
SANOK. Mieszkańcy boją się ochlaptusów, policja i spółdzielnia mieszkaniowa przegrywają walkę z patologią…
Wrzaski, krzyki i bijatyki – mieszkańcy bloków przy ulicy Langiewicza w Sanoku mają dość uciążliwego sąsiedztwa pijaczków, którzy w opuszczonym budynku po sklepie zrobili sobie melinę. Policja jest bezradna i rozkłada ręce. – Jedyne co możemy, to wystawić mandat – mówi nam rzecznik. Problem ma też spółdzielnia, która jest właścicielem gruntu. – Od miesięcy próbujemy ustalić właściciela, ale jest to niemożliwe – przyznaje prezes SSM Wojciech Fejkiel.
W budynku mieścił się kiedyś osiedlowy sklep. Mieszkańcy okolicznych bloków, szczególnie ci starsi, chętnie robili w nim zakupy, bo blisko i kolejek nie było jak w supermarketach. Kilka lat temu właściciel zamknął biznes. Budynek stał pusty – do czasu, kiedy zamieszkało w nim kilku osiedlowych pijaczków. – Zrobili tam sobie melinę. Piją, hałasują, kłócą się, czasem dochodzi do rękoczynów. Strach tamtędy przechodzić – mówi nam jeden z mieszkańców osiedla.
Zdarza się, że zaczepiają mieszkańców osiedla, prosząc o pieniądze. Tego mieszkańcy obawiają się najbardziej. – To wylęgarnia zarazy – dodaje mieszkanka bloku usytuowanego obok meliny. – Szczególnie teraz, kiedy mamy pandemię koronawirusa. Przecież ci ludzie nie noszą rękawiczek i maseczek, o dezynfekowaniu dłoni też nie ma mowy. Boimy się, bo każdy z nas stara się zachowywać odpowiedzialnie, a przez takich ludzi jesteśmy bardziej narażeni na niebezpieczeństwo – dodaje.
Mieszkańcy osiedla wielokrotnie interweniowali w tej sprawie. Wzywali patrole policji i straży miejskiej, ale jak sami przyznają, nic to nie daje. – Nawet jak rozgonią towarzystwo, to po jakimś czasie wracają i znowu jest to samo. Chyba jedyne wyjście to rozebrać budynek i będzie spokój – mówią.
Policja: – Jesteśmy bezradni
Izabela Rowińska-Ciępiel z sanockiej policji potwierdza, że patrole regularnie interweniują w tym miejscu. – Jedyne co możemy zrobić, to wystawić mandat lub skierować wniosek do sądu o ukaranie, ale mówiąc szczerze, te osoby niewiele sobie z tego robią, bo i tak nie są wypłacalne, więc kolejny mandat nie robi na nich wrażenia – przyznaje policjantka.
Spółdzielnia: – Mamy związane ręce
Właścicielem gruntu, na którym stoi budynek, jest Sanocka Spółdzielnia Mieszkaniowa. W 2009 roku wydzierżawiła teren mieszkańcowi Sanoka. Od poprzedniego właściciela odkupił budynek i otworzył w nim sklep spożywczy. Cztery lata później w 2013 roku wypowiedział spółdzielni umowę dzierżawy, zamknął sklep i…zniknął.
Na podstawie umowy dzierżawca został zobligowany do usunięcia budynku, ale tego nie zrobił. W sklepie zostawił też cały sprzęt: lodówki, chłodziarki, lady. Sanocka Spółdzielnia Mieszkaniowa od 7 lat próbuje namierzyć byłego właściciela sklepu. – Na wszystkie sposoby próbowaliśmy ustalić miejsce pobytu tego pana, niestety bezskutecznie. Nie mamy z nim żadnego kontaktu. Nie odbiera telefonu, nie odpowiada na korespondencję – przyznaje Wojciech Fejkiel, prezes SSM.
Na własna rękę spółdzielnia budynku rozebrać nie może, bo nie jest jego właścicielem. – Sytuacja jest patowa. Chyba jedyne wyjście to wstąpić na drogę sądową, przejąć mienie i wtedy rozebrać budynek – dodaje Janusz Galant, kierownik Zakładu Gospodarki Zasobami Mieszkaniowymi SSM w Sanoku.
O pomoc i wsparcie w rozwiązaniu tej uciążliwej sytuacji zaapelowali w oficjalnym piśmie do sanockiej policji. – Tylko tyle możemy na obecną chwilę zadbać o bezpieczeństwo mieszkańców – podsumowuje Janusz Galant.
Pomoc dla bezdomnych
W Sanoku osoby bezdomne wspiera Towarzystwo im. św. Brata Alberta. Raz w tygodniu wydaje paczki z suchym prowiantem. Prowadzi też ośrodek dla osób bezdomnych, ale aktualnie jest on zamknięty i nie przyjmuje nowych osób. – To ze względu na kwestię bezpieczeństwa, nie wiemy, czy dana osoba nie jest nosicielem koronawirusa – wyjaśnia Alicja Kocyłowska, szefowa sanockich Albertynów.
Osoby, które chciałyby zostać zakwaterowane w sanockim schronisku, wcześniej musiałyby odbyć dwutygodniową kwarantannę w ośrodku w Dębicy. Dodatkowym warunkiem jest powstrzymanie się od picia alkoholu. – Osoby zdrowe będziemy w razie potrzeby kwaterować – zapewnia Alicja Kocyłowska.
Martyna Sokołowska




8 Responses to "Tykająca bomba w centrum osiedla"