Trzysta kilogramów zmiażdżyło panu Waldemarowi stopę

Waldemar Stój ze Skołyszyna czuje się już lepiej, wkrótce chce wrócić do pracy. Fot. Ilona Dziedzic
Waldemar Stój ze Skołyszyna czuje się już lepiej, wkrótce chce wrócić do pracy. Fot. Ilona Dziedzic

SKOŁYSZYN, POW. JASIELSKI. Do nieszczęśliwego zdarzenia doszło na terenie fabryki armatur w Przysiekach.

Waldemar Stój ze Skołyszyna jest już po operacji stopy, którą zmiażdżył mu trzystukilogramowy korpus. Do feralnego wypadku doszło w zeszły czwartek na terenie fabryki armatur w Przysiekach. – Gdyby korpus spadł mi na kolana lub na pas, to mógłbym już nie żyć – mówi poruszony.

Do nieszczęśliwego zdarzenia doszło w zeszły czwartek w południe na terenie fabryki armatur w Przysiekach. Waldemar Stój w tym dniu po zakończonej pracy miał jechać z rodziną na zaplanowane wakacje na Węgrzech. Tak niewiele brakowało, tylko dwie godziny do rozpoczęcia urlopu. Niestety, cały plan spalił na panewce, bo właśnie w tym dniu pan Waldemar uległ poważnemu wypadkowi. Pech chciał, że ciężki żeliwny korpus spadł mu na stopę miażdżąc ją. Okropny ból przeszył jego ciało.

– Sam nie wiem, jak do tego doszło, być może zgubiła mnie rutyna. Żeliwny korpus był zawieszony na śrubach. Prawdopodobnie wysunął się i w rezultacie spadło mi na stopę około trzysta kilogramów. Był to element, który malujemy farbą proszkową na gorąco – wyjaśnia pan Waldemar pracujący od osiemnastu lat w zawodzie malarza armatury. – Noga była w stanie masakrycznym. Oprócz tego, że została zmiażdżona, to była wykręcona w drugą stronę. W szpitalu jestem na lekach przeciwbólowych, bo bez tego nie dałbym rady wytrzymać bólu – dodaje spokojnie.

Załoga ruszyła na pomoc
Pierwszy na pomoc przyszedł mu brat, który pracuje razem z nim, a następnie załoga. Całe zdarzenie było dla niego ogromnym przeżyciem. W pierwszej chwili był w szoku i nie czuł bólu, jednak ten dał o sobie znać w drodze do jasielskiego szpitala. W tym samym dniu o godz. 17 został zabrany na stół operacyjny. Lekarze robili wszystko, aby odbudować tkanki. Zabieg trwał dwie godziny. Przed Waldemarem Stójem wiele tygodni rehabilitacji. Choć doznał zmiażdżenia stopy, nie opuszcza go optymizm i dobre samopoczucie. Jak sam podkreśla, wkrótce będzie chciał wrócić do pracy. – Lekarze są zdania, że powinno być dobrze. Oni zrobili wszystko, co mogli – kwituje.

Okręgowy Inspektorat Pracy bada sprawę
Wypadek został zgłoszony przez pracodawcę do Okręgowego Inspektoratu Pracy w Rzeszowie w ten sam dzień, w którym doszło do zdarzenia. – Kontrola w firmie została rozpoczęta w dniu wypadku. Przede wszystkim sprawdzimy, czy nie doszło do naruszenia praw pracowniczych. Ponadto będziemy ustalać przyczyny zdarzenia w celach dowodowych oraz prewencyjnych. Ze wstępnych informacji wynika, że podczas przenoszenia ciężkiego elementu spadł on na stopę pracownika – słyszymy w Okręgowym Inspektoracie Pracy w Rzeszowie.

Sprawą zajęła się również jasielska policja. – Naszym zadaniem jest ustalenie przyczyny i okoliczności, w jakich doszło do wypadku – wyjaśnia kom. Krzysztof Machowski, zastępca naczelnika Wydziału Kryminalnego Powiatowej Policji w Jaśle.

W firmie trwają czynności wyjaśniające
Dyrektor produkcji w fabryce, w której doszło do wypadku podkreśla, że sprawa jest na etapie wyjaśniania. Zaznaczył, że do takiego zdarzenia na terenie zakładu doszło po raz pierwszy. – Procedury naszej firmy zawsze zobowiązują nas do powołania komisji powypadkowej. Komisja bada przyczyny i okoliczności wypadku. Po analizie wprowadzane są odpowiednie rozwiązania, jeżeli są konieczne, mające zapobiegać takim wydarzeniom na przyszłość. Obecnie w firmie trwają czynności wyjaśniające – mówi Paweł Gierut, prezes zarządu firmy.

Ilona Dziedzic

Leave a Reply

Your email address will not be published.