
PIŁKA NOŻNA. II LIGA. Rozmowa z pomocnikiem Stali Mielec, Kamilem Raduljem.
W meczu z Nadwiślanem Góra (3-0) pojawił się na boisku na ostatnie 23 minuty. Piłkarz, od którego trenerzy Stali zaczynali kiedyś ustalanie składu, powoli wraca do formy po kontuzji.
– Rozmowy z panem muszą się zaczynać od pytania o zdrowie…
– Najgorsze za mną. Nie wracam do tego, co było, nie chcę pamiętać… Od jakiegoś czasu trenuję i gram na sto procent. Strach? Podczas meczu nie mogę kalkulować, muszę być gotowy na twarde starcia. Inaczej nie wywalczę miejsca w składzie.
– Jak dużo brakuje panu do Kamila sprzed półtora roku?
– Cóż, ciężko się wraca na boisko po tak długiej przerwie. Na szczęście mam wsparcie rodziny, dzięki czemu te gorsze chwile nie są tak bolesne. A moja forma? Staram się robić wszystko najlepiej, jak potrafię.
– Strzelona bramka albo asysta mogłyby pomóc…
– Z pewnością. Z Nadwiślanem miałem sytuację, powinienem się lepiej zachować.
– Dziennikarze już składają wam gratulacje z okazji awansu do pierwszej ligi. 11 punktów przewagi to nie byle co.
– Nikt sobie nie wyobraża innego scenariusza, ale my w zespole obraliśmy metodę małych kroczków. Skupiamy się wyłącznie na następnym meczu, spokojnie robimy swoje.
– Na ulicach Mielca widać większe podekscytowanie? Kibice was zaczepiają, gratulują wyniku?
– Ja większego zainteresowania nie dostrzegłem. Ale na stadionie da się coś takiego wyczuć.
– Sytuacja jest dziś taka, że największym zagrożeniem dla Stali jest sama Stal. Na finiszu rozgrywek trzeba zachować chłodną głowę. Pomagają wam sesje z psychologiem?
– Spotykamy się raz w tygodniu, rozmawiamy, jest wesoło (śmiech). Patrząc na to, co osiągnęliśmy, trzeba chyba stwierdzić, że te sesje nam pomagają.
– Ten zespół dałby sobie radę w pierwszej lidze?
– Jestem o tym przekonany! Jednak po tak dobrym sezonie wielu chłopaków otrzyma ciekawe oferty, więc zobaczymy, jak będzie. Mimo wszystko, myślę, że wielu z nich postanowi zostać w Mielcu i właśnie ze Stalą powalczyć na wyższym poziomie. Sam klub jest poukładany, niczego nam nie brakuje.
– Pan zostanie?
– Życie mnie nauczyło, by nie wybiegać w przyszłość.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


