U cadyka w Leżajsku

Fot. Wit Hadło

Szczęście w małżeństwie, dorodne dzieci, sukcesy w interesach i w ogóle udane życie – o to proszą chasydzi pielgrzymujący do grobu wielkiego cadyka Elimelecha w rocznicę jego śmierci. Tego dnia bowiem zstąpi on z nieba i zaniesie ich prośby wprost do Boga.

Jak co roku kilka tysięcy chasydów z całego świata przyjechało 21 i 22 lutego do Leżajska, tego dnia bowiem wypadał według kalendarza hebrajskiego 21 adar, dzień, w którym 235 lat temu zmarł cadyk Elimelech. Na miejscowym kirkucie (cmentarzu) w ohelu (kaplicy grobowej) znajduje się jego grób. Jednak w bieżącym roku nie było tu takich tłumów jak w latach ubiegłych, bo trwająca pandemia i prawdopodobna wojna na Ukrainie odstraszyły wielu potencjalnych pielgrzymów. Do Leżajska najczęściej przybywali oni z lotniska w Jasionce, jednak z uwagi na samoloty wojsk USA tym razem często lądowali również w Krakowie i Warszawie. Po przybyciu udawali się na modlitwy przy grobie cadyka, a następnie po rytualnym obmyciu szli na posiłek przygotowany z koszernych produktów, po czym opuszczali Leżajsk i wracali do domów.
Niektórzy przy okazji odwiedzali też pobliski kirkut, gdzie między macewami (płytami nagrobnymi) odmawiali modlitwę za zmarłych. Same modlitwy, odmawiane w bardzo żarliwy sposób, odbywały się w głównym pomieszczeniu ohelu, w którym znajduje się też grobowiec cadyka. Pielgrzymi zapisywali tam również na karteczkach kwitełe swoje prośby do Boga, które umieszczali na płycie grobu. Do tego pomieszczenia jednak są wpuszczani wyłącznie mężczyźni, kobiety w tym czasie przebywały w pomieszczeniu bocznym i mogły obserwować sytuację zza kotary. Ponieważ chasydzi są ludźmi spontanicznymi i radosnymi, w namiocie przed ohelem wśród młodszych często dochodziło do śpiewania pieśni, którym czasem towarzyszyli nawet muzycy. – Gramy i śpiewamy, ponieważ w ten sposób wyrażamy naszą miłość do Boga – powiedziała mieszana grupa izraelsko-amerykańska, która w ten sposób modliła się przed ohelem. Niektórzy nawet wzmacniali swoją radość różnymi płynami z procentami, co wśród chasydów czasem się zdarza.
Wielu pielgrzymów, szczególnie młodszych, żywo reagowało na całą sytuację, robiło sobie selfie i rozmawiało z Polakami. 24-letni Shai Sudry, chasyd pochodzący z Maroka, a obecnie mieszkający w Hajfie w Izraelu, do naszego kraju przyjechał po raz pierwszy. Do tej pory po polsku potrafił powiedzieć tylko jedno słowo „Lewandowski”. Obecnie zaś wie, jak mówić „dziękuję” i „proszę” oraz kilka innych słów. – W Polsce mi się bardzo podoba i ludzie są mili. Piękny jest Leżajsk, ale największe wrażenie zrobił na mnie Kraków, cudowne miasto – nie kryje. – Bardzo bym chciał przyjechać tu jeszcze raz, tym razem już na dłużej i zwiedzić ten piękny kraj oraz pójść na mecz Wisły Kraków albo Legii Warszawa.

Wit Hadło

Pielgrzymi zapisywali swoje prośby do Boga na kwitełe. Fot. Wit Hadło

8 Responses to "U cadyka w Leżajsku"

Leave a Reply

Your email address will not be published.