Tusk ma moje TAK

Dzisiejszy komentarz z pewnością nie spodoba się wszystkim Czytelnikom. Że nie spodoba się zwolennikom partii rządzącej – to w porządku, nie dla ich przyjemności i miłych doznań tu piszę. Ale jestem pewien, że nie spodoba się również radykałom z opozycji, tym, co to „wszystko albo nic” i którzy uważają, że skoro interesuje nas 10 to 7 to 0.
Swoją drogą taka arytmetyka mogłaby być dość ciekawa formalnie i pewno rzecz przemyślę, jak będę miał czas; na razie jednak pozostańmy przy rozwiązaniach klasycznych.
Tusk odbył dość długą konferencję prasową, która: a) była żywa i ciekawa, b) było słychać zadawane pytania. To już rzadkość, ale to nie wyczerpuje pozytywów; a są one takie, że Tusk odpowiedział na większość moich wczorajszych wątpliwości. Nie migał się i chyba już wie, że będzie bez litości rozliczony z każdego wypowiedzianego słowa. Nie wszystko mnie zachwyciło – na przykład pewne relatywizowanie duchowieństwa i dzielenie go na „jednak fajną mniejszość znajomych” i na ogół nieciekawą większość. Sam bym powiedział dosadniej: w dostatecznie licznym gangu zawsze się znajdzie paru z wątpliwościami, więc nie ma o czym deliberować; uwzględnijmy jednak, że ja jestem na punkcie religii i Kościoła zafiksowany negatywnie, a Tusk nie jest mną i nie musi.
Inny plus dodatni jest taki, że Tusk pokazał mnóstwo pozytywnej energii oraz zademonstrował rzadką umiejętność punktowania przeciwnika a vista. Chyba też zrozumiał, że powrót po wielu latach oznacza, że musi się skonfrontować z masą ludzi, którzy w czasie jego nieobecności dorośli i go po prostu nie znają; z całą pewnością nie jest to zaś pokolenie wyrosłe z tradycji mocno podstarzałej tymczasem panny „S” ani noszące krótkie spodenki ZHR. W każdym razie – nie w większości.
Poza tym Tusk pokazał osobowość dojrzałego polityka. Z pewnością reprezentuje raczej centroprawicę niż centrolewicę; tak, czy siak – jest to i tak o niebo lepsze od pisowsko-nacjonalistycznego kołtuństwa. A w dodatku nikt znajdujący się bardziej na lewo od niego nie dorównuje mu poziomem intelektualnym, zręcznością polityczną ani temperamentem polemicznym.
Nawiasem mówiąc, poczytałem ostatnio trochę wypowiedzi w tzw. lewicowych bańkach na FB. Wrażenie jest mocno przygnębiające: dominuje tam prymitywny antyamerykanizm i ukochanie „urawniłowki” połączone z kompletnym lekceważeniem czegoś takiego, jak prawa człowieka czy praworządność. Co więcej, odnoszę wrażenie, że spora część zabierających pryncypialnie głos i w czambuł potępiających kapitalizm w ogóle nie do końca wie, o czym mówi i po prostu przeczytała w życiu o parę setek książek za mało… I nadal „po leninowsku” walczy z reformizmem, socjaldemokracją i renegatem Kautskym oraz potępia swobodę obyczajową jako „wykwit zdegenerowanej moralności burżuazyjnej”.
Miałem ochotę zrobić uwagę, że jak jeszcze przeczytam jakąś uwagę o „służebnej roli inteligencji w stosunku do ludu pracującego miast i wsi”, to kogoś zastrzelę, ale dałem spokój, bo oni mają specyficzne poczucie humoru; „klasowe” zapewne…
Wracając do początku. Tusk ma moje TAK.

Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.

11 Responses to "Tusk ma moje TAK"

Leave a Reply

Your email address will not be published.