Tygrysy postraszyły

Rzeszowianie musieli się namęczyć, by pokonać za 3 punkty absolutnego nowicjusza w PlusLidze. Fot. Paweł Bialic
Rzeszowianie musieli się namęczyć, by pokonać za 3 punkty absolutnego nowicjusza w PlusLidze. Fot. Paweł Bialic

SIATKÓWKA. PLUSLIGA. Resoviacy byli o krok od straty punktu, ale w krytycznym momencie pokazali charakter.

Spotkanie z beniaminkiem miało być dla resoviaków szybkim, miłym i przyjemnym przetarciem przed sobotnim pojedynkiem z Jastrzębskim Węglem. Nikt jednak w hali na Podpromiu, za wyjątkiem małej grupy kibiców z Będzina nie wierzył, że mecz może potrwać dłużej niż trzy sety.

Siatkarze Banimeksu mieli tylko postraszyć groźnie wyglądającym tygrysem jakiego noszą na koszulkach, ale okazało się, że w trykoty ubrani byli zawodnicy, którzy napędzili strachu wicemistrzom Polski. Zespół trenera Damiana Dacewicza nie miał żadnych kompleksów. Jego grą świetnie kierował niechciany kiedyś w Rzeszowie Tomasz Kowalski (w Asseco Resovii zaliczył epizod w sezonie 2010/2011). Może nie było to finezyjne rozegranie, ale bardzo precyzyjne, dokładne i odważne, przypominające do złudzenia grę byłego reprezentanta Polski Andrzeja Stelmacha, który w Będzinie pełni rolę II trenera.

Ekipa absolutnego nowicjusza, w której znajduje się bardzo wielu doświadczonych zawodników mających za sobą grę w PlusLidze, imponowała walką w obronie, podbijając sporo piłek. Na nic zdawały się ciągłe zmiany trenera Andrzeja Kowala. Wicemistrzowie Polski nie byli w stanie znaleźć punktu zaczepnego wobec rywali, którzy szybko budowali przewagę. Resoviacy często atakowali po autach i na ich twarzach pojawiała się coraz większa rezygnacja. Gdy w II secie goście prowadzili już 21:15 wydawało się, że nic nie uchroni resoviaków przed stratą punktu. Zespół do walki poderwał Jochen Schops, który wraz z rekonwalescentem Fabianem Drzyzgą pojawił się na boisku oraz niezmordowany Rafał Buszek, który od samego początku sezonu jest w znakomitej dyspozycji. Przewaga „kopciuszka” z Będzina topniała, ale wciąż miał on szanse na sprawienie sporej niespodzianki, bowiem prowadził 22:19. Bliżej końca seta to jednak przyjezdni zaczęli popełniać błędy, a wyglądało to tak jakby ten fakt urwania punktu wicemistrzom Polski ich sparaliżował. Resoviacy złapali we właściwym momencie wiatr w żagle i nie dali sobie już wydrzeć drugiego seta.

Po przegranej niejako na własne życzenie II partii siatkarze z Będzina w kolejnej wcale nie zamierzali oddawać inicjatywy faworyzowanym rywalom, którym przez długi czas gra kleiła się jak po grudzie. Zespół trenera Dacewicza prowadził 20:17, ale znów w kluczowym momencie sparaliżował ich chyba strach (kilka prostych błędów), że mogą na Podpromiu sprawić niespodziankę. W IV secie od samego początku warunki dyktowali resoviacy.

ASSECO RESOVIA – BANIMEX Będzin 3-1
(19:25, 25:23, 26:24, 25:16)
RESOVIA: Tichacek, Lotman, Dryja, Konarski, Ivović, Nowakowski, oraz Żurek (libero), Drzyzga, Schops, Buszek, Holmes, Penczew.
BANIMEX: Kowalski, Żuk, Gaca, Sarnecki, Hebda, Hunek oraz Milczarek (libero), Pawliński, Oczko, Wójtowicz.

Sędziowali: M. Herbik i T. Janik (obaj z Warszawy). Widzów: 3,5 tys. MVP meczu: Fabian Drzyzga (Asseco Resovia).

Rafał Myśliwiec

Leave a Reply

Your email address will not be published.