„Ty mi daj, a ja sprzedam i zarobię”

Monika KamińskaChoć Polacy lubią narzekać na swoich rodaków, tak naprawdę z reguły jesteśmy życzliwi i innym pomocni. Wielu ludzi wspiera akcje charytatywne, wielu też chętnie oddaje potrzebującym rzeczy w dobrym stanie, które de facto mogliby sprzedać. No właśnie, a propos sprzedaży – niestety, okazuje się, że coraz częściej taką darowaną rzecz sprzedaje ten, kto ją dostał! Takie zachowanie budzi niesmak i oburzenie, i nierzadko zniechęca darczyńcę i innych do pomagania.

Nasza Czytelniczka, młoda kobieta, natknęła się w Internecie na ogłoszenie, które ją poruszyło. Inna młoda kobieta błagała o dziecięcy wózek. Jak pisała, nie stać jej na kupno tegoż, bo jest w dramatycznej sytuacji materialnej i życiowej. Naszej Czytelniczce zrobiło się żal innej matki, która swemu dziecku nie może nawet kupić wózeczka. Ale na samym żalu się nie skończyło, postanowiła oddać jej i jej synkowi ten, który kiedyś sama kupiła dla swej córeczki. Niby mogłaby go sprzedać i to wcale nie za grosze, bo markowy, niezniszczony, ale sumienie jednak zawołało „oddaj potrzebującym” i oddała.

Wózeczek jest dość oryginalny i nasza Czytelniczka bez trudu rozpoznała go parę dni później na zdjęciu dołączonym do… oferty sprzedaży w Internecie! Pani obdarowana wystawiła go na aukcji, podając wcale nie niską cenę wywoławczą. Tę, która wózek ofiarowała, kolokwialnie mówiąc, zatkało. Po prostu młoda kobieta z taką bezczelnością jeszcze się nie spotkała. Czekało ją jednak jeszcze „ciekawsze” doświadczenie. Udając chętną do zakupu umówiła się z panią oferującą darowany jej wózek. Myślała, że tamta, gdy ją zobaczy, bodaj się zawstydzi, speszy, wytłumaczy. Nic bardziej mylnego! Obdarowana pani była bardzo niezadowolona, że nasza Czytelniczka zajęła jej czas, udając chętną do zakupu wózka. Na uwagę, że nie handluje się rzeczami danymi z dobrego serca w odpowiedzi na dramatyczny apel, odpowiedziała: pani mi wózek dała i teraz jest mój, prawda?

No niby prawda… Prawdą jest też, że nasza Czytelniczka, młoda wrażliwa kobieta o dobrym sercu, teraz się zarzeka, że już nic nikomu nie da za darmo. Bo pewnie zaraz sprzeda, a z jej naiwności będzie się śmiać w kułak. Na pewno nie ma racji, że każdy obdarowany tak zrobiłby, ale jej reakcji i rozgoryczeniu dziwić się trudno. Najgorsze jednak jest to, że przypadek naszej Czytelniczki nie jest odosobniony. Całkiem sporo ludzi znajduje na aukcjach internetowych to, co dali komuś za darmo z dobrego serca, czy by zrobić przyjemność.

Bezczelni i chciwi ludzie byli, są i będą. W zasadzie sami sobie wystawiają opinię i gdyby szło tylko o to, byłoby w porządku. Ale tacy ludzie, ohydnie wykorzystujący dobre serce i życzliwość zniechęcają innych do pomocy tym, którzy naprawdę jej potrzebują i przyjmują ją z wdzięcznością. Rozumiemy, że komuś takiemu na opinii nie zależy, ale może choć ruszy tych ludzi sumienie, że przez nich jakieś dziecko nie dostanie wózeczka, którego naprawdę potrzebuje, bo ten, kto chętnie go oddałby, nauczony doświadczeniem choćby naszej Czytelniczki, woli go wyrzucić, niż „paść” cwaniaka…

Redaktor Monika Kamińska

4 Responses to "„Ty mi daj, a ja sprzedam i zarobię”"

Leave a Reply

Your email address will not be published.