odpraw pieszych w Medyce oraz utrzymaniu specjalnych połączeń kolejowych na Ukrainę. Ale już następnego dnia, w piątek (27 marca) ambasada Ukrainy poinformowała, że nie będzie już specjalnych połączeń kolejowych i samolotowych na Ukrainę, ani możliwości korzystania z pieszych terminali odpraw na granicy. Zostanie jednak utrzymana możliwość powrotu Ukraińców do ojczyzny przez czynne przejścia drogowe.

Trzy dni, trzy skrajnie różne informacje i zero pewności co tak naprawdę stanie się o północy z piątku na sobotę. – Ja nie wiem czy będzie możliwość powrotu do domu – mówił szczerze Igor, Ukrainiec spod Kijowa. – U nas to nigdy nic nie wiadomo. Ja się muszę przeprawić przez granicę dziś – deklarował w piątek rano. Był jednym z tysięcy ludzi myślących tak samo: – teraz albo… Bóg wie kiedy. Z powodu tej sytuacji na granicy w Korczowej była w piątek prawdziwa mobilizacja. Polska Straż Graniczna pracowała na najwyższych obrotach, a ukraińskie autobusy jeździły w kółko i przewoziły podróżnych przez granicę. O godz. 23 w piątek sytuacja w Korczowej w niczym nie przypominała tej sprzed kilku godzin. Na przejściu była garstka ludzi, którzy sposobili się do odjazdu do ojczyzny podstawionym autobusem. – Ale żeby pojechał przed północą – martwili się. – Bo nie wiadomo, czy nasi nie zamkną jednak granicy – obawiali się. Ostatecznie autobus odjechał, zostało tylko kilka osób czekających na kolejny, a granica po północy pozostała otwarta. – W tej chwili ruch odbywa się normalnie, autobusy ukraińskie zabierają podróżnych na Ukrainę – poinformowała w niedzielę (29 marca) mjr Elżbieta Pikor, rzecznik prasowy Bieszczadzkiego OSG. – W ciągu minionej doby było 12 takich kursów – dodała.

Monika Kamińska

2 Responses to "Trzy dni grozy na granicy z Ukrainą"

Leave a Reply

Your email address will not be published.