U boku Indiany Jonesa

Z Harrisonem Fordem na planie najnowszego „Indiany Jonesa”.
Fot. Archiwum prywatne Jacka Jagódki

Walczył z Harrisonem Fordem. Straszył Natalie Portman. Gawędził z Christophem Waltzem. Niestraszne mu skoki z 10-metrowej wieży, szaleńcza jazda konna ani spektakularne metamorfozy. Jacek Jagódka, kaskader i aktor ze Stalowej Woli pracuje na planach największych filmowych hitów: od „Gwiezdnych Wojen”, przez „Grę o tron” i „Spectre”, po najnowszego „Indianę Jonesa”! Do elitarnego świata trafił z… koszykarskiego boiska.

Ze Stalowej Woli wyjechał ok. 15 lat temu. Gdyby został, być może pracowałby w banku, zgodnie z kierunkiem studiów. Pewnie kontynuowałby też koszykarską pasję… Na szczęście nigdy nie bał się ryzyka. Gdy więc dostał ofertę gry dla londyńskiego klubu, nie wahał się ani chwili. – Przez tyle lat grałem w rodzinnym mieście. Chciałem spróbować czegoś nowego – wspomina Jacek Jagódka. – Tym bardziej, że granice Polski się otworzyły. Wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, więc mogłem pracować w Anglii legalnie.
A jak trafił do świata filmu? – Pewnego dnia moja koszykarska drużyna dostała telefon od firmy produkcyjnej, która szukała wysokich białych ludzi do roli statystów – rzymskich żołnierzy. Ponieważ byłem jednym z wyższych, poszedłem na casting – opowiada nasz rozmówca. – Zatrudnili mnie. Film nosił tytuł „Dziewiąty Legion” a grali w nim m.in. Jamie Bell i Channing Tatum. Na planie poznałem kaskaderów, którzy opowiedzieli mi, jak dostać się w ich szeregi.

„Tarzan: Legenda”
– tu dublował głównego bohatera. Fot. Archiwum prywatne Jacka Jagódki

Skok na 12 sposobów

Jako że Jacek lubił wyzwania, a kaskaderka gwarantowała o wiele więcej adrenaliny niż koszykówka, postanowił spróbować. Nie było łatwo. – To były 4 lata nieustannych treningów. Wiele pomogło mi to, że grając przez długi czas w koszykówkę byłem wysportowany. Jednak musiałem zdać egzamin przed specjalną komisją z co najmniej 6 z 12 różnych dyscyplin, jak np.: skoki z 10-metrowej wieży, pływanie ekstremalne, trampolina, gimnastyka, jazda konno, jazda motorem, jazda samochodem, wspinaczka w górach, sztuki walki… – wylicza Jacek Jagódka.
Jak dodaje, w każdej z nich trzeba być na najwyższym poziomie. W sztukach walki konieczne jest zdobycie czarnego pasa, w dyscyplinie „samochody” przyszły kaskader powinien figurować w rankingach wyścigów samochodowych w Anglii. Płetwonurek musi pochwalić się najbardziej zaawansowanym, zawodowym stopniem w tej dziedzinie: „divemaster”. Umiejętności wspinacza należy potwierdzić zyskując uprawnienia instruktora wspinaczki, co wiąże się ze zdobyciem wielu gór o różnych stopniach trudności. I tak dalej…
– Bardzo dużo tych dyscyplin, dlatego też zdanie wszystkich zajmuje aż 4 lata. Oprócz wymagań fizycznych konieczny jest też kurs aktorski i przepracowanie 60 dni w charakterze statysty na planie filmowym, aby nie być „zielonym”- tłumaczy.
A co było dla niego najtrudniejsze? – Chyba skoki z 10-metrowej wieży do wody. Dodam, że nie skacze się tylko na nogi. Jest 12 różnych figur do wykonania, czyli np. salto do przodu, do tyłu, skok tyłem, skok przodem z obrotem o 180 stopni, skakanie w pełnym ubraniu, czyli w garniturze… No i jeśli coś źle wykonamy, to troszeczkę boli – uśmiecha się kaskader. – Mam też niemiłe wspomnienia, ponieważ przy takim skoku pękł mi bębenek w uchu. Musiałem aż 3 miesiące czekać, żeby się wszystko zagoiło.
Poświęcenie się opłaciło, a ciężkie treningi przyniosły efekty. Jacek Jagódka zasilił elitarną grupę kaskaderów w Anglii.

Z Bondem na planie

Już pierwszy film po egzaminach okazał się skokiem na głęboką wodę. Jacek trafił bowiem na klasykę kina akcji, czyli „Tarzana”. – Wszystko było takie nowe, nie wiedziałem do końca, jak się zachować – wspomina kaskader. – Tym bardziej gdy siadam, patrzę, a obok mnie… Samuel L. Jackson.
Na planie spotkał więcej gwiazd, bo i grającego główną rolę Alexandra Skarsgarda, piękną Margot Robbie, charyzmatycznego Christopha Waltza…
Jako dubler Tarzana, Jacek miał pełne ręce roboty. – Skakałem z jednego konia na drugiego, brałem udział w wielu pościgach, walkach – m.in. w pociągu – opowiada. – Poznałem wtedy mnóstwo osób i bardzo dużo się nauczyłem. Wszystkie próby miałem z najlepszymi ludźmi w branży, którzy podpowiadali mi jak się ruszać, zachowywać, walczyć. Wtedy najbardziej odczułem, że czasami marzenia się spełniają, jakim przywilejem jest dla mnie być na tych wielkich planach filmowych i grać z gwiazdami, normalnie z nimi rozmawiać, przebywać.
Teraz, gdy ma on na koncie około 50 filmów hollywoodzkich, praca z największymi sławami jest dla niego naturalna.
A Jacek Jagódka ma się czym pochwalić, bo produkcje, na których plan trafiał, to największe hity. Ot, choćby realizowane w Islandii „Gwiezdne wojny”. – Wcielałem się tam w szturmowca Blackstone Troopers. Pamiętam, że czarne kostiumy, w których graliśmy, były okropnie niewygodne – bo wykonane z plastiku. W okolicach stawów zawsze się wrzynał w skórę, więc żeby uniknąć jej przecinania, musieliśmy zakładać pod spód coś na kształt kombinezonu płetwonurka. Strój ten utrudniał trochę bieganie i strzelanie – tłumaczy.
Problemów było więcej, bo parowały też szybki w kaskach. – Czasami to nic nie widziałem – śmieje się Jacek Jagódka. – Najgorsze, że by „aresztować naukowców” musieliśmy iść w odpowiedniej formacji. Były tam ogromne doły, cały czas padało. Wiele osób się wywracało. Każdy martwił się, by to na niego nie trafiło, i nie był on winny przerwania nagrań.
Przygodę z kultową produkcją kończono w londyńskim studiu, gdzie kontynuowano plenerowe sceny przy zielonym ekranie (pozwala on później wprowadzić inne tło). Jak się okazuje, nie było łatwiej. – Mieliśmy specjalne „deszczowe maszyny”, także codziennie, przez miesiąc, byłem przemoczony – wspomina kaskader, którego zaskoczyła popularność tej produkcji. Do dziś dostaje on maile i wiadomości na Facebooku czy Instagramie z prośbą o podpisanie zdjęć z czarnymi szturmowcami.
W innym hicie – „Wonder Woman” naszego „krajana” można zobaczyć w mundurze niemieckiego żołnierza, który podczas inwazji na wyspę amazonek wyskakuje z łodzi, klęka i strzela do tytułowej bohaterki granej przez Gal Gadot. Zabija też jedną z amazonek. – Nagrywaliśmy w przepięknych okolicach włoskiego Wybrzeża Amalfi – opowiada. – Całą plażę mieliśmy dla siebie. We Włoszech byliśmy około 6 tygodni.
Jacek miał też okazję spotkać odtwórców Jamesa Bonda. Daniela Craiga mógł podziwiać na planie „Spectre”. – Dublowałem tam pilota helikoptera, który rozbijał się na moście po tym, jak zestrzelił go główny bohater – wyjaśnia nasz rozmówca. – Część zdjęć nagrywano przy słynnym London Bridge a część w studiu, gdzie zbudowano fragment tego mostu. Helikopter, w którym siedziałem, podnoszono, zapalano i upuszczano w dół. Po uderzeniu z maszyny wychodził Christoph Waltz, którego zastrzelił Daniel Craig. Jacek już kolejny raz pracował z Waltzem. – Miałem okazję do rozmowy z nim. Pamiętam, że zaznaczył wtedy, żebym nie nazywał go Chris, tylko Christoph. Pierce Brosnan to drugi odtwórca Bonda, którego spotkał były koszykarz. Na planie „Ostatecznej rozgrywki” dzielił z nim charakteryzatornię. – Fajnie było zobaczyć legendę – podkreśla Jacek. Przy tej produkcji sporo scen nagrywał z Davem Bautistą, umięśnionym aktorem i kulturystą. – Pamiętam, że mieliśmy realizować walkę na dachu stadionu. Zabrakło czasu, żeby wcześniej pokazać mu choreografię, więc uczył się jej bardzo szybko, dosłownie w ostatniej chwili. No i… nie wszystko zapamiętał. Już przed kamerą podniósł mnie do góry i przez przypadek uderzył w twarz – opowiada kaskader. – Chwilę później podbiegli koledzy, chwaląc: „Jacek, rewelacja! Wyglądało tak realnie, jakby cię uderzył”. A ja mówię: „No bo mnie uderzył”. Dave później bardzo mnie przepraszał.

Z Renee Zellweger na planie „Judy”. Fot. Archiwum prywatne Jacka Jagódki

Z Angeliną, Penelope i Renee

Poznał też piękne aktorki, jak odtwórczynię Bridget Jones – Renee Zellweger. Kręcili wtedy film „Judy”. – Jest bardzo sympatyczna – podkreśla kaskader. Zagrał on małą rolę – opalonego kolegę jednego z prawników, którego Judy prosi o rozwód. Na ekranie widzimy go, jak pływa w basenie i opala się z drinkiem w ręku w pięknym słońcu Los Angeles. W rzeczywistości nagrywano w zimie, w willi za Londynem. Na potrzeby tej roli Jacek musiał zadbać o mocną opaleniznę, czyli pozwolić pomalować sobie ciało specjalnym sprayem. Najbardziej ucierpiała na tym pościel aktora.
W „Anihilacji” Jacek zaprzyjaźnił się z Giną Rodriguez i Natalie Portman. – Z Natalie mieliśmy wspólne tematy, bo tak jak ja jest weganką, a Gina mieszkała koło mnie w centrum Londynu. Do dziś utrzymuję z nimi kontakt – zdradza kaskader. – Jako że była to mała ekipa aktorska i kaskaderska, bardzo zżyliśmy się na planie.
Przy tej produkcji Jacek miał okazję pochwalić się nietypowym talentem odwzorowywania ruchów zwierząt i stworów. – Ubierałem zielony kostium, i naśladując filmowe stworzenia, pomagałem aktorom w grze – tłumaczy Jacek Jagódka.
W tym filmie „grał” niedźwiedzia i aligatora. – W jednej ze scen jako niedźwiedź wchodzę do domu, w którym bohaterki są przywiązane do krzeseł. Wącham Natalie Portman oraz resztę aktorek, wywołując u nich przerażenie, a Ginie Rodriguez… „odgryzam” głowę – opowiada. – Śmieszne to było.
Inne piękności, w tym Penelope Cruz, spotkał na planie „355”. – Wiele się działo. Pamiętam, że zniszczyliśmy cały budynek, tak dużo było wybuchów, rozwalania szyb i strzelaniny – wspomina.
Pozazdrościć mu można także pracy z Angeliną Jolie i Salmą Hayek przy „Eternals”. Na planie musiał jednak wykazać się sporą dozą cierpliwości. Metamorfoza w stworzenie, w które się wcielał, trwała ok. 6 godzin (jej nagranie można zobaczyć na fb kaskadera), przy czym na ekranie widać go przez zaledwie 5 sekund. Samo nakładanie gumowych części na twarz to nie wszytko. – Musiałem wcześniej pojechać do okulisty, gdzie na wymiar moich oczu zrobiono mi specjalne soczewki w odpowiednich kolorach. Oprócz tego konieczna była wizyta u dentysty. Ten zaprojektował dla mnie kły – wspomina nasz rozmówca. – Wszystko musiało być perfekcyjne wykonane, tak bym wyglądał realnie np. gdy się uśmiechnę.
Kaskadera z Podkarpacia nie zabrakło również w najsłynniejszych serialach, jak choćby kultowej „Grze o tron”, którą nagrywano m.in. w Irlandii. – Tam właśnie pierwszy raz wykorzystałem umiejętności jazdy konnej – opowiada.
Jacka można zobaczyć w 1. odcinku 6. sezonu, gdy Sansa Stark ucieka z zamku Ramsaya. On znalazł się wśród ścigających dziewczynę. – Było bardzo zimno. Przed nami biegły psy. Pamiętam, że konie strasznie nie lubiły sztucznego śniegu. Dodatkową trudność sprawiało zatrzymywanie się zaraz przed kamerą – tłumaczy. Gdy w lesie otoczyliśmy Sansę, musiałem pogalopować do Brienne z Tarthu, która przybyła bohaterce na ratunek. Niestety zabiła mnie mieczem.
Krótką, bo 1,5-tygodniową przygodę przeżył także na planie „Wiedźmina”. Wcielił się z żołnierza, który wraz z innymi wiesza jedną z osób. – Wiem że, następny sezon serialu zaczynają kręcić niebawem, więc może znowu wskoczę na plan – mówi.

„Przystojny Jack”

Przeglądając imponujące zestawienie produkcji, w których Jacek Jagódka brał udział, znajdziemy większość hitów ostatnich lat, ale i miesięcy. Oprócz wspomnianych „355”, „Wiedźmina” czy „Eternals” były koszykarz miał swój udział także w „King’s Manie: Pierwsza misja”. – Grałem tam niemieckiego kapitana, który wydaje rozkaz do cichej walki na dwóch frontach. Można mnie zobaczyć na zbliżeniu, kiedy odchylam szalik i pokazuję znak: cisza. Później wyciągam nóż, odkładamy karabiny i walczymy tylko na noże – opowiada. – Przez tydzień dublowałem także postać Rasputina.
Niedawno na ekranach kin królowała „Śmierć na Nilu”, gdzie dublował bohatera, granego przez Armie Hammera, a już w kwietniu ukaże się „Wiking” („The Northman”). – Mogę zapewnić, że niczego w tym filmie nie zabraknie. Jest świetna obsada aktorska, rewelacyjny reżyser Robert Eggers, który był nominowany do Oscarów za „The Lighthouse”. Do tego dużo akcji i surowy świat wikingów. Być może przylecę do Polski na premierę i uda się spotkać w kinie z widzami w Warszawie lub na Podkarpaciu
– zdradza nasz rozmówca.
Na planie produkcji z udziałem m.in. Nicole Kidman, Jacek Jagódka dublował aktora Claesa Banga. Była to też okazja do ponownego spotkania z Alexandrem Skarsgardem, czyli filmowym Tarzanem. W wielu scenach walczą ze sobą. – Z Aleksandrem czasami na siebie wpadamy, gdy nagrywa coś w Londynie, bo chodzi na tę samą siłownię, co ja – przyznaje kaskader. – Jesteśmy w kontakcie, choć nie nazwałbym go bardzo dobrym znajomym. To fajny człowiek, który dużo żartuje. Gdy się spotykamy zawsze śmieje się ze mnie: „O, Pretty Jack”, czyli przystojny Jack.
Wie on także, jaki jest… Harrison Ford. Przez rok pracował bowiem na planie najnowszej odsłony przygód Indiany Jonesa, która wejdzie na ekrany w 2023 r. Jest pod wrażeniem legendy kina. – Choć ma prawie 80 lat, wciąż chce jeździć konno, na motorze, chce wszystko robić sam. Nie przejmuje się kontuzjami. Wstaje, otrzepuje się i następne ujęcie! – opowiada. – Oczywiście gdy byłem mały i oglądałem Indianę Jonesa, nigdy bym nie pomyślał, że Harrison Ford zapyta o moje imię. Że przez tyle miesięcy będziemy nagrywać wspólne sceny. Marzenia się spełniają!
A jakie dokładnie zadania miał na planie? – Robiłem w zasadzie wszystko: byłem aktorem, kaskaderem, dublerem… Mnóstwo nagrywaliśmy, odbyliśmy też wiele podróży, bo kręcono w Szkocji, Maroku czy pięknej włoskiej Sycylii – wylicza.
Niestety nie było czasu na chwilę oddechu, bo zaraz po zakończeniu zdjęć, Jacek „wskoczył” na plan „Szybkich i wściekłych”, gdzie aktualnie pracuje.

Jacek chce stworzyć film o obławie augustowskiej. Nagrał już zwiastun. Fot. Archiwum prywatne Jacka Jagódki

Hollywood w Polsce

Choć zaczynał jako kaskader, Jacka Jagódkę wciągnął cały filmowy świat. Stąd też ukończył 3-letnią szkołę aktorską w Londynie. Próbuje swoich sił także jako producent. Jest prezesem Ocean Films. – Wyprodukowaliśmy w Anglii film „The Take Down”, którą sprzedaliśmy do Amazon Prime. Opowiada o płatnym zabójcy, który samotnie wychowuje córkę. Gdy szef chce go zlikwidować, zaczyna się wyścig z czasem… Gram tam główną rolę – zdradza. Produkcja jest dostępna m.in. na You Tube.
Przed nim kolejne wyzwania. – Marzę, by wyprodukować w Polsce oparty na faktach film o obławie augustowskiej. Mamy już intrygujący zwiastun dostępny w Internecie. Chciałbym pokazać polską historię na arenie międzynarodowej i stworzyć porywającą akcję, bo wiadomo, że z moim doświadczeniem i kolegami, z którymi pracuję, mogę to zagwarantować. Jest rewelacyjny scenariusz, mamy też hollywoodzkiego aktora z A- listed. Potrzebujemy teraz tylko finansów i szukamy inwestorów – podkreśla. – Moim celem jest przyciągnąć największe gwiazdy z Hollywood do naszego kraju, żebyśmy nie odstawali choćby od Węgier czy Bułgarii, gdzie się tyle nagrywa. W Polsce brak międzynarodowych produkcji, a jeśli już są, to małe, a nie wielkie hity, jak np. Marvela.
Możliwe jest, że wcześniej Jacek Jagódka zadebiutuje w rodzimym kinie. – Na razie negocjuję jako aktor z produkcją, która ma się odbywać w Polsce. Byłaby to okazja, by spędzić w naszym kraju cały czerwiec i lipiec. A gdyby udało się pozyskać finanse na nasz film, w sierpniu i wrześniu moglibyśmy go zacząć nagrywać – mówi.

Charakteryzacja do „Eternals” trwała ok. 6 godzin! Fot. Archiwum prywatne Jacka Jagódki

Wraca do domu

A co prywatnie go fascynuje? …weganizm. – Od zawsze byłem ciekawy oddziaływania diet, interesowało mnie, dlaczego wierzymy ludziom, którzy mówią nam, co mamy jeść – wspomina. – Zrobiłem więc badania – analizę włosów i krwi, i przez 6 miesięcy byłem na diecie mięsnej, później na rybnej, następnie na wegetariańskiej, no i później na wegańskiej. Ta ostatnia okazała się najlepsza. Nigdy w życiu nie byłem w takiej formie, jak jestem teraz – podkreśla. Dieta ta okazała się też remedium na nadciśnienie, z którym wcześniej się borykał.
Jacek Jagódka kocha także zwiedzać świat. – Wydaje mi się, że to są najlepiej wydane pieniądze. Przez podróże uczymy się różnych kultur, mamy do czynienia z ciekawymi ludźmi, zgłębiamy historię. Ponadto zawsze staram się uczyć jakiegoś nowego sportu, a to surfing, pływanie pod wodą, jazda na motorze…- opowiada. – Fajnie też, że dzięki pracy mam możliwość przebywania w ciekawych obiektach, które są zamknięte dla turystów, ale otwarte dla filmowców.
Nigdy nie zapomina jednak o rodzinnych stronach. – Staram się wracać do domu co najmniej dwa razy w roku – podkreśla. – Zazwyczaj spotykamy się z bliskimi w lecie. Także święta Bożego Narodzenia staram się spędzić z rodzicami i rodzeństwem, czyli dwiema siostrami oraz bratem. Mam nadzieję, że moje projekty się rozwiną i będę mógł częściej przylatywać do Polski…
___________________

Nowe filmy i projekty Jacka Jagódki można śledzić na Instagramie: stunt_chef oraz na stronie www.jackjagodka.com

Aneta Jamroży

4 Responses to "U boku Indiany Jonesa"

Leave a Reply

Your email address will not be published.