– Trzy punkty w prezencie ślubnym

Sebastian Brocki z gola najwcześniej ucieszy się 9 kwietnia. W sobotę, w porze derbów z Resovią, pomocnik Stali weźmie ślub. Fot. Wit Hadło
Sebastian Brocki z gola najwcześniej ucieszy się 9 kwietnia. W sobotę, w porze derbów z Resovią, pomocnik Stali weźmie ślub. Fot. Wit Hadło

PIŁKA NOŻNA. III LIGA. Rozmowa z Sebastianem Brockim, pomocnikiem Stali Rzeszów.

Zdobywca 9 bramek, doskonały asystent i najlepszy w zespole Stali drybler nie wystąpi w sobotnim meczu z Resovią. A przecież Sebastian Brocki to talizman biało-niebieskich. Z nim w składzie Stal derbów nie przegrała.

– W sobotę derby, a pan bierze ślub. Jakże to tak?
– Hmm, nie spojrzałem w kalendarz i teraz mam za swoje. A tak na serio: są w życiu rzeczy ważne i ważniejsze.

– Zdarzają się ucieczki sprzed ołtarza. Nie mógłby pan czmychnąć z wesela, a potem wrócić?
– Już to rozważaliśmy. Śmialiśmy się razem z narzeczoną Moniką do kamerzysty, żeby koniecznie nakręcił scenę, gdy uciekamy z kościoła. Wyobraża pan to sobie? Nasi rodzice umarliby ze stresu.

– Pan się ślubem nie stresuje?
– Nie. Choć może w piątek albo w sobotę zacznę się denerwować.

– Monika jest kibicem?
– Interesuje się piłką, jest prawie na każdym meczu Stali przy Hetmańskiej. Poznaliśmy się w hali Podpromie, akurat grałem z kolegami w siatkę. Jesteśmy razem już od pięciu lat.

– Podczas pierwszego tańca może pan pomylić kroki, bo myśli będą krążyć wokół stadionu przy Wyspiańskiego.
– Nie ma opcji, żebym pomylił kroki, bo mój taniec to będzie całkowity spontan. Byłem zbyt ambitny, żeby chodzić na lekcję tańca (śmiech).

– Rozumiem, że na parkiecie idzie panu równie dobrze, co na boisku?
– Oczywiście, że tak (śmiech). Taniec nie jest moją domeną. A co do myśli krążących wokół meczu – po wyjściu z kościoła włączę komórkę i będę nasłuchiwał wieści ze stadionu Resovii.

– Kogo z drużyny zaprosił pan na wesele?
– Arka Barana, Łukasza Szczoczarza, Piotrka Prędotę, Damiana Jędryasa, Kacpra Drelicha i Sławka Szeligę, który niestety nie będzie mógł przyjść, no i obowiązkowo trenera Marcina Wołowca i kierownika Darka Paśkiewicza.

– Prezent w postaci 3 punktów bardzo by się przydał, bo ostatnio daliście ciała i Motor Lublin odskoczył.
– Jeśli chłopaki przegrają w derbach, wezmę koperty i pokażę im drzwi (śmiech). A co do feralnego spotkania z Lewartem Lubartów: jeździliśmy na tyłkach, a rywal przeprowadził dwie kontry i zwyciężył. Niestety, nie pomógł nam Peter Suswam (otrzymał czerwoną kartkę i ostatnie 25 minut stalowcy grali w dziesiątkę – red.). Zachował się idiotycznie i chyba doskonale o tym wie. Grając w osłabieniu nadal byliśmy stroną przeważającą, ale na ciężkiej murawie trudno było załatać lukę i nie dowieźliśmy tego 1-0.

– W derbach niby nie ma faworyta, ale, moim zdaniem, wyżej stoją akcje Resovii. Gra u siebie, jest po dwóch zwycięstwach, a Stal została bez kibiców i kluczowych zawodników w pomocy i obronie.
– Derby ze wskazaniem na Resovię? Muszę się z tym zgodzić. Wiem, że rywale cieszą się z nieobecności mojej i Petera, ale przecież Stal to nie tylko Brocki i Suswam. Gorzej, że miało być święto na boisku i trybunach, tymczasem mecz obejrzy nie więcej niż tysiąc osób. Nie chcę wskazywać winnego, powiem tylko, że nie dziwię się, iż Resovia chciała rozgrywać mecz przy Wyspiańskiego. To ich stadion, tutaj czują się najlepiej.

– Kluczem do zwycięstwa może się okazać obrona. Resoviacy mają lepsze statystyki, 11 razy kończyli mecz na zero w tyłach, wy – zaledwie pięciokrotnie. Ostatnio niemal zawsze wyciągacie piłkę z siatki.
– Nie ukrywamy, że mamy problem w defensywie. Tracimy stanowczo za dużo bramek, również po stałych fragmentach. Zdecydowanie lepiej wyglądamy z przodu.

– Rozgrywa pan dobry sezon, strzelił już 9 bramek, dołożył sporo asyst. Szkoda, że nie sprawdzi się pan na tle obrońców tak dobrych jak Piotr Szkolnik czy Przemysław Żmuda.
– Jeszcze nie przegrałem derbów. Najważniejsze zatem to znaleźć drugiego takiego szczęściarza jak ja (śmiech).

– Derby rozpoczynają słynny tryptyk: 9 kwietnia gracie z Motorem u siebie, tydzień później w Krośnie z Karpatami. Wyniki tych spotkań zadecydują, czy Stal zagra w barażach czy nie.
– To prawda, dlatego nie dopuszczam myśli, że w tych wszystkich meczach potracimy punkty. Choć w tamtym sezonie mieliśmy jeszcze gorszą sytuację i udanie finiszowaliśmy.

– Widziałem Motor w Boguchwale. Na tle walczącego, ale jednak słabego Izolatora niczym nie zaimponował.
– Wszyscy powtarzają: Motor, Motor, Motor. OK, ma piękny stadion i świetnych kibiców, ale słyszałem, że organizacyjnie w klubie już tak kolorowo nie jest. Oczywiście do meczu z nami podejdą inaczej niż do spotkania z Izolatorem. Będą bardziej zmotywowani.

– Różnica jest taka, że piłkarze z Lublina otrzymują co miesiąc wynagrodzenie, a wy musicie prosić o pieniądze…
– Ostatnią z kasą jest lepiej, prezes coś tam wypłacił.

– Walczy pan na dwóch frontach, strzelając mnóstwo goli dla Heiro Rzeszów. W futsalu będzie łatwiej o awans niż w trzeciej lidze? Ponoć szykuje się reforma i powiększenie ekstraklasy.
– Ciężko powiedzieć jak to się skończy, ale i tak możemy być z siebie dumni. Nikt się nie spodziewał, że wyrośniemy na jednego z faworytów. W weekend gramy w Polkowicach. Żałuję, że nie pomogę chłopakom.

– Zaczęliśmy weselem, to weselem zakończmy. Planujecie podróż poślubną?
– Nic z tych rzeczy. Latem zostanę tatą!

Rozmawiał: Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.